lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
KWIECIEŃ 2007
nr 4/2007

Triumf życia nad rozpaczą śmierci

Już wkrótce będziemy obchodzili największe chrześcijańskie święto - Zmartwychwstanie Pańskie. Albowiem "śmierć zwarła się z życiem i w boju - o dziwy - choć poległ wódz życia - króluje dziś żywy" Wesoły dzień ów niesie ogromną radość z "triumfu życia nad rozpaczą śmierci".

Choć główna bitwa tej wojny rozstrzygnęła się ok. 2000 lat temu, to jednak walka ciągle trwa. Szatan, "świadom, że mało ma czasu" przystępuje do rozprawy z tymi, co żyją w blasku Zmartwychwstałego. Wprowadza - rękami swych pachołków - prawa zabójcze dla tych, którzy powinni być najbardziej chronieni. Mało tego, zabrał się za prawa zabójcze dla chorych i starych i systematycznie, kraj po kraju narzuca je, stosując demokratyczne procedury.

Polska mu się z rąk wyrywa, bo nad Wisłą chcą umocnienia ochrony życia. Szatan jednak jest czujny. Nie tylko swoich knechtów do działania popędza, ale i zwolenników życia tumani. Plotą więc oni o "upolitycznieniu sprawy", o "cennym kompromisie, który powinien być utrzymany", o tym, że "nie czas teraz na zmiany". Zapytują z troską o zgwałcone trzynastolatki, tak jakby w Polsce społecznym problemem były codzienne gwałty na trzynastolatkach, i to na skalę masową dokonywane. Obrońcy życia prezentują się jako rozmemłani i niejednoznaczni. Boją się oskarżeń o fundamentalizm. Ciekawe, że lewacy nie obawiają się takich zarzutów i np. w Hiszpanii realizują swe obłędne wizje. Tzw. nasi dowodzą swoim postępowaniem, że radykalizm w moralności i normalności nie popłaca. Sami ustępują pola radykałom w anomalii i dewiacjach. A szatan zaciera ręce, bo widzi, że jego wrogowie "wyglądają jakoś niewyraźnie, a i czują się niewyraźnie". Boją się jednoznaczności. Afirmowanie życia, zdecydowane powiedzenie życiu "TAK" zdaje się ich przerastać. Piszę ten tekst przed debatą sejmową i mam nadzieję, że zwolennikom życia nie zabraknie odwagi, aby wpisać się w triumf życia nad rozpaczą śmierci.

ks. Marek Czech