lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
LIPIEC 2007
nr 7/2007

Niebo na ziemi

(Łk 9, 51-62)

Jezus na kartach Ewangelii jest „Boskim wędrowcem”. Wyszedł z rodzinnego Nazaretu do Jerozolimy. Człowiek ze swej natury dąży ku życiu, o życie walczy, życia pragnie. Jezus idzie drogą ku Męce i Śmierci, ale także ku Zmartwychwstaniu i Wniebowstąpieniu. Po drodze spotkanym ludziom proponuje życie. Aby je mieć wystarczy Go przyjąć. Samarytanie widzieli w Jezusie tylko człowieka, Żyda. Samaria znajdowała się w środkowej Palestynie. Po zdobyciu jej przez Asyryjczyków pojawili się tam koloniści mezopotamscy, którzy wymieszali się z rdzenną ludnością żydowską. Konflikt etniczny rozpoczął się, gdy Żydzi odrzucili ofertę pomocy Samarytan przy odbudowie świątyni. Dlaczego? W mentalności żydowskiej Samarytanie byli nieczyści. Nie mogąc czcić Boga w Jerozolimie wybudowali własną świątynię na górze Garizim. I choć zachowywali Prawo Mojżeszowe, wyznawali wiarę w jednego Boga to Żydzi mieli ich za pogan.

Jezus chce ku odkupieniu pociągnąć wszystkich bez wyjątku. Stąd w planach podróży ku odkupieniu człowieka znalazła się samarytańska wioska. Oburzeni odrzuceniem przez jej mieszkańców propozycji spotkania z Mistrzem z Nazaretu Jakub i Jan chcą popisać się umiejętnością niszczenia ogniem tych, co nie chcą Jezusa. Uczniowie Jezusa nie mogą nienawidzić, posługiwać się przemocą. Kto posługuje się takimi narzędziami nie może iść za Nim. Mieszkańcy samarytańskiej wioski ocaleli. Horyzont odkupienia był wciąż przed nimi.

Na drodze do Jerozolimy nie wszyscy traktowali Jezusa jak samarytańscy wieśniacy. Jezus u ludzi znajdował nie tylko dach nad głową i miskę strawy, ale także i tych, którzy chcieli z nim pozostać, stawać się jak on. I rzeczywiście najpierw wybrał dwunastu. Potem powołał jeszcze innych siedemdziesięciu dwóch. Krok za krokiem chodzili za nim nie tylko trudniący się rybołówstwem mężczyźni, ale także i kobiety. Ci zostawili wszystko i poszli za nim. Wszystko, wprawdzie z krótkimi przerwami, położyli na jednej szali – żyć z Jezusem i dla Jezusa. Byli i tacy, co niby chcieli być jak On, jeśli już nie tak radykalnie to przynajmniej chcieli z Nim być. Jednakże było coś lub ktoś z kim się złączyli tak bardzo, że nie potrafili odejść, zrezygnować, zostawić. Była to zniewalająca siła pociągającego, pięknego, stworzonego przecież przez Boga świata. Prawdziwy uczeń Chrystusa, tak jak i On sam nie należy do świata (por. J 17,16), choć jednocześnie jest w świecie: «Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, lecz abyś ich ustrzegł przed złem» (J 17,15). Z drugiej strony Bóg tak bardzo pokochał świat, «że poświęcił swojego jednorodzonego Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, lecz miał życie wieczne. Bóg przecież nie posłał swego Syna na świat, aby go sądził, lecz aby go zbawił» (J 3,16-17). Jest więc świat przeniknięty Bogiem i świat pełen grzechu; jest świat teraźniejszy i przyszły; świat widzialny i niewidzialny; świat próżności i świat dążący ku pełni. Jaki świat ma być udziałem chrześcijanina? Żyjący w III wieku chrześcijański teolog i filozof Orygenes uczył, że zły świat to ten, który żyje wbrew Ewangelii. Przed takim światem trzeba się bronić. W takim świecie chrześcijanin powinien czuć się źle. Świat chrześcijanina to świat Ewangelii. Jest on pełen Boga. Jego obecność wszystko wypełnia miłością. W świecie Ewangelii po prostu się kocha. Świat Ewangelii to ten, który nigdy nie pozwala zapomnieć o Bogu, który jest Bogiem nawet wtedy, gdy o Nim się nie pamięta. Wspomniany Orygenes pisze, że ta sama woda Morza Czerwonego pochłonęła Egipcjan i ocaliła Izraelitów. Jeden i ten sam świat może być człowiekowi miejscem zbawienia i potępienia, życia i śmierci. Od Jezusa uczył się Piotr, Jakub, Jan … i Judasz.

Przez sakrament chrztu jesteś w Chrystusie, który nie przestaje być dyskretną propozycją życia. Przyjąć ją znaczy zacząć żyć naprawdę. Życie, które daje Chrystus przemienia świat. Przez nie doczesność staje się wiecznością, ziemia wypełnia się niebem. Gdyby więc chrześcijanie żyli Chrystusem to ziemia byłaby niebem.

ks. Radosław Kimsza