lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
WRZESIEŃ 2007
nr 9/2007

I kobiety Jezus powołał …

Mówiąc o powołaniu do wyłącznej służby Jezusowi myśli się zwykle o kapłaństwie służebnym. Ewangeliści piszą o powołaniu pierwszych Apostołów (Mk 3,13-19), celnika Mateusza (Mt 9, 9-13), siedemdziesięciu dwóch wysłanych do miejsc, które miał odwiedzić Jezus (por. Łk 10,1-12).

Mało kto wspomina, że Jezusowi towarzyszyły kobiety. Czasami przy okazji Wielkanocy mówi się o Zmartwychwstałym, który ukazał się jako pierwszym Marii Magdalenie i „drugiej Marii” (por. Mt 28,1 nn) żartobliwie dodając motyw wyboru: by inni jak najszybciej, z racji na szczególne zdolności kobiet, dowiedzieli się o żywym Jezusie.

Jednakże prawda jest inna. Tam, gdzie był Jezus były też i kobiety. Także Ewangeliści nie pomijają tego faktu. O archetypie kobiet – Maryi zapisane są jedne z najpiękniejszych stronic Ewangelii. Wystarczy wczytać się w Ewangelię o Zwiastowaniu (Łk 1,26-38) czy Dziecięctwa Jezusa (Łk 2,1-52), aby poznać kim jest Ona i jaka jest Jej rola w dziele odkupienia człowieka. Wesele w Kanie Galilejskiej (J 2,1-12) pokazało Jej wstawienniczą moc, a słowa «zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie» (J 2,5) wymalowały ikonę Hodegetrii, wskazującej właściwą drogę. Ona otwiera orszak ewangelijnych kobiet. Pośród nich jest bezimienna konkubina – Samarytanka, która dostaje łaskę wiary w Jezusa – Mesjasza (J 4,1 nn) a wielu ziomków, dzięki jej świadectwu uwierzyło w Niego. Idzie też za Jezusem uwolniona od złych duchów Maria z Magdali, zwana Marią Magdaleną, Joanna, żona Chuzy, Zuzanna (por. Łk 8,2-3). W przyjaźni z Jezusem jest też Maria i Marta z Betanii, siostry Łazarza. Maria słucha Mistrza z Nazaretu, jak czynili Jego uczniowie, kontempluje każde Jego słowo (por. Łk 10,41), wiarą dotyka misterium śmierci Jezusa i namaszcza go nardowym olejkiem na pogrzeb (por. J 12,1-7).

Jezus nie przestał powoływać kobiety do swojej oblubieńczej, wyłącznej służby. Miesiące wakacyjne obfitowały w zakonne śluby. Kolejny raz na ślubnym kobiercu stanęły młode kobiety, aby swemu Oblubieńcowi ślubować czystość, ubóstwo i posłuszeństwo. Wiele z nich ślubowało na jakiś czas. Były jednak i takie, które zapragnęły wiernej i uczciwej miłości do Chrystusa aż do śmierci i złożyły śluby wieczyste. Najczęściej uczestniczymy w tych ślubach, które składają sobie narzeczeni. Byliśmy świadkami święceń kapłańskich. To też zaślubiny Bogu i Kościołowi. Nie często zdarza się uczestniczyć w ślubach zakonnych. Źródłem ślubów i tych małżeńskich i kapłańskich i zakonnych jest miłość. Jeśli kobieta mówi Bogu: ślubuję Ci czystość, ubóstwo i posłuszeństwo to nie dlatego, że nie znalazła kandydata na męża, albo opuściło ją pragnienie posiadania czy w nieporadności potrzebuje przełożonych, którzy będą podejmowali za nią decyzje. Jeśli kobieta świadomie rezygnuje z wyłącznej miłości do mężczyzny, przypieczętowanej małżeństwem, jeśli wyrzeka się jakiegokolwiek posiadania na własność materii, jeśli ubezwłasnowolnia swoje życie, swoje pragnienia i decyzje to dlatego, że się zakochała szaloną miłością w Tym, który najpierw powołał ją do chrześcijańskiego życia, a później w to życie wpisał powołanie zakonne.

Co znaczy bezżenna czystość? Jest ona rezygnacją z pięknej części kobiecości, w którą wpisana jest miłość, piękna pożądliwość, macierzyństwo. Jednakże czystość zakonna nie jest wykoślawieniem ludzkiej natury czy swoistym okaleczeniem się z tego, co piękne, pociągające. Prawdziwa czystość zakonna jest rezygnacją z miłości dla miłości, która każe kochać wszystkich i być siostrą i matką dla wszystkich.

A ubóstwo? Ubóstwo zakonne znaczy wolność od materii i ludzi, umiejętność mądrego życia w dostatku i nie troszczenia się o jutro. To spojrzenie zachwytu na lilie polne i ptaki powietrzne, które nie mają nic i posiadają wszystko (por. Mt 6, 25 nn). Wszystko to po to, by miejsca poślubionego Oblubieńca nie zajął nikt ani nic.

Zakonne posłuszeństwo to sztuka słuchania człowieka z wiarą, że mówi sam Bóg. To bardzo trudne usłyszeć Boga mówiącego przez człowieka, w którym boskie podobieństwo jest niewidoczne. A jednak Jezus był posłuszny aż do śmierci (por. Flp 2,8).

Wielu czytając te słowa będzie współczuć myśląc o konieczności rezygnacji z pięknego świata, trendów mody, kariery. A same zaślubione będą mówić o bezwarunkowej miłości do Oblubieńca, bo stawiane warunki w jakimkolwiek ślubie czynią go nieważnym, o pragnieniu bycia oblubienicą Chrystusa. A oblubieńcza miłość domaga się ofiary. I nie chodzi tu bynajmniej o „ofiarę losu”, cierpiętnicę powleczoną czarnym habitem o posępnej twarzy. Oblubieńcza miłość tryska radością z zakochania się. Nie jest to radość słodka i infantylna, latająca w obłokach i z hukiem spadająca na ziemię. Prawdziwa oblubieńcza miłość chodzi po ziemi i sobą mówi światu, że Bóg jest miłością, ja Go spotkałam, Jemu zawierzyłam, poszłam za nim i nic z tej drogi mnie nie zawróci, bo w ostatecznym rozrachunku liczy się tylko miłość. A kariera? Kościół nie jest miejscem, w którym robi się karierę. Zajmuje się tym świat show biznesu, ekonomii, polityki. W Kościele się zbawia, a powołanie zakonne jest skonkretyzowaną drogą zbawienia człowieka.

Jeden z poczytnych dzienników napisał o spadku powołań do zakonów żeńskich i zwiększającej się liczbie kobiet opuszczających mury klasztorów. A ja wiem, że Jezus nie przestaje powoływać także i kobiety. Pewnie tylko nie wszystkie słyszą Jego głos i stąd ten liczebny spadek. Znam wiele prawdziwie pięknych i mądrych kobiet, które przed laty zapaliły lampy oblubieńczej miłości, które wciąż płoną uzupełniane szlachetną oliwą. Mówią one o odnalezionej drogocennej perle, dla posiadania której gotowe są oddać wszystko. A za nimi w orszaku powołanych kobiet ustawiają się inne pragnące kochać bezwarunkową, wyłączną miłością Jezusa z Nazaretu. Jesteś pośród nich? Odwagi, Jezus wciąż woła po imieniu tych, których chce. Pośród nich są też kobiety.

ks. Radosław Kimsza