lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
SIERPIEŃ 2007
nr 8/2007

Sierpniowy śnieg

Śnieg w Rzymie jest zjawiskiem wyjątkowym, ostatni raz spadł zimą 1985/86 r. Wszystko za sprawą ciepłego, wilgotnego klimatu, który latem bywa uciążliwy.

W nocy z 4 na 5 sierpnia 358 r., senator Jan przewracał się z boku na bok, łapiąc głęboko powietrze. Słudzy poruszali nad nim potężnymi wachlarzami, lecz wobec rozgrzanych słońcem murów skutek był niewielki, sen żadną miarą nie chciał przyjść. Jak często bywa w takich sytuacjach, Jan rozmyślał o życiu. Fortuna towarzyszyła mu już od dzieciństwa. Zrobił karierę, miał pieniądze i prestiż. Brakowało tylko jednego – dzieci, i tego braku nic nie było w stanie zrekompensować.

Tej samej nocy problemy z bezsennością miał również papież Liberiusz. On z kolei wracał myślami do czasu swojego wygania w Tracji, gdzie został zesłany przez cesarza Konstancjusza II. Władca sprzyjający herezji ariańskiej usunął go z tronu piotrowego za obronę prawowitej wiary. Potem jednak, spragniony popularności rzymian, którzy domagali się powrotu biskupa i przekonany, że wystarczająco zastraszył papieża, pozwolił mu na powrót.

Gdy Liberiusz i Jan wypełniali myślami dłużące się bez końca godziny, niespodziewanie przyszedł sen. Co za sen!!! Obu ukazała się Matka Boża z Dzieciątkiem Jezus – Ciągle przybywa chrześcijan, tak że w kościołach robi się tłoczno – powiedziała Maryja – dlatego chcę, żeby w Rzymie powstał nowy kościół. Świątynia ma stanąć tam, gdzie spadnie śnieg.

Rzeczywiście, kościoły wzniesione dzięki mecenatowi cesarzy znajdowały się na odległych cmentarzach, w miejscu pochówku świętych męczenników. W centrum miasta nabożeństwa odprawiano w prywatnych rezydencjach, a tam robiło się ciasno i nie wszyscy mieli wstęp.

Zaledwie papież Liberiusz i senator Jan przetarli oczy, dowiedzieli się od służby o niezwykłym jak na upalny sierpień fenomenie meteorologicznym: wzgórze Eskwilińskie, najwyższe z siedmiu historycznych wzniesień (53 metry n.p.m.), pokryło się w nocy białą płachtą śniegu. Od razu przypomnieli sobie niezwykły sen i ruszyli w drogę. Ze wszystkich stron ciągnął ciekawski tłum, który rósł z minuty na minutę, bo takie wieści rozchodzą się lotem błyskawicy. Kiedy dotarli na miejsce, papież najpierw odmówił modlitwę, następnie pastorałem wyrysował w śniegu kontury budowli. Jeszcze tego samego dnia senator Jan wynajął na swój koszt architekta i budowniczych. Wkrótce powstała wspaniała bazylika nazwana przez rzymian „Santa Maria Maggiore”, czyli „Matki Bożej Większej.

Wielu historyków uważa, że to tylko legenda spisana przez żyjącego w XIII w. Bartłomieja z Trydentu. Pewnie mają rację, ale zdarza się przecież, iż nawet w upalne lato spadnie grad. W każdym razie, corocznie 5 sierpnia, podczas wieczornego nabożeństwa odprawianego w Santa Maria Maggiore, zrzucane są przez otwór w sufcie płatki białych róż. Później, po zapadnięciu zmroku, odbywa się spektakl typu „światło i dźwięk”. Przy dźwiękach pieśni maryjnych granych przez orkiestrę dętą, armatki strzelają w powietrze sztucznym śniegiem. Za wyjątkiem temperatury, wszystko przypomina zimową zawieruchę.

Z początkami bazyliki związana jest niestety także inna, tym razem ponura historia. Po śmierci papieża Liberiusza, doszło w niej do krwawych rozruchów pomiędzy zwolennikami jego prawowitego następcy św. Damazego i stronnikami antypapieża Ursyna. Świątynia zyskała sobie złą sławę; mijały lata, a ona wciąż kojarzyła się z tamtym tragicznym wydarzeniem. Wreszcie papież Sykstus III (+440) postanowił wybudować w jej miejsce nowy kościół pod wezwaniem Matki Bożej. Tak nazwał Maryję Sobór Powszechny w Efezie (431), potępiając tych, którzy widząc w Chrystusie osobę ludzką połączoną z osobą Boską Syna Bożego, uważali Maryję jedynie za matkę człowieka. Orzeczenie Soboru przyczyniło się do rozwoju kultu maryjnego, aczkolwiek już wcześniej istniały kościoły pod jej wezwaniem.

Zachowały się oryginalne sykstusowe mozaiki, będące artystyczną wykładnią efeskiej doktryny. Po obu stronach nawy głównej, podtrzymywanej przez dwa rzędy kolumn jońskich, następują jedna po drugiej sceny biblijne od Abrahama po wkroczenie Jozuego do Ziemi Obiecanej. Prowadzą one do łuku triumfalnego, na którym, jako wypełnienie zapowiedzi starotestamentalnych znalazło się Zwiastowanie oraz wydarzenia z dzieciństwa Pana Jezusa. Mozaiki przedstawiają Maryję w stroju królewskim mieniącym się złotem i drogimi kamieniami, co jest znakiem jej niezwykłej godności.

Na początku VII w. bazylika wzbogaciła się o relikwie żłóbka z Betlejem. Ich wartość tkwiła nie w certyfikacie autentyczności, bo nad tym można dyskutować, ale w niezwykłej sile oddziaływania. Któż bowiem nie otworzy serca dla niemowlęcia kwilącego w twardym, bydlęcym żłobie? Odtąd papież odprawiał przy nich Mszę Świętą w noc Bożego Narodzenia. Siedzibą biskupów Rzymu był wówczas pałac na Lateranie podarowany przez Konstantyna Wielkiego, więc było w miarę blisko. Te „pasterki” miały kilkakrotnie dramatyczny przebieg. W Boże Narodzenie 1075 r. do bazyliki wkroczył zbrojnie niejaki Cencio, syn prefekta Rzymu. Z racji na koligacje rodzinne oraz związki z dworem cesarza Henryka IV, pozwalał sobie regularnie na różne akty bezprawia. Były to czasy konfliktu pomiędzy cesarzem i papieżem św. Grzegorzem VII. Chodziło o ingerencje władzy świeckiej w wewnętrzne sprawy Kościoła, na przykład obsadę beneficjów. Ojciec Święty zdecydowanie się temu sprzeciwiał; wdrażał przy tym reformy, mające podnieść dyscyplinę duchowieństwa.

Cencio zbliżył się do ołtarza i ranił mieczem papieża celebrującego Mszę Świętą. Towarzyszący mu zbirzy związali rannemu nogi, następnie pociągnęli go po posadzce ku wyjściu. Wierni rozstępowali się oniemiali z przerażenia. Po pewnym czasie, ta bezsilność przemieniła się w wolę odbicia papieża, uwięzionego w wieży nad Tybrem. Tłum otoczył ją grubym kordonem i zaczął wznosić groźne okrzyki. Cencio zrozumiał, że teraz on sam znalazł się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Rzucił się na kolana przed swoim więźniem, błagając o przebaczenie. Papież Grzegorz okrył go połą płaszcza i razem wyszli na zewnątrz. Pomimo odniesionych obrażeń Ojciec Święty powrócił do świątyni, aby dokończyć przerwaną Mszę Świętą.

Obecnie, ze względów praktycznych „Pasterka” celebrowana jest na Watykanie. Relikwie żłóbka pozostały na swoim miejscu, pod głównym ołtarzem bazyliki Santa Maria Maggiore. Cały dzień przewijają się przed nimi ludzie, modlą się, komentują. Polscy pielgrzymi wyróżniają się śpiewem kolęd.

Tuż obok, w kaplicy nazywanej „paulińską” lub „borghese”, znajduje się jeszcze jedna świętość: cudowna ikona Matki Bożej Salus Populi Romani – „Zbawienie ludu rzymskiego”. Do Wiecznego Miasta trafiła przypuszczalnie w VIII wieku, gdy w Bizancjum wybuchła herezja obrazoburcza. Imperator nakazał niszczenie wizerunków Chrystusa i świętych, uważając ich kult za bałwochwalstwo. Na nieposłusznych spadły prześladowania. Wówczas sporo mnichów wschodnich uciekło do Rzymu, zabierając ze sobą cenne ikony. Przyjęci życzliwie przez papieża, założyli klasztory i ubogacili życie duchowe miasta.

Maryja Salus Populi Romani uważana jest za patronkę Rzymu. Ilekroć pojawiało się jakieś zagrożenie, czy to najeźdźcy, czy zaraza lub powódź, ikonę obnoszono po głównych ulicach. W wigilię uroczystości Wniebowzięcia, papież celebrował uroczyste nabożeństwo, podczas którego naprzeciw wizerunku Maryji umieszczano ikonę Chrystusa Acheropita, czyli „nie ludzką ręką malowaną”. Przynoszono ją procesjonalnie z kaplicy papieskiej na Lateranie, znanej powszechnie jako „Schody święte”. Podczas liturgii trwającej aż do rana, dwa chóry wykonywały dialog pomiędzy Synem i Matką. Kiedy w kulminacyjnym momencie, Chrystus oznajmiał, że przyszedł zabrać Ją do nieba, Jego ikona skłaniała się przed obrazem Matki Bożej. Tradycja ta zachowała się jeszcze w niektórych miasteczkach regionu Lazio, na przykład w Tivoli.

Wizerunek czczony w Santa Maria Maggiore, rozprzestrzenił się szeroko po świecie. Dzięki misjom jezuickim dotarł nawet do Chin i Etiopii. W Polsce istnieje ponad 300 cudownych kopii Salus Populi Romani, w tym również krypniańska, nazywana Matką Bożą Pocieszenia. W rzymskiej bazylice powstawały tymczasem nowe arcydzieła przedstawiające Maryję. Każda epoka ma bowiem swoje gusty, każdy artysta posiada własny styl. Niezmienne pozostaje tylko serce Matki Bożej.

K. N.