lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
PAŹDZIERNIK 2007
nr 10/2007

Ze św. Faustyną po drogach codzienności

„Gdzież więc, jeśli nie w Bożym Miłosierdziu, znajdzie świat ocalenie i światło nadziei?

Ludzie wierzący doskonale to wyczuwają!”

Jan Paweł II

Październik – miesiąc, w którym wspominamy św. Faustynę Kowalską, Apostołkę Bożego Miłosierdzia. Nie po to przypatrujemy się powołaniu s. Faustyny, aby ją kopiować. Jednak jej życie powinno być dla nas inspiracją, by z ufnością stanąć przed Bogiem i spojrzeć na swoją historię życia, na swój sposób współpracy z Tym, który nas stworzył.

Dziś jesteśmy świadkami owoców, jakie wydało posłuszeństwo św. Faustyny wobec powołującego ją Boga. Tajemnica Bożego Miłosierdzia, o której przypomniał Bóg przez s. Faustynę trwa nadal. Każdy z nas może w niej uczestniczyć przez świadczenie o Bogu Miłosiernym wokół siebie. Od s. Faustyny mamy uczyć się postawy zaufania. Przypomniał nam o tym Jan Paweł II w dniu jej kanonizacji:To krzepiące orędzie jest skierowane przede wszystkim do człowieka, który udręczony jakimś szczególnie bolesnym doświadczeniem albo przygnieciony ciężarem popełnionych grzechów utracił wszelką nadzieję w życiu i skłonny jest ulec pokusie rozpaczy. Takiemu człowiekowi ukazuje się łagodne oblicze Chrystusa, a promienie wychodzące z Jego Serca padają na niego, oświecają go i rozpalają, wskazują drogę i napełniają nadzieją. Jakże wielu sercom przyniosło otuchę wezwanie ‘Jezu, ufam Tobie’, które podpowiedziała nam Opatrzność za pośrednictwem Siostry Faustyny! Ten prosty akt zawierzenia Jezusowi przebija najgęstsze chmury i sprawia, że promień światła przenika do życia każdego człowieka. «Jezu, ufam Tobie».

Święta Faustyna pokazała nam drogę do szczęścia. Swoim zapałem pociągnęła wielu, by wyruszyli na poszukiwanie tego, co w życiu najważniejsze.

Któż z nas nie pragnie być szczęśliwym? Szukamy dróg do szczęścia. Czasem w tym poszukiwaniu nie zauważamy, że zatrzymujemy się i nazywamy szczęściem jedynie jego namiastkę. Inwestujemy swój czas, energię w „bogactwo tego świata”, które szybko się nam nudzi, wyzwalając zniechęcenie, dystans do ludzi, potrzebę zamknięcia za sobą drzwi... Stajemy się podobni do dzieci, które wciąż muszą mieć nowe zabawki, które najchętniej żywiłyby się samymi słodyczami. Można tak przeżyć całe życie i stracić jedyne prawdziwe szczęście – Boga. Człowiek będzie zawsze szukał, bo nie znosi próżni. Dlatego ważne jest, gdzie szukamy szczęścia, co nazywamy jego źródłem.

Już św. Augustyn stwierdził, że niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu. Najwyższą formą szczęścia tu na ziemi jest świętość. Aby ją osiągnąć, należy posiąść dar zaufania Bogu. Powtarzamy Jezu, ufam Tobie!, czyli wyznajmy, że choćby na ślepo, nie zawahamy się postawić stopy na śladach odciśniętych wcześniej przez Jezusa. Na śladach, które On stawiał od żłóbka aż po krzyż. Wola Boża jest naszym pokojem – zapisał Ks. Sopoćko. Zatem zgadzanie się z wolą Bożą, gotowość na przyjęcie woli Bożej, pójście po śladach, które wyznaczył nam Jezus, jest źródłem wewnętrznego pokoju, wewnętrznej harmonii. Sprawdzianem tego jest zdolność przeżywania radosnych i bolesnych chwil z jednakowym usposobieniem. Wzór takiej wewnętrznej harmonii odnajdujemy w osobie św. Faustyny, Sługi Bożego Ks. Michała Sopoćki i w innych świętych. Konieczne są powroty do „pierwotnej miłości”, aby nie zatracić sensu pierwszego naszego wyboru, konsekwentnie potwierdzanego w dalszych, codziennych wyborach. Tylko człowiek, który zdobędzie się na ciszę serca, odnajdzie swoje miejsce w relacji do Stwórcy. Bóg jest Osobą. Bóg ma miłosierne serce i twarz, zawsze taką samą, zawsze z pełnym miłości spojrzeniem. Taki Bóg nas kocha i wciąż nas szuka, przywołuje różnymi sposobami. Jednak oczekuje od nas ciszy serca. On chce nas prowadzić drogą ku szczęściu. Prowadzić, ale nie ciągnąć. Bóg szanuje naszą wolność. Daje nam swoje słowo, bo lepiej jest bardziej słuchać Boga niż ludzi. Nikt nas nie zna tak dobrze, jak Bóg. Bóg jest jedynym habitualnym dobrem, które nigdy nie traci wartości, dlatego nie może się znudzić. Bóg jako najwyższe dobro może zaspokoić nasze najskrytsze pragnienia serca. Bóg się nie powtarza. W swoich „dowodach miłości” jest zawsze delikatny. Słucha i... czeka do żniw. Jeśli odrzucimy czas miłosierdzia, przyjdzie jako sprawiedliwy sędzia.

Konieczne jest czuwanie, by „nie zestarzeć” się duchowo. Jeżeli życie staje się monotonne, nudne, może być to sygnał, że nie przyjmuję Boga jako Tego, który z miłości wyznacza mi kierunek drogi, stawia na mojej drodze ludzi, zadania. Otwarcie się na potrzeby bliźnich, czasem członków rodziny, sąsiadów, bardzo intensywnie pobudzać będzie „wyobraźnię miłosierdzia”, nie dając wstępu nudzie. Miłość ma zawsze ręce otwarte do dawania. Egoizm natomiast jest zawsze bardzo zmęczony zagarnianiem wszystkiego dla siebie, dlatego nie ma siły dawać. Ile jest w nas miłości, tyle możemy dać Jezusa innym. Przykładem może być dla nas św. Faustyna.

Ksiądz Sopoćko pod względem naturalnego usposobienia wspomina ją jako osobę zupełnie zrównoważoną bez cienia psychoneurozy lub histerii. Naturalność i prostota cechowała jej obcowanie zarówno z siostrami w Zgromadzeniu jak z osobami obcymi. Nie było w niej żadnej sztuczności i teatralności, żadnej wymuszoności ani chęci zwracania uwagi na siebie. Przeciwnie, starała się niczym nie wyróżniać od innych, a o swych przeżyciach wewnętrznych nikomu nie mówiła oprócz spowiednika i przełożonych. Uczuciowość jej była normalna, ujęta w karby woli, nie ujawniająca się łatwo w odmiennych nastrojach i wzruszeniach. Nie ulegała żadnej depresji psychicznej ani zdenerwowaniu w niepowodzeniach, które znosiła spokojnie z poddaniem się woli Bożej (…)

Pod względem moralnym była zupełnie szczera bez najmniejszej przesady i cienia kłamstwa: zawsze mówiła prawdę, chociaż czasami to sprawiało jej przykrość.

Wielkim bogactwem dla niej była pomoc duchowa, jaką miała w osobie Ks. Sopoćki i o. Andrasza. Dzięki nim, mogła ona harmonijnie rozwijać swoją osobowość.

Ksiądz Sopoćko wspomina ją w następujący sposób: Siostrę Faustynę poznałem w lecie (w lipcu czy w sierpniu) 1933 roku, jako penitentkę w Zgromadzeniu Córek Matki Boskiej Miłosierdzia w Wilnie (ul. Senatorska 25), w którym wówczas byłem zwyczajnym spowiednikiem. Zwróciła ona moją uwagę na siebie niezwykłą subtelnością sumienia i ścisłym zjednoczeniem z Bogiem: przeważnie nie było materii do rozgrzeszenia, a nigdy nie obraziła Boga grzechem ciężkim. Już na początku oświadczyła mi, że zna mię o dawna z jakiegoś widzenia, że mam być jej kierownikiem sumienia i muszę urzeczywistnić jakieś plany Boże, które mają być przez nią podane. Zlekceważyłem to jej opowiadanie i poddałem ją pewnej próbie, która spowodowała, że za pozwoleniem Przełożonej s. Faustyna zaczęła szukać innego spowiednika. Po jakimś czasie powróciła do mnie i oświadczyła, że zniesie wszystko, ale ode mnie już nie odejdzie. Nie mogę tu powtarzać, a raczej ujawniać wszystkich szczegółów naszej rozmowy, która częściowo zawiera się w jej Dzienniczku, pisanym przez nią z mego polecenia, albowiem zabroniłem jej po tym opowiadać o swoich przeżyciach na spowiedzi.

Podobnie postrzegał ją o. Józef Andrasz SJ: Kto jednak miał sposobność poznać Faustynę od strony jej życia wewnętrznego i wczytać się w jej Pamiętnik duchowny, pisany na wyraźne polecenie spowiednika, ten nie może oprzeć się silnemu wrażeniu, że ma do czynienia z niepospolitą duszą. Ten widzi w niej prawdziwie świątobliwą służebnicę Bożą, która posuwa się szybko i wysoko w cnotach chrześcijańskich i zakonnych, i którą równocześnie darzyło niebo swoimi darami i przywilejami.

Z wypowiedzi o. Andrasza wynika, że nie patrzył on na Faustynę jako wizjonerkę, ale jako na osobę, zakonnicę prowadzącą głębokie życie wewnętrzne. Podkreślał jej wysiłek w pełnieniu woli Bożej, w zdobywaniu cnót chrześcijańskich i zakonnych. Jego kierownictwo sprowadzało się do „towarzyszenia” jej na drodze powołania. Zobowiązał s. Faustynę do zupełnej szczerości wobec spowiednika – nie tylko co do grzechów, ale także co do wewnętrznych przeżyć: o wszystkim musi siostra mówić spowiednikowi, koniecznie, absolutnie, bo inaczej zejdzie siostra na manowce pomimo tych wielkich łask Bożych (Dz 53).

Siostra Faustyna dobrze zdawała sobie sprawę, że świętość, której gorąco pragnęła i po którą przyszła do Zgromadzenia, nie zależy w pierwszym rzędzie od widzeń i objawień, ale polega na gruntownych cnotach. Toteż już w świecie, a zwłaszcza w zakonie, sumiennie pracowała nad zdobyciem takich cnót, jak: czystość serca, pokora, cierpliwość, sumienność, posłuszeństwo ubóstwo, łagodność, pracowitość, uczynna miłość bliźniego, skupienie wewnętrzne, głęboka pobożność, a nade wszystko miłość Boża. Jednak nie znaczy to, że było to dla niej łatwe. Wręcz przeciwnie, sprawiało jej wiele trudności. Pod względem cnót nadprzyrodzonych czyniła wyraźny postęp – wspomina Ks. Sopoćko. – Wprawdzie od początku widziałem w niej ugruntowaną i wypróbowaną cnotę czystości, pokory, gorliwości, posłuszeństwa, ubóstwa oraz miłości Boga i bliźniego, ale można było łatwo skonstatować stałe stopniowe ich wzrastanie, szczególnie pod koniec życia potęgowanie się miłości Boga, którą ujawniała w swych wierszach. Dziś nie pamiętam dokładnie ich treści, ale ogólnie przypominam swój zachwyt co do treści, nie co do formy, gdy w roku 1938 je odczytywałem.

Dziękując Bogu bogatemu w Miłosierdzie za dar św. Faustyny, prośmy Go byśmy umieli tak jak ona odczuwać Jego wielką, niepowtarzalną miłość ku nam, byśmy umocnieni tą miłością oddawali Bogu chwałę, przez dawanie świadectwa wszędzie tam, gdzie On nas pośle.

„Dobro najwyższe, pragnę Cię kochać tak, jak nikt na ziemi jeszcze Cię nie kochał. Pragnę Cię uwielbiać każdym momentem życia mojego i wolę swoją ściśle jednoczyć ze świętą wolą Twoją. Życie moje nie jest monotonne i szare, ale jest urozmaicone jako ogród wonnymi kwiatami, że nie wiem wreszcie, który wpierw kwiat zerwać: czy lilię cierpień, czy różę miłości bliźniego, czy fiołek pokory. Nie będę wyliczać tych skarbów, których mam na każdy dzień pod dostatkiem. To wielka rzecz umieć wykorzystać każdą chwilę obecną. (Dz 296).

s. Dominika Steć ZSJM