lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
CZERWIEC 2007
nr 6/2007

Podjąć „ryzyko” ufności

„Jezu, ufam Tobie!” – powtarzam te słowa codziennie, a nawet kilka razy dziennie. Tkwią one tak bardzo we mnie, że gdy czegoś się bardzo wystraszę, to jedyne co potrafię w tej sytuacji zrobić, to zakrzyknąć: „Jezu, ufam Tobie!” – często nawet nie zastanawiając się zbytnio nad tym. Ale tak naprawdę to te słowa spod obrazu Jezusa Miłosiernego powinny być wypowiadane z wielką świadomością, gdyż, jak przypuszczam, Jezusowi bardziej niż na słowach zależy na nastawieniu serca, zależy na konkretnych decyzjach życiowych, które kryją się za tymi słowami. Jezus bardzo chciał, aby taki właśnie akt znalazł się pod Jego obrazem, ale nie dlatego abyśmy mieli dodatkową „modlitewkę” do odmawiania, ale dlatego, iż pragnie naszej ufności. Często wyrażał to pragnienie zwracając się do św. s. Faustyny: Pragnę zaufania od swych stworzeń, zachęcaj dusze do wielkiej ufności w niezgłębione miłosierdzie moje (Dz. 1059).

Co więc oznacza ufność? Gdy ufam człowiekowi, to znaczy, że nie boję się go; nie boję się, że mnie oszuka albo skrzywdzi; wiem, że mogę liczyć na jego pomoc; czuję się wobec tej osoby swobodna, bo mnie nie wykpi, ani nie potępi, ani nie osądzi wobec innych, nie zdradzi mojej tajemnicy. Każdy ma blisko siebie jedną czy kilka osób, którym ufa, ale człowiekowi nie można do końca zaufać, bo jest słaby i może zawieść.

Inaczej jest w przypadku Jezusa, który jest Bogiem i nigdy nie zawodzi. Można Jemu w pełni zaufać, gdyż kocha każdego z nas bezwarunkowo. Chce dla nas dobra i jest wszechmogący, a przede wszystkim miłosierny.

Chcę zaufać Jezusowi, ale co to oznacza Jemu zaufać? Ksiądz Sopoćko definiuje ufność jako spodziewanie się obiecanej pomocy. Czyli w trudnościach mam liczyć na pomoc Boga. Do Niego jak dziecko do matki biec. To nie mieć wątpliwości, wierzyć, że Jezus spełni obietnice zawarte w Słowie Bożym i to nie tylko względem innych, ale także względem mnie.

Ufać Jezusowi to także nie bać się Go. Nie chodzi tu o zrezygnowanie z bojaźni Bożej, szacunku dla świętości i majestatu Boga. Ale jest w nas nieraz taki lęk, gdy popełnimy grzech, gdy nie możemy poradzić sobie ze swoją słabością, to mamy takie tendencje, jak Adam w raju, by schować się przed Bogiem. Wstydzimy się, boimy się odrzucenia, potępienia. A właśnie Bóg pomimo to że nie zgadza się na nasz grzech, że brzydzi się złem, to jednak bardzo chce, abyśmy tacy „umorusani” właśnie do Niego bez lęku, z ufnością biegli. To jest właśnie ufność. Wiem, że On jest miłosierny i, że mnie nie odtrąci. Dlatego staję przed Nim taka jaka jestem. Jezusowi na tym bardzo zależy. Mówił o tym do św. s. Faustyny: Niechaj się nie lęka do mnie zbliżyć dusza słaba, grzeszna, a choćby miała więcej grzechów niż piasku na ziemi, utonie wszystko w otchłani miłosierdzia mojego (Dz. 1059). A Faustyna, której zaufanie Bogu było ogromne wołała: […] choćbym miała na sumieniu grzechy świata całego i grzechy wszystkich dusz potępionych, to jednak nie wątpiłabym o Bożej dobroci, ale bez namysłu rzuciłabym się w przepaść miłosierdzia Bożego, która jest dla nas zawsze otwarta (Dz. 1552).

Za wzorem św. Faustyny przychodźmy do Boga od razu, nawet, gdy zrobiliśmy coś, za co siebie sami potępiamy. Zablokujmy wszystkie złe myśli i ze skruchą i ufnością w Jego miłość i przebaczenie stańmy przed Nim.

Ufać Bogu to także powierzyć Jemu siebie i swoje życie. Moje Siostry, gdy prowadzą rekolekcje, mówiąc o ufności często podają przykład, historyjkę, która nie wiem skąd jest zaczerpnięta, ale bardzo dobrze pokazuje co to znaczy powierzyć siebie z ufnością Bogu:

„Do pewnego miasta przyjechał cyrkowiec. Rozciągnął pomiędzy dwoma wieżowcami linę. Zebrali się ludzie zainteresowani tą sytuacją. Cyrkowiec zapytał: czy wierzycie, że przejdę po tej linie i nic mi się nie stanie? Po zastanowieniu część zebranych odpowiedziała, że wierzy, inni mieli wątpliwości. Cyrkowiec zręcznie przespacerował się po linie. Gromkie oklaski nagrodziły jego wyczyn. Cyrkowiec stanął znów przed zebranymi, tym razem z taczką. I znów zadał pytanie: czy wierzycie, że przejdę po tej linie z taczką? Ludzie widząc, że poprzednim razem mu się udało i zrobił to tak zręcznie, jakby szedł po pewnym gruncie, w większości zakrzyknęli, że wierzą, choć i teraz znalazło się kilku niedowiarków. Cyrkowiec wdrapał się znów na wieżowiec i pchając przed sobą taczkę przeszedł bez problemu po linie. Ludzie pełni podziwu okazali swój zachwyt brawami. Po tym wyczynie cyrkowiec zadał następne pytanie: – czy wierzycie, że przejdę po tej linie z taczką, w której będzie siedział człowiek? Tym razem wszyscy jednomyślnie powiedzieli, że wierzą. Wtedy cyrkowiec zapytał: a kto z was na ochotnika wejdzie do tej taczki? Zaległa cisza. Nikt nie chciał zaryzykować swojego życia i powierzyć się w ręce cyrkowca.

Podobnie może być z naszą wiarą i zaufaniem Bogu. Wierzymy, że Bóg chce dobra dla każdego człowieka, że wszystko może i nie chce nikogo skrzywdzić, i że Jego plan na życie każdego jest najlepszy. Ale tak trudno nam jest okazać pełne zaufanie i puścić się wszystkich zabezpieczeń, tego, co pewne, co dla mnie znane, i odważnie rzucić się w ramiona Ojca ufając, że mnie złapie.

Spróbuj stanąć przed Bogiem i zdecydowanie, z pełną świadomością, bez żadnych „ale” i możliwości wycofania się powiedzieć: – Ojcze oddaję siebie i całe swoje życie w Twoje dłonie. Zgadzam się na to, abyś robił w moim życiu to, co się Tobie podoba, bez względu na to, czy będzie to dla mnie łatwe czy trudne. Na wszystko się zgadzam. Chcę tego, czego Ty chcesz, chcę dlatego, że Ty chcesz, chcę tak, jak Ty chcesz, chcę, dopóki Ty chcesz (Klemens XI).

Właśnie to jest ufność, która przynosi wolność, radość i szczęście. A przede wszystkim jest uwielbieniem Bożego Miłosierdzia. Przykładem takiej ufności jest Abraham, który był gotowy na złożenie ofiary ze swojego ukochanego syna Izaaka, wierząc, że Bóg wie lepiej. Tak samo i Hiob, który stracił całą swoją rodzinę, cały swój majątek i był wyniszczony przez chorobę, jednak powierzał się w ręce Boga i wołał: Choćby mnie zabił Wszechmocny – ufam (Hi 13,15).

Echo tych słów znajdujemy w życiu wielu Świętych. Także św. Faustyna w wielkich ciemnościach duchowych padała twarzą na ziemię przed Najświętszym Sakramentem i powtarzała: Chociażbyś mnie zabił, ja Ci ufać będę (Dz. 77). A także w innym momencie życia modliła się: Choć droga tak strasznie najeżona kolcami, nie lękam się iść naprzód; choć mnie grad prześladowań okryje, choć przyjaciele odstąpią, choć wszystko się sprzysięże przeciw mnie i choć się horyzont zaciemni, choć burza szaleć zacznie i poczuję, że jestem sama jedna i muszę stawić czoło wszystkiemu – wtenczas z całym spokojem ufam miłosierdziu Twemu, o Boże mój, i nie będzie zawiedziona nadzieja moja (Dz. 1195).

Nie lękajmy się zaufać Jezusowi we wszystkim. Powierzmy się Jemu i pamiętajmy o Jego obietnicy: Im dusza więcej zaufa, tym więcej otrzyma. Wielką są mi pociechą dusze o bezgranicznej ufności, bo w takie dusze przelewam wszystkie skarby swych łask (Dz. 1578).

s. Estera Rudź, ZSJM