lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
MAJ 2007
nr 5/2007

Komunia 1943

Stara, czarno-biała, trochę już pożółkła fotografia z charakterystycznymi krawędziami w „ząbki”. Na zdjęciu 8- letni chłopiec ubrany w biały, komunijny garniturek, trzymający w lewej ręce świecę; najwyraźniej bardzo przejęty rolą.

Na drugiej fotografii grupa dzieci otacza siedzącego księdza. Dziewczynki w białych sukienkach, z kokardami we włosach. Chłopcy w białych ubrankach. Wszyscy trzymają w rękach świece. Są poważni i skupieni.

Można by potraktować te zdjęcia jako zwykłe komunijne pamiątki, jakich powstały i wciąż powstają tysiące, gdyby nie napis na odwrocie - „1 lipca 1943 r.”.

Ten przejęty chłopiec z pierwszej fotografii to ja - Tadeusz Cimoszuk. Los sprawił, że do Komunii Świętej przystępowałem niemal w samym środku wojny. Mimo to, a może właśnie dlatego - wspominam tamte chwile z rozrzewnieniem.

Uroczystość Pierwszej Komunii miała odbyć się w kościele farnym. Do sakramentu przygotowywały nas Siostry Szarytki. Byliśmy podzieleni na kilka grup, które o wyznaczonej porze stawiały się w „starym” kościele. Siostry uczyły nas katechizmu „na pamięć”. W tamtych czasach nie było polskich szkół, toteż wielu przystępujących do Komunii nie umiało czytać. Te umiejętność posiedli jedynie ci, którzy potajemnie spotykali się z nauczycielami.

Lekcje w kościele były dla nas wielkim świętem. Nie pamiętam, aby ktokolwiek się spóźnił, choć komunikacja miejska nie działała, a wielu z nas mieszkało na odległych krańcach Białegostoku. Na lekcjach siedzieliśmy w całkowitej ciszy, chłonąc każde słowo wypowiadane przez nasze nauczycielki. Siostry, oprócz wiedzy religijnej, przemycały także pewne treści patriotyczne: opowiadały o naszych bohaterach narodowych, świętach itp.

Pamiętam, że bardzo przeżywaliśmy egzamin przedkomunijny. Egzaminatorzy byli bardzo wymagający. Nie było taryfy ulgowej ze względu na ciężkie czasy, toteż nie wszyscy zdawali w pierwszym terminie.

W moim domu przygotowania szły pełną parą. Od kilku tygodni krawcowa szyła biały garnitur. Wujek zafundował mi białe pantofle na obstalunek. Reszta rodziny kupowała dodatki. W tamtych czasach taki strój to był prawdziwy luksus, zwłaszcza że wychowywała mnie tylko matka.

I wreszcie wielkie święto - 1 lipca 1943 roku. Do kościoła idę piechotą. Droga z mojego ówczesnego domu, przy Sienkiewicza 93, do „fary” zajmowała mi zwykle pół godziny. W swoim białym garniturku czuję się jak w mundurze. Paraduję więc z dumnie uniesioną głową odprowadzany zdziwionymi spojrzeniami Niemców. Mijam jednostkę Wehrmachtu stacjonującą w budynku obecnego Szpitala Miejskiego; potem posterunek żandarmerii za Białą. Wreszcie docieram do kościoła.

W „farze” - biało i odświętnie. Mszę celebruje ksiądz dziekan A. Chodyko. Przyjęcie Komunii; kazanie; łzy matki. Wszyscy zgromadzani w świątyni czują, że uczestniczą w czymś więcej niż tylko religijnej uroczystości, tradycyjnym święcie dzieci i rodziców. Jest to także manifestacja przywiązania do tradycji narodowej, patriotyzmu, polskości. Taka, na jaką nas wtedy było stać.

Każdy z nas otrzymał pamiątkę: mały święty obrazek ze starannie wydrukowaną dedykacją. Na mojej można przeczytać: „Pamiątka Pierwszej Komunii Św., którą Tadeusz Cimoszuk przyjął z rąk X. Dziekana A. Chodyko w kościele Farnym w Białymstoku 1 lipca 1943 r.” Przechowuję go do dziś jak cenną relikwię.

Po ceremonii wyszliśmy przed kościół, aby zrobić kilka pamiątkowych fotografii z księdzem Chodyko. Do dziś zachowały się cztery zdjęcia. Piąte - moje indywidualne z księdzem Dziekanem - gdzieś zaginęło.

W domu, po uroczystości nie dostałem żadnego prezentu, jak to jest teraz przyjęte. Czekał mnie skromny poczęstunek: ciasto i herbata. Pamiętam, że przez wzgląd na szczególną okazję herbata była słodzona cukrem, a nie jak zwykle sacharyną. Mój, nieprzyzwyczajony do naturalnej słodkości, żołądek zareagował silnymi mdłościami.

Po wojnie w tym samym kościele do Komunii Świętej przystępowali moi synowie: 15 maja 1971 r. - Maciej i 10 maja 1981 r. - Piotr, a 13 maja, jako trzecie pokolenie, przystąpi mój wnuk Paweł.

Tadeusz Cimoszuk