lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
MARZEC 2007
nr 3/2007

Święte feministki

Pamiętam z okresu dzieciństwa, że 8 marca szło się do szkoły z tulipanem lub goździkiem w ręku, aby wręczyć go potem pani nauczycielce. Jak Polska długa i szeroka odbywały się uroczyste apele natomiast w pokoju nauczycielskim hucznie świętowano...! Międzynarodowy Dzień Kobiet zapadł tak głęboko w mojej świadomości, że gdy 20 lat temu przyszło mi go spędzać po raz pierwszy w Rzymie, przeżyłem rozczarowanie. Przy składaniu życzeń znajomym Włoszkom wyczułem zdziwienie. - Od kiedy księża obchodzą laickie święta? - odpaliła bez odrobiny wdzięczności jedna z nich. Sytuację uratowały dwie skautki z drużyny, którą zajmowałem się w wolnym czasie, gdyż po południu wybrały się na manifestację feministek. Teraz wszystko się zmieniło, bo jeśli można zarobić, choćby na sprzedaży kwitnących gałązek mimozy, będącej odpowiednikiem naszych tulipanów, to każda okazja jest dobra.

Przez okrągły rok kobiety są "przewodnią siłą" rzymskich parafii. Wystarczy wejść w niedzielny poranek do jednego z kościołów - procentowo biją mężczyzn na głowę. Tak było od samego początku. Kiedy religia chrześcijańska dotarła do Wiecznego Miasta znalazła oparcie właśnie w kobietach. Zakładając, że wyjątki potwierdzają regułę, płeć piękna nie odgrywała większej roli w życiu publicznym. Urzędy, miejsca w senacie i wojskowe szlify zarezerwowane były dla mężczyzn. Za to kobieta rządziła w domu. Ona wychowywała dzieci, zatrudniała i zwalniała służbę, organizowała przyjęcia i opiniotwórcze salonowe spotkania. Mężczyźni się do tego nie wtrącali i posłusznie wykładali pieniądze. W okresie, gdy chrześcijaństwo było zakazane, domy bogatych rzymianek pełniły często funkcję kościołów. Eucharystię odprawiano początkowo tylko w niedzielę. Uczestniczyli w niej krewni, znajomi i służba. Jedynie podczas najokrutniejszych prześladowań ludzie gromadzili się w katakumbach. Kobiety na równi z mężczyznami cierpiały z powodu wyznawanej wiary i w Martyrologium rzymskim można znaleźć bardzo wiele żeńskich imion.

Po zalegalizowaniu chrześcijaństwa przez Konstantyna Wielkiego liczba nawróceń zaczęła gwałtownie wzrastać. Szło to parze ze wznoszniem świątyń i rozbudową administracji papieskiej. Już wcześniej Kościoły lokalne przedkładały biskupowi Rzymu sprawy dotyczące wiary i dyscypliny. Był przecież następcą św. Piotra i zastępcą Chrystusa na ziemi. W nowej sytuacji jego interwencje stały się jeszcze bardziej potrzebne. Wszyscy wsłuchiwali się w głos Piotra.

Bogate rzymianki nie zawiodły również tym razem. Hojną ręką wspierały potrzeby Kościoła. Prym wiodły panny i wdowy, które według prawa mogły swobodnie dysponować swoim majątkiem. Ta ofiarność płci pięknej oburzała pogan, będących ciągle jeszcze większością i naturalnie kawalerów. Cesarz Walentynian I wydał w latach 370-373 r. zarządzenia, które zakazywały duchownym, a nawet ex duchownym, odwiedzania kobiet stanu wolnego oraz przyjmowania od nich darowizn. Oficjalnie chodziło o przeciwstawienie się różnym naciągaczom. Przepis uderzał jednak pośrednio w papieża Damazego, który korzystał z pomocy materialnej rzymskich arystokratek. Dzięki temu uporządkował katakumby, umieszczając na grobach męczenników marmurowe tablice z ułożonymi przez siebie wierszowanymi napisami. Jednocześnie budował z dużym rozmachem kościoły, dzięki czemu obecność chrześcijańska w mieście stawała się bardziej widoczna.

Kobiety nie ograniczały się do roli ofiarodawczyń. Miały swoje własne ideały ukształtowane na podstawie lektury Pisma Świętego i chciały je realizować. Jak jednak odseparować się od świata luksusów i obyczajowej rozwiązłości? Rzymska matrona poruszała się po mieście w lektyce niesionej przez niewolników. Mówiła powoli, wypowiadając każde słowo z namaszczeniem. Twarz i odsłonięte ramiona upudrowane były sproszkowanym gipsem lub tlenkiem ołowiu, usta malowano ochrą, a oczy miałem malachitowym i sadzą. Fryzura z misternie posplatanych włosów mierzyła nawet 50 cm, do tego dochodził diadem, kosztowne szpile, wstążki i klejnoty. Włosy farbowano zwykle na blond; kolory czerwony i turkusowy wyróżniały kobiety trudniące się nierządem. Dbano skrupulatnie o higienę ciała i żeby zagłuszyć miejski fetor używano mocnych perfumów. Podczas przyjęć królowały pijaństwo, obżarstwo i rozpusta.

W tej oto atmosferze zaczęły docierać do Rzymu wiadomości o eremitach prowadzących pokutnicze życie na pustyni egipskiej. Przyniósł je nad Tyber biskup aleksandryjski św. Atanazy, a jego dzieło Żywot św. Antoniego stało się bestsellerem drugiej połowy IV wieku. Podobną tematykę podjął św. Hieronim w Żywocie św. Pawła eremity, czym także podbił rzymskie salony. Niektóre kobiety z wysokich sfer postanowiły naśladować ojców pustyni egipskiej. Wszystko zaczęło się od św. Marcelli. Została ona wdową już po siedmiu miesiącach małżeństwa. Z racji na swoją niezwykłą urodę i bogactwo mogłaby bez problemu wyjść ponownie za mąż. Oddaliła jednak wszelkich zalotników. Jedwabne suknie zamieniła na szarą tunikę z szorstkiego płótna. Zdjęła drogocenną biżuterię, rezygnując nawet ze złotego pierścienia do pieczętowania listów. W swoim pałacu na wzgórzu awentyńskim gromadziła pobożne kobiety, aby razem z nimi czytać Pismo Święte, odmawiać psalmy i prowadzić rozmowy o Bogu. W gorące rzymskie lato całe to towarzystwo przenosiło się do podmiejskiej willi Marcelli. Obowiązywała dieta wegetriańska, żadnego wina, żadnych słodyczy, za to częste spacery po rozległym ogrodzie, z daleka od niedyskretnych oczu.

Stałą uczestniczką tych spotkań była św. Paula ze słynnego rodu Scypionów. Wśród swoich przodków mogła poszczycić się Agamemnonem, zdobywcą Troi, bogactwem zaś przewyższała Marcellę. Owdowiała w wieku 32 lata i wychowywała samotnie cztery córki i syna. Krewni zarzucali jej nieraz, że trwoni dobra rodzinne, pomagając ubogim. Odpowiadała, że swoim dzieciom pozostawi w spadku miłosierdzie Chrystusa. Aby lepiej zrozumieć Biblię opanowała do perfekcji język hebrajski.

Warto wspomnieć tu jeszcze św. Fabiolę. Ta bogata patrycjuszka nie miała szczęścia w życiu rodzinnym. Jej mąż okazał się być człowiekiem próżnym, do tego jeszcze niewiernym. Uzyskała więc rozwód i zawarła drugie małżeństwo. Ono również nie trwało długo, tym razem z powodu śmierci współtowarzysza. Bolesne doświadczenia skłoniły Fabiolę do nawrócenia. W wigilię paschalną, stawiła się przed papieżem ubrana w wór pokutny i poprosiła o przebaczenie grzechów. Pojednana z Bogiem i Kościołem, przeznaczyła następnie dobra rodzinne na budowę szpitala w którym osobiście posługiwała.

Te żywoty świętych kobiet, a było ich jeszcze więcej, są do siebie podobne. Bogate i wykształcone, wybrały drogę ewangelicznych ideałów. Heroiczność ich decyzji polegała na tym, że przeciwstawiły się sposobowi myślenia i stylowi życia swojego środowiska. Patrzono na nie jak na rewolucjonistki, bo czy można było zaakceptować całkowitą niezależność od mężczyzny, rezygnację z życia rodzinnego, z uciech cielesnych albo troskę o najuboższch, których nie uważano nawet za osoby. Miały na szczęście po swojej stronie autorytet papieża i to zapewniało im swobodę działania. Z czasem zyskały jeszcze jednego sojusznika w osobie św. Hieronima.

Przybył on do Rzymu w 382 r., aby wziąść udział w synodzie zwołanym przez papieża Damazego. Już wówczas cieszył się sławą wybitnego biblisty, znał przy tym dobrze różne języki. Musiał przypaść do gustu papieżowi, bo ten zatrudnił go w swojej kancelarii, zlecił mu korektę przekładów Pisma św., oraz wprowadził w środowisko rzymskich arystokratek. Wygląd Hieronima był zdecydowanie mało pociągający: sama skóra i kości, włosy w permanentnym nieładzie, głęboko zapadnięte i czerwone od ciągłego czytania oczy. Lecz przecież nie o wygląd zewnętrzny tutaj chodziło, bo środowisko Marcelli i Pauli obywało się doskonale bez mężczyzn. One potrzebowały eksperta w dziedzinie Pisma Świętego, który rozwiązywałby wszelkie wątpliwości. Poza tym słyszały o latach spędzonych przez Hieronima pośród mnichów syryjskich i egipskich. Jedynym problemem był jego impulsywny charakter i ostry język, choć wypowiadając swoje sądy miał zazwyczaj rację. Do upadłego bronił papieża Damazego, odpierając ataki heretyków różnej maści oraz intrygi zwolenników niejakiego Ursyna, pretendenta do Katedry Piotrowej. W świętym uniesieniu nie zważał niestety na słowa i dobrze ułożone damy nieraz powstrzymywały jego furie. Wtedy zaczynał ponownie mówić o Biblii, a one były potulne jak trusiątka. Wspólnie czytali święte teksty, rozważali je i zanosili do Boga modlitwy. Któż nie słyszał powiedzenia św. Hieronima: "Nie znać Pisma Świętego to nie znać Chrystusa"? Uczony kapłan udzielał także wskazówek odnośnie wychowywania dzieci i wnuków. Wbrew utartym stereotypom swojej epoki, która patrzyła podejrzliwym okiem na wykształcone kobiety, zalecał, żeby już od dzieciństwa uczyć dziewczynki sztuki pisania i czytania przynajmniej w dwóch językach. Pierwszym elementarzem miała być Biblia, do której dochodziły z czasem dzieła autorów chrześcijańskich.

Pobożne arystokratki nie spodziewały się pewnie, że pobyt Hieronima w Rzymie będzie bardzo krótki. 11 grudnia 384 r. zakończył żywot papież Damazy. Jego przeciwnicy zrzucili w jednej chwili swoje maski i przystąpili do rozprawy ze współpracownikami zmarłego. Pierwszym celem ataków stał się oczywiście Hieronim. Oskarżono go o niemoralność i okradanie naiwnych kobiet. Podczas procesu sądowego przekupiony niewolnik przeląkł się tortur i odwołał szkalujący donos. Kalumnia jednak pozostała. W tej sytuacji Hieronim postanowił wyjechać do Ziemi Świętej. Starożytny Owidiusz uważał co prawda, że opuszczenie Rzymu jest wykreśleniem siebie z historii świata, ale on miał swój honor i wiedział, że przeciwnicy szybko się nie uspokoją. Już z ostyjskiego portu napisał pełen goryczy list do szlachetnie urodzonej Aselli: "Ci, którzy teraz atakują mnie jak żmije, poprzednio całowali mnie w rękę... Mówili, że jestem świątobliwy, pokorny, że jestem doskonałym oratorem. Czy przynajmniej raz odwiedziłem jakikolwiek dom cieszący się złą sławą? A może uwiodły mnie jedwabne szaty, klejnoty, złoto lub jakaś umalowana twarzyczka? Czułem się dobrze jedynie w towarzystwie rzymskich matron, które dotknięte cierpieniem pościły, nosiły ubogie stroje i spędzały całe noce na modlitwie, śpiewając psalmy. Rozmawiały wyłącznie na tematy związane z Ewangelią; były szczęśliwe żyjąc w ubóstwie i czystości... Jakże ogromna jest zazdrość!".

Wrogowie Hieronima postanowili skompromitować również jego podopieczne. Paula nie wytrzymała publicznej nagonki i razem ze swoją córką Eustochio dołączyła do mistrza. Osiedlili się w Betlejem, dając początek męskiej i żeńskiej wspólnocie ascetycznej. Dotychczas nie ustalono, gdzie znajdował się klasztor Pauli. Wiadomo, że liczył on około pięćdziesięciu mniszek i przez kilka lat gościł przybyłą z Rzymu Fabiolę. Hieronim mieszkał ze swoimi współbraćmi przypuszczalnie obok grobowca biblijnej Racheli. Często jednak zaszywał się w grocie sąsiadującej z miejscem narodzenia Chrystusa i tam kontynuował dzieło swojego życia: przekład Pisma Świętego na język łaciński. Pomimo ogromu pracy, znajdował czas na korespondencję ze św. Marcellą i jej pobożnymi przyjaciółkami. W ten sposób, chociaż na odległość, miały one nadal swojego duchowego kierownika. Rzymska wspólnota rozproszyła się ostatecznie w 410 r. w związku ze śmiercią Marcelli i najazdem barbarzyńców. Jeszcze wcześniej odeszła z tego świata Paula, po niej Eustochio, a na końcu Hieronim. Pozostały wspaniałe listy i spuścizna duchowa, z których czerpały kolejne pokolenia.

K. N.