lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
GRUDZIEŃ 2007
nr 12/2007

Po drugiej stronie rzeki (cz. III)

Ludzie są bardzo religijni. Chętnie rozmawiają o sprawach wiary i, co ciekawsze, potrafią przytoczyć fragmenty Koranu na poparcie swoich poglądów. Beduini obwożący turystów po pustyni Wadi Rum mają w telefonach komórkowych specjalny program przypominający im pięć razy dziennie o modlitwie. Meczety są bowiem daleko i nie sposób usłyszeć głosu mułły, a samemu trudno byłoby określić czas modlitwy regulowany wschodem i zachodem słońca. Tylko w Ammanie nie można tego przeoczyć, szczególnie na krótko przed brzaskiem, gdy człowiek śpi sobie w najlepsze. Setki głosów o różnej mocy i barwie, bliskich i dalekich, nakładają się wtedy na siebie, jak gdyby duchowni muzułmańscy nawoływali się nawzajem ze wszystkich stron miasta. Skądinąd wiadomo, że te modlitewne wezwania odtwarzane są automatycznie z magnetofonu.

Konstytucja z 1952 r. gwarantuje wszystkim obywatelom równość bez względu na rasę i wyznawaną religię. Boże Narodzenie ma rangę święta państwowego. Chrześcijanie posiadają swoich przedstawicieli w parlamencie i w rządzie. Tolerancja przejawia się również w tym, że kobiety mogą chodzić z odkrytą głową. Niektóre panie pobierają od męża specjalną opłatę za noszenie chusty lub burki – masz tradycjonalistyczne poglądy, to płać!

Katolicy, stanowiący połowę jordańskich chrześcijan, należą do Kościoła łacińskiego i melchickiego. Obok nich żyje kilkadziesiąt tysięcy chaldejczyków, którzy opuścili Irak z powodu wojny, Filipinki pracujące jako pomoce domowe oraz personel dyplomatyczny.

Nie ujmując niczego pracy duszpasterskiej w parafiach, wizytówką katolicyzmu są szkoły. Uczęszcza do nich każdego roku średnio 24 tysiące uczniów, w tym niemal po połowie chrześcijanie oraz muzułmanie. Placówki zarządzane są bezpośrednio przez Kościół, który zatrudnia personel i w porozumieniu z Ministerstwem Edukacji ustala program nauczania, a nawet drukuje własne (!) podręczniki.

W ostatnią sobotę lipca, Ministerstwo podaje drogą internetową wyniki egzaminu uprawniającego do studiów uniwersyteckich, który odpowiada naszej maturze. Zaledwie kilka minut później można zobaczyć na ulicach świętującą młodzież: przeraźliwe klaksony samochodów, bieganie z flagą narodową, opryskiwanie się sztucznym śniegiem ze sprayu. Wśród szkół dla dziewcząt, najwyższą średnią uzyskują od lat placówki prowadzone przez siostry ze Zgromadzenia św. Różańca.

– Na ziemi jordańskiej jesteśmy od 1887 r. – opowiada siostra Bernadette. – Nikomu się wówczas nie śniło, że powstanie tu samodzielne państwo. Byłyśmy wtedy jedynym żeńskim zgromadzeniem zakonnym i od tamtego czasu służymy ludziom jak umiemy najlepiej. Nie ma VIP-a, którego matka, żona, czy córka, nie skończyłaby naszej szkoły. Wśród wychowanek są także siostry króla Abdullaha.

Pewnie dlatego wszystkie drzwi otwierają się przed nimi jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Jeśli trzeba, potrafią zawalczyć z determinacją, aż w końcu postawią na swoim. Każdego roku przyjmują gratis kilkadziesiąt dzieci z biednych rodzin, pracują z upośledzonymi umysłowo i z niewidomymi. Cierpiętnictwo, czy kompleks niższości po prostu nie istnieją. W rezultacie, siostry wyrobiły sobie taką markę, że habit z tradycyjnie noszonym na szyi różańcem robi na otoczeniu większe wrażenie niż generalski mundur.

W szkołach katolickich zajęcia z religii są obowiązkowe. Uczniowie chrześcijańscy mają swoich katechetów, muzułmańscy swoich. Nikt nie nawraca na własną wiarę. Ale gdy czasami Pan Bóg kogoś oświeci, trzeba ogromnej dyskrecji, aby nie popsuć wzajemnych relacji.

Liczba chrześcijan z jordańskim obywatelstwem niestety maleje. Ich rodziny mają najwyżej 2-3 dzieci, podczas gdy muzułmańskie dziesięć. Ponadto chrześcijanie częściej decydują się na emigrację zarobkową. Obok Zachodu kuszą ofertą dobrze płatnej pracy potentaci w wydobyciu ropy naftowej. Siostry ze Zgromadzenia św. Różańca idą za wiernymi. Już otworzyły swoje szkoły w Kuwejcie i Zjednoczonych Emiratach Arabskich, naturalnie dzięki znajomościom z Jordanii. Istnieje w świecie arabskim mocne poczucie wspólnych więzi, coś w rodzaju panarabizmu. Pomimo swej religijnej odrębności, wyznawcy Chrystusa doskonale zintegrowali się ze społecznością muzułmańską. Żyją z wiarą, że każda władza pochodzi od Boga. Wobec rozpuszczanych na Zachodzie plotek o możliwym rozwodzie pary królewskiej reagują wzburzeni – To jest sabotaż! Ktoś chce popsuć nasze relacje z Palestyńczykami!

Królowa Rania jest bowiem córką palestyńskiego lekarza i jej małżeństwo cementuje niejako relacje pomiędzy dwoma narodami.

Druga strona odpowiada wzajemnością. „Od czternastu wieków chrześcijanie dzielą z nami tę samą historię i kulturę. Przyczyniają się do budowania cywilizacji” – pisze w książce „Chrześcijaństwo w świecie arabskim”, książę El Hassan bin Talal. I zapewnia – „Mając tak szacowną przeszłość nie muszą się niczego obawiać ze strony innych Arabów”.

Jest czwartek, czyli arabski weekend. W stołecznym kościele pod wezwaniem Maryi z Nazaretu gromadzą się powoli weselnicy. Rodzice pana młodego witają każdego w drzwiach świątyni. Mówią u nas: „wystroił się jak na wesele”. Ludzie, i nie tylko nowożeńcy, sprawiają wrażenie jeszcze bardziej odświętnych niż na przeciętnym polskim ślubie.

Odprawiają dwaj księża. Jeden z nich tłumaczy w zakrystii, że będzie tylko sam obrzęd zaślubin, bez Mszy Świętej i kazania. – Wielu gości to muzułmanie, mogliby coś opacznie zrozumieć, obrazić się. Dlatego lepiej tak.

Księża śpiewają wszystko od początku do końca. Młodzi patrzą sobie w oczy, przybierając przed kamerzystą i fotografami przestudiowane pozy.

– Ciekawe, czy nie wyjadą? – komentuje siostra Albertine, stryjenka pana młodego. Rodzina jest bardzo zacna, pochodzi po części z Nazaretu. Kościół, w którym odbywa się ślub, wybudował za własne pieniądze szwagier zakonnicy. Postawił patriarsze tylko jeden warunek: ma nosić wezwanie Maryi z Nazaretu. I tak się stało.

– Wszyscy moi krewni wyjechali do USA – podejmuje temat siostra Gloria, przełożona hospicjum „Home of the Visitation”.

– Ale nasza sekretarka Souad też była w Ameryce i wróciła po dwunastu latach. Dziwne… siostra Gloria wydaje się niedowierzać samej sobie. – Co ciekawsze, jej córka z amerykańskim obywatelstwem zaczyna w tym roku studia na uniwersytecie w Ammanie.

K. N.