lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
WRZESIEŃ 2007
nr 9/2007

O miłości, która daje skrzydła, rozpala wolę, zdobywa wzajemność…

Mięły wakacje – czas wypoczynku, urlopu, ale czy beztroski? Każdy z nas w mniejszym lub większym stopniu był dotknięty wypadkiem autokaru pielgrzymkowego, losem ludzi poszkodowanych przez nawałnicę, może jakimś osobistym doświadczeniem… Jakie uczucia wyzwoliły w nas te wydarzenia? Jeśli nazywamy się chrześcijanami, to przecież nie mogliśmy przejść obok tego obojętnie. Wielu z nas włączyło się do zbiórki organizowanej przez Caritas na rzecz poszkodowanych, inni wspierali modlitwą, współczuciem, dobrym słowem tych, co pozostali. Czy pod wpływem minionych wydarzeń przyszło nam na myśl, że my też mogliśmy podzielić los poszkodowanych? Przecież całe nasze życie jest jedną pielgrzymką do nieba, którą każdy z nas zakończy indywidualnie, według woli Bożej. Bóg daruje nam każdy nowy dzień, a „pod wieczór życia rozliczy nas z miłości” – powie św. Jan od Krzyża.

Rekolekcje o Bożym MiłosierdziuCzasem zastanawiam się jaki byłby świat, gdyby codziennej szarości życia, prowadzącej do społecznego zobojętnienia, co jakiś czas nie przerywał ludzki dramat. Może te „gorzkie pigułki” są dla nas konieczne, by nie paść ofiarą „epidemii”, jaką jest znieczulica? Liczy się tylko miłość. Ona jest sprawdzianem naszego człowieczeństwa. Na tyle jestem człowiekiem, na ile kocham. Gdy zostaniemy wezwani przed oblicze Boże, zabierzemy ze sobą tylko nasze uczynki miłosierne. Jedynie miłość może sprawić, że człowiek dla człowieka nie będzie wilkiem. Miłość rodzi miłość. Uwrażliwienie się na potrzeby innych sprawia, ze stajemy się „duchowymi dalekowidzami”- zauważamy, że inni też potrafią nas kochać, że jesteśmy każdego dnia zasypywani dobrymi uczynkami, tak drobnymi i tak codziennymi, że ich już nie zauważamy. To taka mozaika, której piękno trzeba podziwiać z pewnej odległości. W życiu też potrzeba takiego dystansu do siebie, do innych, by zachować świeżość, by nie zestarzeć się duchowo. Potrzeba wyobraźni miłosierdzia, która podpowiada, jak żyć, aby pozostać człowiekiem. Przykładem życia miłością są Święci. Jednym z nich był Sługa Boży Ks. Michał Sopoćko. Miłość bliźniego była zasadą jego życia. Do tego też zachęcał w swoim nauczaniu. Miłość jest koniecznym warunkiem utrzymania ducha i równowagi wewnętrznej, – pisał – ona daje szczęście. Uważał, że miernikiem miłości w nas jest delikatność potrzebna do zespalania naszego życia. Bóg dał światu zasadnicze trzy prawa, a każde z nich potrąca o miłość:

1. Prawo naturalne: obchodź się z drugim, jak chcesz, by się obchodzono z tobą.

2. Prawo Mojżeszowe: jak sam sobie życzysz tak i innemu

3. Prawo łaski: abyście się społecznie miłowali, jak ja was umiłowałem. Aby się po mistrzowsku przejąć zasadą miłości bliźniego, przypatrzmy się dwóm pobudkom miłości, która winna stać się naszym ideałem, przejść w czyn naszego życia i opromienić każdy dzień, każdą przykrość i być nagrodą za odpuszczenie wszystkiego.

Nakaz Chrystusa: «To jest przykazanie moje, abyście się społecznie miłowali» jest ścisłym obowiązkiem, wynikającym z dążenia do doskonałości: mamy upodobnić się rozumem, sercem i wolą do Chrystusa pod każdym względem. Ksiądz Sopoćko podkreślał, że miłość nadprzyrodzona i miłość bliźniego wypływają dwoma strumyczkami z tegoż samego źródła miłości Serca Bożego. «Jeśliby kto rzekł, że Boga miłuje, a bliźniego miał w nienawiści, kłamcą jest», mówi św. Jan Apostoł. «Chcesz się dowiedzieć, czy kochasz Boga, patrz, czy kochasz bliźniego», mówi św. Teresa. «Po tym poznają, że jesteście uczniami moimi, jeżeli miłość jeden ku drugiemu mieć będziecie», powiada Pan Jezus. Miłość wzajemna, to miłowanie cnót Chrystusowych: nauczył jej życiem, dowiódł krzyżem, a stwierdził Eucharystią. Miłość bliźniego powinna być duszą życia, pociechą i nagrodą. Opanowana, cnotliwa miłość własna ma być miarą: Chrystus nie żąda równej miłości, ale podobnej – to promień czysty, wypływający z miłości własnej. Ksiądz Sopoćko stawiał miłość samego siebie jako sprawdzian miłości bliźniego. Pragnienie dla siebie dobra, radości, szczęścia, powinno wyzwalać w nas pragnienie tego samego dla innych. „Mamy widzieć bliźniego w sercu Bożym, wtedy zrozumiemy myśl pawłową: «Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest… (1 Kor 13, 4-8)». Staniemy w tym pięknie, jeśli w myślach, w słowie, przejawiać się będzie nasza miłość ofiarna, szczera i prosta. Strzec się trzeba porywczości, podejrzliwości i zazdrości. Powodem potępienia są pozory, że widzimy źdźbło w oku bliźniego, a kolca we własnym oku nie spostrzegamy. Z czynności zewnętrznych nie można wyrokować o pobudkach. Trzeba przebaczać, a my urazy chowamy w duszy. Za jedno słówko zakopane w duszy, serce długo wonieje urazą. A antypatie? Niby się nie gniewa, ale przy spotkaniu głowę odwraca, udaje, że nie słyszy. Miłość winna się objawiać w słowach: «Każde słówko umaczać w słodyczy Boskiego Serca, a potem je wypowiedzieć» (św. Franciszek Salezy). Strzec się słów ostrych, złośliwych dowcipów, sarkazmu, żartów zasmucających, ostrych sprzeczek, aby bliźniego nie ranić mieczem języka. Ksiądz Sopoćko dla zobrazowania siły języka, posłużył się anegdotą o Ezopie, który, jako niewolnik na rozkaz pana miał kupić najlepszą rzecz – przyniósł cztery ozory, a gdy kazano mu kupić rzecz najgorszą, przyniósł również cztery wołowe ozory, mówiąc: Język to najlepszy dar bogów, a najgorszy na usługach zła! Baranka wszyscy gładzą, a od jeża to i pies ucieka. Dobroć, uprzejmość w obejściu, delikatność i pogoda, mała usługa, pociecha, zniewalają serce i podbijają je. A u nas często samolubstwo. Trzeba unikać nieczułości, ponurości, drażliwości, opryskliwości, szorstkości, rubaszności, zarozumiałości, co lekceważy wszystkich i wszystko, afektacji, wyrażającej się w tonie mentorskim, buńczuczności, co sobie pokłon oddaje.

Jak nam trzeba miłość zachować, jak dojść do niej, jak ją uprosić i wyrobić sobie ducha pokory i wiary. Jeżeli miłość kwitnie na ziemi, to ziemia jest przedsmakiem nieba i błogiego pokoju. Miłość wszystko ułatwi, zrozumie i wszystko przetrwa.

Zachęcam do takiej refleksji, aby… nie było za późno. Pomocą w zbliżaniu się do Boga mogą być Rekolekcje o Bożym Miłosierdziu z zapisków ks. Michała Sopoćki, Wydawnictwo Księży Marianów, Warszawa 2007. Rekolekcje, po raz pierwszy wydane drukiem, przygotowane są na podstawie zapisków Księdza Sopoćki, służących mu do głoszenia nauk rekolekcyjnych. Adresowane są do wszystkich: osób świeckich i konsekrowanych. Jest to tekst przede wszystkim przeżyty przez Autora. Tak żył, jak nauczał. W swoim Dzienniku zapisał: Często mówiłem «muszę zacząć!», ale jakoś to mi się nie udawało. Teraz muszę zacząć, ale już nie opieram się na sobie, lecz na pomocy Najmiłosierniejszego Zbawiciela. Miarą miłości jest miłość bez miary…

s. Dominika Steć ZSJM