lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
CZERWIEC 2007
nr 6/2007

Ksiądz Wacław Bekisz

Z wdzięcznością za chrzest

Tylko raz w życiu spotkałem się z ks. Wacławem Bekiszem – w czasie udzielania mi Chrztu w Dąbrowie Białostockiej. Miałem wtedy dwa tygodnie i nie wiem, jak się spisałem w tym momencie, może się popłakałem w czasie polania wodą. To sakramentalne polanie wodą włączyło mnie do wspólnoty Kościoła Katolickiego i do dziś ten Kapłan jest mi bardzo bliski. W duchu wdzięczności chcę przypomnieć jego postać, choć nie dużo o nim wiem. Umarł w roku moich święceń kapłańskich w 1964 roku, mając zaledwie 58 lat, z których siedem spędził w sowieckich więzieniach i łagrach.

Ksiądz Wacław urodził się w 1906 roku we wsi Kuźmy w parafii Lack koło Szczuczyna na Grodzieńszczyźnie. Matka Anna pochodziła z rodziny Stasiewiczów, a ojciec Jan był leśnikiem w lasach księcia Druckiego-Lubeckiego. W 1920 roku ojca zamordowali sowieci. W roku następnym starszy brat Paweł ukończył Seminarium Duchowne w Wilnie i został księdzem. Wziął on na siebie obowiązek pomocy matce i pięciorgu rodzeństwa. Dzięki niemu w 1922 roku Wacław mógł rozpocząć naukę w gimnazjum w Wilnie i po zdaniu matury w 1928 roku wstąpił do Seminarium Duchownego w Wilnie. Jednocześnie studiował na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Stefana Batorego. Święcenia kapłańskie przyjął 26 maja 1934 roku z rąk abpa Romualda Jałbrzykowskiego i został skierowany do pracy w charakterze wikariusza w parafii Suchowola. Po dwóch latach pracy został przeniesiony do Dąbrowy, a stąd w sierpniu 1938 roku przeszedł do pracy w parafii pobernardyńskiej w Wilnie. Pracował tu tylko rok, gdyż 17 października 1939 roku został proboszczem parafii Soły w dekanacie oszmiańskim. Było to już po zajęciu wschodniej Polski przez wojska sowieckie. Soły były parafią dużą, gdyż liczyły ponad 6 500 wiernych. Znajdował się tu murowany piękny kościół Matki Boskiej Różańcowej, zbudowany przed wojną przez parafian pod kierunkiem księdza proboszcza Władysława Kurpis-Garbowskiego.

W Sołach ks. Bekisz pracował przez całą wojnę mając za wikariusza najpierw ks. Edwarda Żórawskiego, a od jesieni 1942 roku – ks. Hipolita Chruściela. Po przejściu tego ostatniego we wrześniu 1944 roku na probostwo w Olkowiczach, pozostał sam. Dnia 12 maja 1949 roku o godz. 3 rano został aresztowany przez pracowników Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego (MGB) z Mołodeczna. Trzymano go w więzieniu w Wilejce. Oskarżono o wrogość wobec Związku Radzieckiego i działalność antysowiecką. Dnia 25 sierpnia 1949 roku skazano na 25 lat łagrów, 5 lat pozbawienia praw obywatelskich i konfiskatę mienia. Umieszczono go najpierw w łagrze w obwodzie Karaganda, a pod koniec 1949 roku przebywał już w łagrze Ekibastus, również w Kazachstanie. Na początku 1950 roku przeniesiono do łagru Stiepnoj, a potem do Dżezkazganu. Było tam szereg łagrów – filie Stepłagu. Ksiądz Bekisz znalazł się w Dżezkazganie Rudniku, z którego katorżnicy pracowali w kopalniach przy wydobywaniu miedzi. Znajdowało się tam szereg księży, tylko w różnych „łagpunktach” i nie mieli ze sobą kontaktów. Okazji do spotkań dostarczył strajk skazańców w czerwcu 1954 r.

Ks. W. Bekisz (z prawej) i ks. M. Woroniecki w łagrze Dżezkazgan RudnikNajpierw wybuchł strajk, a właściwie powstanie, w łagrze Kengir koło Dżezkazganu. Trwało ono od 18 maja do 25 czerwca 1954 roku. Tysiące więźniów ze wszystkich podobozów Kengiru nie poszło do pracy i żądało polepszenia swej doli. Skończyło się tak, jak opisał to Aleksander Sołżenicyn w Archipelagu Gułag: „O wczesnym brzasku 25 czerwca, w piątek, zabłysły na niebie rakiety na spadochronach, rakiety wzbiły się z wieżyczek i obserwatorzy na dachach baraków nie zdążyli nawet piknąć, trafieni kulami strzelców wyborowych. Huknęły armaty! Samoloty przeleciały nad obozem lotem koszącym siejąc panikę. Okryte sławą czołgi T-34, które zajęły pozycje wyjściowe niepostrzeżenie, bo turkot traktorów zagłuszał ich ruchy – ruszyły teraz ze wszystkich stron przez wyłomy w murze (...) Niektóre z tych czołgów ciągnęły długie zwoje drutu kolczastego na kozłach, aby od razu rozgrodzić zonę. Za innymi biegły śladem oddziały szturmowe w hełmach i z pepeszami. (I strzelcy, i czołgiści dostali przedtem wódki. Chociaż to były specoddziały, a jednak miażdżyć bezbronnych jakoś łatwiej po pijanemu). (...) Czołgi miażdżyły wszystkich, którzy się napatoczyli (...) wjeżdżały na ganki baraków i gniotły stojących tam ludzi (...) najeżdżały na ściany baraków, starając się rozgnieść tych, co czepiali się belek, szukając ratunku przed gąsienicami (...) Zabitych i rannych naliczono: wedle ustnych przekazów – około sześciuset, zgodnie zaś z danymi działu planowania i produkcji kengirskiej filii Stepłagu, przedstawionymi po upływie kilku miesięcy – ponad siedmiuset”.

Strajk w Dżekazganie Rudniku wybuchł 23 czerwca 1954 roku. Nie było przecież łączności między poszczególnymi, choć nie daleko od siebie położonymi obozami. W czasie tego strajku, kiedy połączyły się trzy łagpunkty (oddziały) tego łagru, wtedy też księża mogli się spotykać razem. Ksiądz Michał Woroniecki, późniejszy ojciec duchowny Seminarium Duchownego w Grodnie tak to opisał: „Zaczęły się gromadne odwiedziny znajomych, przechodzono przez wyłomy do drugich łagpunktów swobodnie Przy tej sposobności spotkałem na 2 łagpunkcie o. Władysława Wełymańskiego. Ksiądz Wacław Piątkowski odprawiał z rodakami nabożeństwo modlitewne po Mszy Świętej. Wszyscy księża mieli możność schodzić się z wszystkich trzech łagpunktów na wspólne biesiady czy nabożeństwa. Szczególnie ks. Władysław Bukowiński korzystał z tak niebywałej okazji. Zwoływał na prowadzone przez siebie konferencje. Schodzili się pilni słuchacze: ks. W. Piątkowski, ks. Stanisław Bohatkiewicz, o. Władysław Wełymański, o. Ryszard Grabski, ks. Wacław Bekisz, ks. Michał Woroniecki. Wokół ks. Władysława Bukowińskiego zbierali się rodacy na biesiady i opowiadania z historii, przyrody, przypominał im prawdy wiary, słuchali o Bogu, Chrystusie czy N.M.Pannie”. (...) W czasie, gdy nie wychodziliśmy do pracy do kopalń, w obozie panowała dyscyplina i porządek. Nie przestraszyły nas też i czołgi, które rankiem 29 czerwca 1954 roku stanęły z dala przed naszym oddzieleniem. Były to te same czołgi, które uśmierzyły bunt w poprzednich dniach w owym męskim i kobiecy obozach w Dżezkazganie”.

Ten strajk zakończył się bez rozlewu krwi. Pisze o nim też ks. Medard Gajewski, który jeszcze jako świecki pan spędził tam kilka lat. Tymczasem ks. Wacławowi Bekiszowi 16 listopada 1955 roku obniżono wyrok z 25 na 10 lat łagrów. Z pewnością przyczyniły się do tego prośby wiernych z Sół o łagodniejsze potraktowanie go. Zwolniony został z łagru 20 czerwca 1956 roku. Wrócił do swej dawnej parafii, ale mimo starań parafian, władze nie pozwoliły mu tutaj na pracę. Wyjechał więc do brata swego, ks. Pawła, do Wilna. Stąd, dzięki staraniom wiernych parafii Żyrmuny koło Lidy, został proboszczem tej parafii. Bardzo pięknie o nim zaświadcza parafianka żyrmuńska Eleonora Lewon: „Ten gorliwy kapłan krzyżem padał za grzeszników i pijaków, to był kapłan z powołania Bożego. Kto biedny, to za darmo Mszę Świętą odprawił i na cmentarz chodził, a do chorych sam przyjeżdżał, a jak blisko, to i pieszo chodził”. Będąc chorym wyjechał z Żyrmun do Wilna i tam pod opieką swego brata ks. Wacława dokonał żywota w dniu 22 maja 1964 roku. Pochowany został na cmentarzu w Sołach.

Gdy Białoruś odzyskała niepodległość, Prezydium Sądu Najwyższego Republiki Białoruś, postanowieniem z dnia 22 września 1998 roku zrehabilitowało ks. Wacława. W orzeczeniu czytamy m.in. „Tak skonfiskowana W. I. Bekiszowi literatura, jak i jego kazania nie zawierały wezwań do obalenia lub osłabienia sowieckiej władzy albo innych kontrrewolucyjnych przestępstw, w związku z czym jego działalność nie może być kwalifikowana jako antysowiecka agitacja. Dlatego skazanie go na podstawie art. 72 p. „a” KK BSRS było bezpodstawne”.

ks. Tadeusz Krahel