lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
STYCZEŃ 2005
nr 1/2005

Ofensywa ze śmiercią w tle

Miniony rok był czasem wyjątkowo agresywnej akcji środowisk homoseksualnych, które w sposób niesłychanie aktywny prowadziły afirmację swego stylu życia. Różnego rodzaju marsze, dyskusje w telewizji, debaty na uczelniach, "tokszoły", audycje o "wychowywaniu" dzieci przez pary monopłciowe, artykuły w prasie popierające homoseksualistów - słowem prawdziwa ofensywa, zakrojona na szeroką skalę. Jej niewątpliwym zwieńczeniem było uchwalenie przez Senat ustawy o rejestracji związków partnerskich.

W dyskusjach homoseksualiści starają się błyskawicznie przechodzić do tzw. porządku dziennego nad moralną oceną swoich praktyk., rozwodzą się za to nad problematyką tolerancji (czy raczej nietolerancji) wobec nich, mówią o swoim prawie do szczęścia, do samorealizacji, dywagują o demokracji, która musi zapewnić wszystkim prawo do swobody wyboru stylu życia. Powołując się na WHO, która skreśliła homoseksualizm z listy dewiacji, ostro protestują przeciwko nazywaniu ich praktyk zboczeniem.

Zdają się za to być głusi na fakt, że ich postawa przez wielu psychiatrów określana jest jako neurotyczna, że prowadzona jest psychoterapia, mająca na celu uzdrowienie z postawy homoseksualnej (największe sukcesy notuje się na tym polu w... Holandii). Co gorsza, głusi są na jeszcze jeden argument, który okazuje się śmiertelnie (dosłownie) poważny.

Zapewne pamiętamy (a może jeszcze oglądamy) bilboardy z hasłami sugerującymi, że każdy może zarazić się wirusem HIV. Robione jest to bardzo sprytnie, niby człowiek może uznać takie stwierdzenie za fałszywe, ale propaganda zmierza ku temu, aby przyjął je za prawdziwe. W ulotkach informuje się o możliwości zakażenia u dentysty, u lekarza, u fryzjera, u kosmetyczki. W rzeczywistości jednak o wiele bardziej prawdopodobne jest zachorowanie na raka, zarażenie się wirusem żółtaczki typu C, przedwczesny zawał czy zator, nie mówiąc o możliwości wypadku samochodowego. Wirus HIV jest przede wszystkim problemem środowisk homoseksualnych. Prestiżowy międzynarodowy magazyn medyczny "The Lancet" (vol. 364 z 3 czerwca 2004 r., www.thelancet.com.) opublikował raport, z którego ta prawda jasno wynika.

Najbardziej narażeni są homoseksualiści i biseksualiści (potem narkomani "szprycujący się" dożylnie, emigranci z Czarnej Afryki, prostytutki i heteroseksualiści). W krajach Europy Zachodniej zarażonych wirusem HIV i chorych na AIDS jest 10 - 20% populacji homoseksualnej. Tylko w latach 2001 - 2002 liczba zakażonych homo- i biseksualistów wzrosła o 22%. W raporcie jest też mowa o wzroście zachorowań na syfilis i rzeżączkę wśród homopopulacji. Mało tego, we wrześniu 2004 roku Holandia podniosła alarm, że w Rotterdamie wykryto 92 przypadki niezwykle rzadkiego ziarniaka wenerycznego. Wszyscy zarażeni to "kochający inaczej". Doniesienia o tej chorobie pojawiły się także w Belgii, Francji i Szwecji.

A u nas pan Biedroń i podobni mu aktywiści opowiadają androny o homofobii, tolerancji, gejowskiej dumie i o milionach homoseksualistów nad Wisłą. Czyżby naprawdę nie wiedzieli, że w tym zboczeniu czai się śmierć?

ks. Marek Czech