lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
LISTOPAD 2007
nr 11/2007

Po drugiej stronie rzeki (cz. II)

Przemieszczając się na południowy wschód od góry Nebo, w kierunku doliny Jordanu, teren robi się coraz bardziej płaski i czego nie widać gołym okiem znacznie się obniża. Geolodzy twierdzą, że obok Morza Martwego to najniżej położony obszar na kuli ziemskiej – 355 m ppm. Przy olbrzymiej wilgotności, tak że ubranie klei się nieprzyjemnie do ciała, temperatura dochodzi latem do 45-47 °C. Ziemia jest wypalona do białości, nigdzie ani śladu życia, jedynie brzegi Jordanu porastają gąszcze tamaryszku.

Miejsce, o którym mowa nosi nazwę Wadi (dolina) al-Kharrar lub el-Maghtas (od słowa „zanurzać się”). Korzystając z wynajętej taksówki, trzeba dobrze wytłumaczyć kierowcy w czym sprawa. Wyprawa może się bowiem skończyć w jednym z luksusowych kąpielisk nad Morzem Martwym. Tymczasem chodzi o miejsce, w którym żył św. Jan Chrzciciel i przypuszczalnie tutaj Chrystus przyjął od niego chrzest. Jeszcze na początku lat 90-tych ubiegłego wieku wskazywano raczej na izraelską stronę Jordanu. Teraz, nawet taka sława archeologii biblijnej jak franciszkanin o. Michele Piccirillo, nie ma wątpliwości.

Pierwszych odkryć dokonano w zasadzie już w 1948 r. Na skutek konfliktu z Izraelem, Jordania zmilitaryzowała tereny wzdłuż rzeki, co uniemożliwiło dalsze badania.

– Miałem wtedy 20 lat – opowiada Jiahd, pracujący w branży turystycznej. – Wieczorem zakładaliśmy miny, a rano trzeba je było rozmontowywać. Potem, cały dzień na posterunku.

Badania archeologiczne ruszyły na nowo dopiero po podpisaniu traktatu pokojowego w 1994 r. Do dzisiaj pozostały zasieki z drutu kolczastego, przez co okolica przypomina poligon.

Niecałe 2 km od aktualnego biegu rzeki, archeolodzy odkryli fundamenty 11 kościołów i 5 basenów chrzcielnych, a także liczne groty eremitów i hospicja dla pielgrzymów. Natrafiono również na szeroki rów łączący się z Jordanem, który może być korytem wyschniętego strumienia lub starorzeczem. Ile razy rzeki zmieniają swój bieg, a Jordan, zanim jeszcze wybudowano na nim tamy, szeroko wylewał. Może właśnie na takim rozlewisku przyjął chrzest Pan Jezus.

Czytamy w Ewangelii: „Działo się to w Betanii (nie mylić z Marią, Martą i Łazarzem), po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu” (J 1,28). Ewangelista wspomina ją ponownie, relacjonując późniejsze wydarzenia z życia Pana Jezusa: „Powtórnie udał się za Jordan, na miejsce gdzie Jan poprzednio udzielał chrztu i tam przebywał” (J 10,40).

Wadi al-Kharrar widnieje na mozaice podłogowej w prawosławnym kościele św. Jerzego w Madabie. Jest ona szczegółową mapą obszaru rozciągającego się od Libanu po deltę Nilu. W centrum mozaiki datowanej na połowę VI w., znajduje się Jerozolima z Ziemią Świętą. W sumie zaznaczono 150 różnych miejsc związanych z historią zbawienia. Już wielokrotnie bibliści odwoływali się do niej w celu rozwiązania różnych wątpliwości.

21 marca 2000 r. do Wadi al-Kharrar przybył Sługa Boży Jan Paweł II. Dzień wcześniej nawiedził górę Nebo, rano odprawił Mszę Świętą w Ammanie i teraz przygarbiony chorobą, posuwał się drobnymi kroczkami po pustyni, która na kilka chwil stała się centrum świata. Dziennikarze spekulowali ile będzie w stanie przejść. Zgromadzony tłum, głównie muzułmanie, widział w nim Bożego Posłańca. Od tamtego czasu, kamienny łuk, w scenerii którego Papież odmówił modlitwę do Trójcy Przenajświętszej, nazywany jest „Kościołem Jana Pawła II”. Zbudowano go rok wcześniej w celu upamiętnienia zmarłego króla Husseina. Dlatego składa się z 63 bloków, dokładnie tylu ile lat żył władca. Ojciec Święty zrobił na Jordańczykach tak wielkie wrażenie, że młody król Abdullah, natychmiast nazwał pomnik jego imieniem.

Zwiedzanie odbywa się obowiązkowo grupami. Niestety busik wożący turystów, zatrzymuje się jedynie przez chwilę w pobliżu łuku. Tuż obok miał zostać wzięty do nieba prorok Eliasz, więc nie sposób przyjrzeć się wszystkiemu dobrze.

Na szczęście dalsze zwiedzanie ma charakter bardziej indywidualny. Wędrując od jednego do drugiego wykopaliska przeciętymi w gąszczu tamaryszku ścieżkami, człowiek pyta się jak wyglądało to miejsce w czasach biblijnych. Ludzi było z pewnością więcej niż dzisiejszych turystów. Przychodzili tłumnie z całej Palestyny, aby słuchać nauczania proroka. Według Pisma Świętego Jan żywił się szarańczą i miodem leśnym. Pewnie był tak zajęty, że o pokarm troszczyli się jego uczniowie.

Ruch panował i później, w erze chrześcijańskiej. Jedni przyjmowali chrzest, drudzy obchodzili jego pamiątkę, zanurzając się w uświęconych przez Chrystusa wodach Jordanu. Mnisi i różnego rodzaju pustelnicy odprawiali głośno swoje nabożeństwa. Nic dziwnego, że słynna pokutnica św. Maria Egipcjanka (ok. 354-431) wstąpiła tylko na chwilę do położonego centralnie kościoła św. Jana Chrzciciela, żeby zaraz wyruszyć w głąb pustyni. Nie dało się widocznie pokutować w takim zgiełku, a i tak powstała później świątynia pod jej wezwaniem.

Władze jordańskie chcą najwyraźniej wskrzesić dawne czasy. Książe Ghazi Bin Mohammad, kierujący specjalną królewską komisją do spraw „parku chrztu”, obdarowuje wspólnoty chrześcijańskie ziemią, pod warunkiem, że pobudują swoje kościoły. Zrobili to już jordańscy prawosławni, niedługo ruszą prace przy świątyni katolickiej zaprojektowanej przez francuskich architektów.

Sama rzeka może w pierwszej chwili sprawić zawód. Szeroka na 7 metrów, głęboka na metr, toczy leniwie mętne wody do odległego o 9 km Morza Martwego. Miejscowi przywożą tu do chrztu swoje dzieci, z tym, że sakramentu udziela się w stojącej przy brzegu marmurowej chrzcielnicy z przefiltrowaną odpowiednio wodą. Tylko turyści z Zachodu lekceważą ewentualne zagrożenie bakteriami. Robią wodą znak krzyża, przemywają sobie twarz, napełniają butelki. Gdyby nie wartujący na obu brzegach żołnierze z gotowymi do strzału karabinami, niejeden pewnie zanurzyłby się w rzece.

Zagęszczenie sił porządkowych robi wrażenie. Nie ulega wątpliwości, że król sprawuje władzę żelazną ręką. Wszystkie ekstremizmy, łącznie z religijnymi, nie mają prawa bytu. Chrześcijanie (katolicy, prawosławni i protestanci) są z tego powodu zadowoleni. Stanowią zaledwie 2-3 % ogółu obywateli, reszta wyznaje sunnicką odmianę islamu. Król Abdullah stale podkreśla, że jego ród wywodzi się w prostej linii od proroka Mahometa. Związki pomiędzy sferą państwową i religijną mają charakter niemal komplementarny. Wielkiego muftiego oraz imamów poszczególnych meczetów mianuje ministerstwo do spraw religijnych. Później sprawuje nad nimi kontrolę, interweniując nawet w treść kazań. Z kolei przed promulgowaniem każdej ustawy państwowej sprawdzana jest jej zgodność z Koranem. Tak oto krąg się zamyka.

cdn.

K. N.