lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
MARZEC 2007
nr 3/2007

Małżeństwo - wspólnotą życia i miłości cz. III

O dobrych rozmowach małżeńskich

Z badań wynika, że przeciętne, mające dzieci małżeństwo rozmawia ze sobą mniej niż 10 minut dziennie. W okresie życia rodzinnego, kiedy jest mnóstwo różnych zajęć, spraw i kłopotów, małżonkowie mogą nawet nie zauważyć braku rozmów i tworzonej w ten sposób zażyłości. Orientują się, że nie jest z tym najlepiej albo podczas wspólnie spędzanego urlopu albo, gdy zostają sami po opuszczeniu domu przez dorosłe już dzieci.

Miłość potrzebuje ciągłej bliskości i kontaktu, a brak rozmów już sam z siebie wpływa na małżonków negatywnie. Atmosferę rodzinną tworzą "dobre" rozmowy i w mądry sposób rozwiązywane konflikty. Ułatwia to zrozumienie siebie i drugiej osoby, wzajemną akceptację oraz daje doskonałą okazję do okazywania sobie czułości. Bez tego, styl życia w myśl naturalnych metod planowania rodziny zazwyczaj nie jest możliwy.

O tym, że dobry kontakt z całą rodziną jest niełatwy, przekonujemy się na co dzień, gdy mimo starań trudno jest zrozumieć się i gdy, wydawałoby się, z błahych powodów wybuchają kłótnie. Porozumiewanie odbywa się i poprzez mowę i wysyłane przez nas znaki, a ta łączność, to przede wszystkim umiejętność słuchania i zrozumienia drugiej osoby, a dopiero w następnej kolejności nasze mówienie. I tu jest pierwsza poważna przeszkoda - złe słuchanie. Utrudnieniem dobrego zrozumienia jest: słuchanie selektywnie, nie słuchanie wcale, albo zwracanie uwagi tylko na to, co chcemy usłyszeć. Powodem może być zmęczenie, zdenerwowanie czy zaabsorbowanie własnymi myślami. A przecież i bez tego trudno jest usłyszeć i zrozumieć intencje mówiącego - co chce powiedzieć, a czego nawet nie chce dopuścić do swojej świadomości.

Można też, wbrew oczywistym faktom i intencjom, źle odbierać to, co druga strona chce nam powiedzieć. Jeśli nie będziemy od razu doszukiwać się złej woli naszego współmałżonka, to uznamy, że jeszcze nie nastąpiło dostateczne zrozumienie i wtedy skupimy się na słuchaniu. Aby naprawdę zrozumieć trzeba słuchać i nie odpowiadać od razu, trzeba poświęcić swój czas, stawiać delikatne i odpowiednie pytania tak, aby można było przedstawić dokładnie swoje myśli i przeżycia. Dopytanie drugiej strony, staranie się zgłębienia jej uczuć ma na celu także i wyjaśnienie własnych spraw. Aby być zrozumianym należy mówić sobie pewne rzeczy wprost, gdyż tak jest i prościej i uczciwiej.

Niejednokrotnie lepiej jest narazić się na przykrą rozmowę, niż ukrywać własne emocje i potrzeby. Takie maskowanie się może występować wtedy, gdy nie chcemy lub nie potrafimy upewnić się, o co tak naprawdę rozmówcy chodzi, albo oczekujemy, że w małżeństwie powinno się znać i odgadywać wzajemne potrzeby i życzenia. Właśnie wśród kobiet występuje często taka postawa - "Przecież on sam powinien wiedzieć, czego ja chcę..." Jednak, pomimo łączącej nas, małżonków miłości, nadal pozostajemy odrębnymi osobowościami ze swoim innym wewnętrznym światem. Aby coraz bardziej duchowo przybliżać się do siebie i nawiązywać wzajemną przyjaźń, istnieje wręcz konieczność dzielenia się własnymi myślami, przeżyciami i potrzebami.

Ważną sprawą jest, aby nie udawać, że wie się lepiej jak należałoby postąpić na miejscu drugiej osoby, gdyż wiedza ta jest nieosiągalna. Nigdy nie będzie się "w skórze drugiego" mając inny temperament, reakcje, charakter, historię życia, doświadczenie, wiedzę, daną sytuację, a nade wszystko... inną płeć. Możemy tylko próbować zobaczyć świat tak, jak postrzega go ktoś, z kim się rozmawia i poczuć tak, jak on czuje. Każdy człowiek na świecie nosi inne "okulary", przez które patrzy na rzeczywistość i nie ma dwóch takich samych. Skoro nie da się tak do końca zrozumieć współmałżonka, ani wczuć się w jego emocje, to nie można mówić: "Ja na twoim miejscu..." i tu udzielać rad. Rady są dobre, jednak pod warunkiem, że o nie wyraźnie poprosimy.

Choć może nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę, ale dzieląc się naszymi myślami, chcemy je uporządkować, zrozumieć, co tak naprawdę czujemy i sami znaleźć jakieś rozwiązanie. Mądrym jest twierdzenie: "Skąd mam wiedzieć, co myślę, dopóki tego nie usłyszę?" Dlatego od naszego współmałżonka oczekujemy, że będzie jak lustro, które nie osądza, nie udziela od razu rad, ale pomaga dostrzec i zrozumieć to, czego byśmy sami inaczej nie spostrzegli czy nie zrozumieli. Taką pomocą może być odzwierciedlanie myśli i emocji poprzez próby powtarzania własnymi słowami tego, co się słyszy. Nie należy jednak być od razu pewnym swojego dobrego zrozumienia i dlatego należałoby podkreślać, iż to tylko nasza własna interpretacja całej sytuacji. Przydatne jest tu rozpoczynanie wypowiedzi od: "Z tego co rozumiem, to jest tak, że...", "Widzę, że chyba czujesz się...". Takie rozmowy wymagają spokojnego słuchania i nie wychodzenia od razu ze swoją argumentacją. Potrzebują więc odpowiedniego czasu, miejsca i niezastąpione są wtedy, gdy do omówienia są ważne i delikatne sprawy.

Podczas rozmów zdarza się, że nie tyle chcemy usłyszeć i wyjaśnić, co udowodnić winę drugiej strony. Może dojść wówczas do "nawrzucania", zranienia, zemsty, porównań kto jest lepszy i uzasadniania tego sobie. Jakby chodziło o rodzaj zawodów staramy się wygrać w takiej rozmowie - "Mój punkt widzenia jest ważniejszy i prawidłowy". A przecież wychodzimy z zupełnie innych założeń i oboje możemy mieć rację w jakiejś sytuacji. Taka "rozmowa" zniechęca i zamyka osobę w sobie, bo przecież dusza ludzka jest bardzo delikatna. Rozładowaniu rezerwy i niechęci sprzyja życzliwa postawa i starania wczucia się we wzajemne emocje i oczekiwania. Daje to podstawy do wyzwolenia się przychylnych emocji i chęci do szczerej rozmowy także u drugiej osoby.

Taki dialog słów i uczuć nasila się lub słabnie pod wpływem zachowań małżonków. I tu kolejna trudność porozumiewania się, jaką jest niezgodność tego co chcemy przekazać poprzez słowa z tym co przekazujemy poza słowami. Czyli, co innego mówimy, a co innego wskazują nasze oczy, mimika twarzy czy ręce. Ta swoista "mowa ciała" może zrodzić podejrzenie, uprzedzenie, wpłynąć niekorzystnie na harmonię i podważyć dobrą stronę słów, ale też i odwrotnie, może wzmocnić ich wartość czy wzbudzić zaufanie. Nieraz nie mamy świadomości takiej sytuacji, albo nie wiemy jak temu zaradzić. A sprawa jest "prosta" - należy być wobec siebie szczerym, a ciało samo to ukaże. Oczywiście nie mam tu na myśli okrutnej, bezwzględnej "szczerości", która nie ma nic wspólnego z miłością.

Niekiedy w rozmowach używamy ogólników, typu: "Ty zawsze taki jesteś...", "Ty nigdy tego nie robisz...". To mocno dotyka tego, do kogo się odnosi, tym bardziej, że gdy choć raz zdarzyło się inaczej, to już takie stwierdzenie nie jest prawdziwe. Utrudnieniem dobrej rozmowy jest też nieodpowiedni dobór słów, które są albo mało precyzyjne i każdy rozumie je po swojemu, albo "nieparlamentarne" i najzwyczajniej w świecie obrażają.

W życiu małżonków są sytuacje, gdy dzieje się coś złego i chcemy to wyjaśnić. W związku z tym dobrze byłoby mówić jak z tego powodu czujemy się i wyrażać swoje emocje bez atakowania charakteru drugiej strony. Jest to nieraz trudny problem powstrzymania nawałnicy gwałtownych uczuć, jednak bez tego możemy zamknąć sobie drogi porozumienia się. Zupełnie inaczej potoczy się rozmowa, gdy będziemy mówić: "Ja tak to odbieram...", "Ja tak to czuję..." i podkreślać, że coś tylko: "Wydaje mi się...", gdyż taka jest prawda w większości wypadków, gdy pewne sprawy wyjaśnimy.

W przypadkach ewidentnego, nieodpowiedniego postępowania drugiej osoby, gdy chcemy na coś zwrócić uwagę, to podczas jednej rozmowy "załatwiamy" tylko jeden problem i stosujemy przekaz wielostronny. Najpierw dobrze jest podkreślić dostrzegane u współmałżonka dobro - to co on w sobie ma i co robi dla rodziny, a potem powiedzieć (a może wręcz poprosić?!), aby nad tą jedną rzeczą spróbował popracować, by zmienić ją w sobie. W zamian należy zaoferować to, co on chciałby, abyśmy my w sobie zmienili. Taka "transakcja wiązana" przynosi często wielki sukces. Ale! Zanim to nastąpi może jeszcze nie raz być powrót do tego "złego", a wtedy należy uzbroić się w cierpliwość i z pasją odkrywać rzeczy dobre. Okazywanie zadowolenia z najmniejszych postępów i pozytywów, nagradzanie i dodawanie sił, to najlepszy sposób na nowy styl.

Poważną przeszkodą w dobrym porozumiewaniu się jest swoista "niemożność" dokonywania jakichkolwiek zmian, pomimo świadomości swego złego zachowania. Może występować u jednej lub u obu stron postawa: "Nie ustąpię ze swego, bo taki już jestem...", albo napędzanie się emocjami: "Najważniejsze jest to, czego ja pragnę w tej chwili...". Sami wiemy jak często takie okoliczności pojawiają się w każdym z nas. O takich małżeńskich bataliach dużo wiemy także i my - mój mąż i ja.

Porozumienie następuje wtedy, gdy choćby częściowo spełniane są warunki rozmów, w których nie ma zmuszania do nich, jest atmosfera bez gniewu i żalu, rozmawia się we właściwym miejscu, bez świadków i bez pośpiechu. Daje to klimat zaufania i nie budzi lęku o wykorzystanie takiej rozmowy na udowodnienie winy, czy ocenę osoby i jej zachowania.

Porozumienie jest dobre również, gdy zaspokajana jest nasza potrzeba wysłuchania siebie nawzajem z jednakową uwagą i gdy dajemy sobie mniej więcej równy czas na wzajemną wypowiedź. Do anegdotycznych obrazków należy sytuacja, kiedy żona mówi i mówi, a mąż znad gazety pomrukuje "Tak kochanie, tak kochanie..." Zapewne ona wtedy: "Przestań już mówić tak kochanie, bo skończyłam ci się zwierzać 10 min. temu."

Pomocą w rozmowach może być wprowadzenie określonego terminu na takie "bycie ze sobą". Wymaga to i zarezerwowania czasu, np. raz w tygodniu i należytego przygotowania się do tego. Rozmowy mają służyć nie tylko do załatwienia narosłych problemów, ale też do zauważenia i docenienia w sobie nawzajem dobra. Na czas takiego "dialogu", dobrym doświadczeniem mojego małżeństwa jest wychodzenie z domu - na spacer czy wyjazd w "nasze" miejsce. Zmiana otoczenia powoduje, że nie tylko odrywamy się od codzienności domowej, ale poświęcamy czas i uwagę tylko sobie. Czujemy się przy tym odświętnie i bardziej uważamy na to co i jak mówimy. Wprowadzenie takiej innowacji może z różnych powodów nie być łatwe, jednak warto o to zawalczyć, gdyż wysiłek włożony w takie bycie tylko dla siebie i dogadywanie się przynosi naprawdę efekty.

Te dobre rozmowy mają nam coś o sobie mówić, mają wyrażać nasze niepokoje, mamy czegoś nowego dowiadywać się i przez to stawać się sobie bliżsi. Jedność małżeńską tworzymy głównie wtedy, gdy ujawniamy swoją słabość i tym samym okazujemy zaufanie drugiej osobie. Czujemy się przez to lepiej, bo i emocjonalnie odreagowujemy i dowiadujemy się, że ta druga strona tak naprawdę nie chciała nas zranić, czy zrobić na złość. A to wyzwala wzajemną bliskość, serdeczność i gotowość niesienia pomocy.

"Dialog małżeński" to nie tylko zwykła rozmowa, ale porozumienie, wyjście na spotkanie, dogadanie się, nawiązanie kontaktu, ubogacenie się poprzez przepływ informacji, uczuć i przemyśleń. Służy budowaniu jedności i komunii w małżeństwie, ale wymaga okazania szacunku dla drugiej osoby, zrozumienia jej poglądów, przekonania o dobrej woli, uznania za partnera z własną indywidualnością, wolnego i równego sobie. I dopiero wtedy można dojść do uzyskania autentycznego i satysfakcjonującego nas porozumienia.

W następnej części o rozwiązywaniu konfliktów w małżeństwie.

Krystyna Kucerow