lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
STYCZEŃ 2005
nr 1/2005

Przez Londyn na Czarny Ląd

Jestem kapłanem Archidiecezji Białostockiej, i przez Księdza Arcybiskupa zostałem posłany do pracy misyjnej w Diecezji Cape Town w Republice Południowej Afryki. Od września 2003 roku w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie uczyłem się języka angielskiego, i podstaw medycyny tropikalnej, a następnie 28 czerwca 2004 rozpocząłem kurs językowy w Londynie, który trwał około sześciu miesięcy. Był to ciekawy czas, kiedy mogłem kontynuować naukę języka i mieszkając na parafii poznawać życie kościoła katolickiego w Anglii.

28 czerwca po trzydziestogodzinnej podróży autokarem dotarłem do Londynu, i rozpocząłem naukę oraz pracę w parafii Królowej Pokoju w południowo-wschodniej dzielnicy Londynu - Richmond. Parafia i dzielnica Richmond należy do Diecezji Southwark, gdzie pasterzem jest Arcybiskup Kevin Mc Donald. Diecezja posiada około 130 parafii i ciągły brak księży do posługi duszpasterskiej. Obecnie w seminarium jest 10 kleryków, a w zeszłym roku nie wyświęcono żadnego kapłana. W tym roku do kapłaństwa przygotowuje się tylko dwóch diakonów. Proboszczem w parafii Królowej Pokoju jest ksiądz Michael Boland, który pochodzi z Irlandii i pracuje w Anglii już przeszło czterdzieści lat. Ponieważ jest to niemłody kapłan, i mający problemy ze zdrowiem był bardzo zadowolony z mojej obecności i chęci pomocy w duszpasterstwie.

Parafie w południowym Londynie to wspólnoty liczące średnio 600 - 800 osób, tylko nieliczne parafie posiadają około 1500 - 2000 parafian. Takie parafie można zaliczyć do dużych wspólnot. Parafia Królowej Pokoju liczy 350 osób i każdy, kto tam przebywa, czuje się jak w rodzinie.

Praca duszpasterska kapłana jest taka sama, jak w całym Kościele. Już od pierwszego dnia celebrowałem Mszę, w soboty słuchałem spowiedzi, w niedzielę mówiłem kazania, chodziłem do osób chorych z Najświętszym Sakramentem, nawet trafiły się cztery pogrzeby. W każdą środę przed Mszą Świętą była adoracja Najświętszego Sakramentu i modlitwa o powołania kapłańskie, a w pierwsze piątki miesiąca Wspólnota Czcicieli Najświętszego Sakramentu organizowała specjalne nabożeństwa z modlitwą w różnych intencjach.

Zaskoczyło mnie zaangażowanie ludzi świeckich w parafii, którzy służą księdzu w każdej potrzebie. Zbierają ofiary na tacę, pomagają w udzielaniu Komunii, również chodzą do ludzi chorych, organizują specjalne wydarzenia w życiu parafialnym. Bardzo miłe były spotkania przy kawie po niedzielnej Mszy Świętej, w czasie których można było porozmawiać na rozmaite tematy. W tym czasie parafianie chętnie, może z lekką zazdrością, słuchali o życiu Kościoła w Polsce, pełnych kościołach, liczbie nabożeństw i kapłanów pracujących w duszpasterstwie.

Od poniedziałku do piątku po południu chodziłem też do szkoły językowej. Spotkałem ludzi z całego świata: Europy, Azji, Ameryki Południowej, którzy, również jak ja, pragnęli nauczyć się, bądź pogłębić znajomość języka angielskiego. Szkoła była bardzo potrzebna i pomocna, a atmosfera przyjacielska i rodzinna. Wszyscy wiedzieli że jestem księdzem, i zarówno wierzący jak i niewierzący byli dla mnie bardzo przyjaźni. Pamiętam dyrektora szkoły, który jako osoba obojętna w wierze powiedział, że jedynym ważnym autorytetem na świecie jest Papież.

Sześć miesięcy minęło bardzo szybko. 14 grudnia powróciłem do Białegostoku. Zawsze będę pamiętał ten czas w Londynie, ludzi których tam spotkałem i te chwile, które na angielskiej ziemi przeżyłem. 5 lutego 2005 roku wyruszam do Afryki Południowej. Będę tam pracował z księdzem Jerzym Kraśnickim z Archidiecezji Białostockiej. Czy się obawiam przyszłości? Teraz może trochę, ale wierzę, że z Bożą pomocą wszystko będzie dobrze.

ks. Wojciech Nowasza