lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
KWIECIEŃ 2007
nr 4/2007

Rekolekcje we dwoje

Jechaliśmy na weekend Spotkań Małżeńskich z duszą na ramieniu. Właściwie nic o nich nie wiedzieliśmy: jakiś przeczytany artykuł w gazecie, trochę informacji z Internetu, impuls zgłoszenia.

Potem ogarnęły nas wątpliwości, ale czas i miejsce zostały już określone, trudno było się wycofać, skoro miało to służyć naszemu dobru. Do ostatniej chwili, do momentu kiedy zamknęła się za nami brama domu Zgromadzenia Sióstr, w którym odbywały się nasze rekolekcje, każde z nas z osobna rozważało: może niepotrzebnie tu przyjechaliśmy, przecież nic złego w naszej rodzinie się nie dzieje, damy sobie radę...

Decyzja o wyjeździe zapadła spontanicznie. Pewnego wieczoru po trwającej już kilka dni kłótni o to, jak należy zachować się wobec wybryków naszej najstarszej córki, Jarek powiedział basta - nie umiemy się porozumieć w sprawach podstawowych. Znalazł mail i wysłał zgłoszenie. Nasz spór rozwiązaliśmy, ale za każdym razem, po zażegnaniu konfliktu zastanawialiśmy się: dlaczego to tyle kosztuje: nerwów, emocji, zranień. Teraz klamka zapadła, wyraziła się w ten sposób intuicja, że może naprawdę potrzebujemy pomocy, tej ludzkiej, i tej z Góry, żeby po trzynastu latach małżeństwa spojrzeć na siebie inaczej, z dystansu. Jeszcze raz przyjrzeć się sobie.

15 tysięcy małżeństw

Spotkania Małżeńskie nie są w Polsce niczym nowym. Funkcjonują z powodzeniem od ponad 50 lat w Kościele Powszechnym, a w polskim od lat 30. To ruch rekolekcyjny mający na celu pogłębianie więzi małżeńskiej oraz pomoc w lepszym i głębszym zrozumieniu się: męża i żony. W tym czasie uczestniczyło w nim ok. 15 tysięcy polskich małżeństw.

Podstawową formą działania są wyjazdowe rekolekcje weekendowe, które trwają pełne dwa dni (od piątkowego popołudnia do niedzielnego popołudnia). W trakcie tego czasu małżonkowie nie słuchają jednak katechez czy konferencji na temat tego, co zrobić, aby życie małżeńskie było udane i chrześcijańskie zarazem. Żadnej teorii, sama praktyka. Przygotowani animatorzy: pary oraz kapłan dokonują jedynie krótkich wprowadzeń do tematów, a małżonkowie mają za zadanie omówić je wyłącznie ze sobą.

Warto tu podkreślić intymność tej formuły: każda z par w trakcie weekendu spotyka się ze sobą i tylko ze sobą. Nie ma nawet możliwości dzielenia się swoimi doświadczeniami na spotkaniach grupy, bo uwaga małżonków jest skierowana do środka ich związku. Oczywiście jeśli potrzebują pomocy kapłana czy animatorów, mogą zaprosić ich do rozeznania swoich problemów czy doświadczeń, ale dzieje się to wyłącznie na prośbę potrzebującej pary i w pełnym poszanowaniu ich doświadczeń.

Darowany czas

Nasz wyjazd na rekolekcje był pierwszym wspólnym wyjazdem bez dzieci od przeszło 5 lat. Może dlatego tak chętnie skorzystaliśmy z tej okazji, a i nasza babcia bez oporów obiecała się zająć naszymi czterema pociechami, jakby ktoś ją natchnął.

Kiedy zaczęliśmy wchodzić w rekolekcje, podejmować kolejne tematy i do upadłego rozmawiać ze sobą, otwierały się przed nami coraz to nowe przestrzenie naszych minionych lat, problemów i uczuć. Nagle zobaczyliśmy, że ten czas jest nam darowany. Oderwaliśmy się od domu, pracy, przyjaciół, aby nie martwiąc się o codzienną prozę życia, móc zatrzymać się i powoli uczyć się porozumiewać ze sobą w najważniejszych sprawach. Przecież o tym wszystkim wiedzieliśmy, mówiliśmy stale do siebie, ale dlaczego na ten temat nie rozmawialiśmy, skoro to takie ważne...

Nie były to tylko tematy łatwe i przyjemne. Ale taki też jest cel tych rekolekcji, aby stanąć wobec siebie w Prawdzie i Miłości, aby wyrazić zachwyt wobec małżonka, ale i też pokazać, że może on ranić.

Kościół dla wszystkich

Pobyt na Spotkaniach zaowocował w naszym życiu w sposób niezwykły i prosty zarazem. Nauczyliśmy się rozmawiać. Czy to możliwe, aby tak szybko, w dwa dni? Oczywiście, że nie. Ale zdobyte tam doświadczenie zaczęło w nas pracować, otrzymaliśmy narzędzia, którymi mogliśmy się posługiwać i wiarę, że w naszym małżeństwie nie jesteśmy sami.

Mieliśmy to wielkie szczęście, że zdołaliśmy się tam wybrać, zanim nie było za późno. Na naszym weekendzie spotkaliśmy pary, które przymierzały się do wyjazdu przez 15 lat, inne po ciężkich doświadczeniach: zdradach, przed adopcją, w ostrych konfliktach. Formuła Spotkań jest otwarta, mają służyć wszystkim małżeństwom, które pragną budować swój związek, nie tracą nadziei, że mogą go ocalić nawet z najgorszych opresji. Przez kontakt małżonków ze sobą, wyrażanie uczuć i zawierzenie Bogu. Jak pokazują doświadczenia uczestników Spotkań Małżeńskich jest to możliwe.

Basia i Jarek Żukowscy