lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
STYCZEŃ 2005
nr 1/2005

O Skarbie na nowo odkrywanym

"A Słowo stało się Ciałem" - to jest prawda o Stajence Betlejemskiej, ale urzeczywistnia się ona pod inną jeszcze postacią: "Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne" (J 6,54). Zbawiciel wie, że jesteśmy i pozostaniemy ludźmi słabymi, zmuszonymi do codziennej walki z własną niedoskonałością, dlatego ofiaruje nam pomoc prawdziwie Boską. Jak nasze ciało ziemskie potrzebuje chleba powszedniego, tak życie Boże w nas domaga się również pokarmu. "Jam jest chleb, który z nieba zstąpił" (J 6,54). W tym, kto Go przyjmuje jako chleb codzienny, codziennie wypełnia się tajemnica Bożego Narodzenia, cud Słowa Bożego, które staje się Ciałem.

Słowo, które stało się Ciałem ponad 2000 lat temu, obecne jest dzisiaj w Eucharystii. Ten fakt sprawił, że Msza Święta staje w centrum życia każdego chrześcijanina. W niej odnajdujemy Tego, który umarł dla naszego zbawienia i co więcej, pozostał, wręcz "uwięził się" pod postacią chleba i wina, by być wśród nas wciąż obecnym.

"Widzisz, opuściłem tron w niebie, aby się z tobą połączyć" (Dz 1810) - tak mówi Pan Jezus do św. Faustyny, która właśnie w Komunii Świętej odnajdywała wszelkie potrzebne łaski. "Widzę się tak słaba, że gdyby nie Komunia Święta upadałabym ustawicznie; jedno mnie tylko trzyma, to jest Komunia Święta, z niej czerpię siłę, w niej moja moc. Lękam się życia, w którym dniu nie mam Komunii Świętej. Sama siebie się lękam. Jezus utajony w Hostii jest mi wszystkim. Z tabernakulum czerpię siłę i moc, odwagę i światło; tu w chwilach udręki szukam ukojenia. Nie umaiłabym oddać chwały Bogu, gdybym nie miała w sercu Eucharystii" (Dz 1037).

Przyjmowanie Komunii Świętej jest więc czerpaniem z daru miłości samego Zmartwychwstałego. W czasie każdej Mszy Świętaj Jezus oddaje się nam i staje się dla nas pokarmem, zapewniając nam w ten sposób nowe życie. Tu dokonuje się niejako odnowienie ofiary Chrystusa. Staje się to dla nas szansą dotknięcia żywego Jezusa, przeżycia i uczestniczenia w dziele odkupienia. Przyjmując ten dar, pozwalamy się przemieniać, Serce Jezusa zaczyna bić w naszym: "wszystko co we mnie dobrego jest - sprawiła to Komunia Święta, jej wszystko zawdzięczam. Czuję, że ten święty ogień przemienił mnie całkowicie" (Dz 1392) - pisała św. Faustyna.

Świadomość tego, jak wielkiej tajemnicy dotykamy, powinna pomóc nam z szacunkiem przystępować do stołu eucharystycznego. Wchodzimy bowiem w obszar innej, choć paradoksalnie wciąż naszej rzeczywistości. Dostępujemy wielkiego zaszczytu, jak zapewnia św. Faustyna: "Aniołowie, gdyby zazdrościć mogli, to by nam dwóch rzeczy zazdrościli: pierwszej - to jest przyjmowania Komunii Świętej, a drugiej - to jest cierpienia" (Dz 1804). Tymczasem Jezus skarży się jej, że nie znajduje zrozumienia wśród ludzi: "Ach jak mnie boli, że dusze tak mało się łączą ze mną w Komunii Świętej. Czekałem na dusze, a one są dla mnie obojętne. Kocham je tak czule i szczerze, a one mi nie dowierzają. Chcę je obsypać łaskami - one przyjąć ich nie chcą. Obchodzą się ze mną jak z czymś martwym, a przecież mam serce pełne miłości i miłosierdzia..." (Dz 1447)

To dla nas wyrzut lub raczej skarga, że nie czerpiemy w pełni z daru, jakim jest dla człowieka Eucharystia. Sami się w ten sposób zubażamy. Dlatego Jan Paweł II w tym roku - Roku Eucharystii wzywa nas, by uczynić Eucharystię centrum swojego życia! Wzbudzajmy w sobie pragnienie spotkania Jezusa Eucharystycznego, jak sam mówił do św. Faustyny: "życie wiekuiste musi się już tu na ziemi zapoczątkować przez Komunię Świętą. Każda Komunia Święta czyni Cię zdolniejszą do obcowania przez całą wieczność z Bogiem" (Dz 1811).

To właśnie Eucharystia jest postrzegana jako niewysychające źródło nowego, wiecznego, szczęśliwego życia, czyli takiego życia, które już nigdy życiem być nie przestanie. A przecież za takim życiem każdy z nas tęskni. Bóg w swej miłości, dobroci, potędze i mądrości, On - który zaszczepił w nas to pragnienie. On wychodzi nam naprzeciw i zaspokaja wszelkie człowiecze pragnienia. Ks. Michał Sopoćko stwierdza: "Eucharystia jest arcydziełem miłości Jezusa Chrystusa, koroną wszystkich wynalazków Jego - jakby wielkim systemem słonecznym, w którym miłość wszystko porusza, dosięga promieniami swymi końca wieków i sprowadza wszystkie stworzenia na drogę świetlistą, miłosną i słoneczną".

We włoskich Alpach, przy jednym ze schronisk umieszczono wymowną płaskorzeźbę ukazującą Chrystusa, który jedną dłoń ma przybitą do krzyża, ale drugą dłonią podaje człowiekowi koniec liny asekuracyjnej, jakiej używa się przy wspinaczce wysokogórskiej. Teraz zależy to już od człowieka, czy przyjmie tę "linę" i pozwoli się nią związać, przez co - paradoksalnie stanie się naprawdę wolny. Im bardziej będziemy z Nim związani przez Eucharystię, tym bardziej będziemy ludźmi nowego życia. Ks. Sopoćko stwierdza: "Eucharystia jest chlebem naszym codziennym. Zaletą tego Bożego pokarmu jest siła jedności: jednoczy nas z Ciałem Zbawiciela i czyni nas Jego członkami, abyśmy mogli stać się tym, co przyjmujemy..."

Liczne są pragnienia człowieka. Potrzebuje on chleba, odzienia, mieszkania, przestrzeni, w której mógłby się rozwijać. Nasza planety liczy prawie sześć miliardów ludzi, z tego dwa miliardy żyją w luksusie, osiemset milionów głoduje, reszta natomiast pogrążona jest w niedostatku, lęka się o jutro, nie widzi żadnych perspektyw. Za głodem kryje się nie tylko brak chleba, lecz także złe warunki mieszkaniowe, choroby moralne i fizyczne, itd. Z biedą łączy się często poczucie wstydu i poniżenia. Zarówno nadmiar chleba jak i jego brak mogą doprowadzić człowieka do upadku.

Modlitwa pobudza człowieka wierzącego do odpowiedzialności za dramat głodów współczesnego świata. Wszystkie wysiłki i prace człowieka powinny być podejmowane ze względu na wieczność, gdyż tylko wówczas zachowują one sens. Trud ziemski nie może przesłonić troski największej - o zbawienie. Prośba o chleb powszedni to jednocześnie wyraz starań o zaspokojenie głodu, z powodu którego ludzie giną na zawsze. Jezus przypomina: "Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych" (Mt 4,4). Środkiem do życia, chlebem powszednim człowieka wiary jest więc Słowo Boże i Ciało Chrystusa - Eucharystyczny Chleb Życia. Ks. Sopoćko uczy: "Jak pokarm cielesny tworzy i krzepi życie doczesne, tak Najświętszy Sakrament odnawia, leczy, chroni, wzmacnia, rozwija, użyźnia i pieczętuje życie nadprzyrodzone naszej duszy. Tu bowiem następuje najściślejsze połączenie z Chrystusem nie tylko duchowe, lecz fizyczne, dotykalne i doskonałe, tak, że już ściślejszego na ziemi być nie może".

Podczas każdej Mszy Świętej słyszymy słowa: "Bierzcie z tego wszyscy...", to znaczy: "Bierzcie ze Mnie wszyscy, oddaję się wam cały, niczego nie zostawiam dla siebie". Czy nasze ofiarowania podczas Eucharystii są już na tyle pełne, że osobom, które Pan Bóg postawił na naszej drodze, możemy powtórzyć: "Bierzcie ze mnie wszyscy, oddaję się wam, jestem do waszej dyspozycji"?

Uczmy się od Sługi Bożego ks. Sopoćki miłości do Eucharystii: "Z wiarą, ufnością, miłością i pokorą, z radością i pragnieniem zbliżać się będę do Stołu Pańskiego, do stolicy łaski i źródła Miłosierdzia. Uznam siebie za proch pod stopami Króla zasiadającego na tronie mego serca".

s. Maksymiliana Kroczak, ZSJM