lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
MARZEC 2007
nr 3/2007

Głębia przyzywa głębię

"Głębia przyzywa głębię hukiem wodospadów" (Ps 42,8) - głębia naszej nędzy i słabości przyzywa głębię Miłosierdzia Bożego. Głębia naszego wnętrza przyzywa głębię Boga.

Jak to jest, że im większa głębia, przepaść nędzy i słabości w człowieku, tym bardziej przyciąga Boga, tym bardziej Bóg chce przygarnąć do siebie taką osobę. Im większa bezradność wobec zła i słabości w sobie, tym intensywniejsze pochylenie się Stwórcy nad człowiekiem. Jak stwierdza to św. Paweł: "Gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska" (Rz 5,20).

Gdy o tym myślę, to wyobrażam sobie dwie osoby. Jedną dorosłą, pięknie ubraną, pewną siebie, której wszystko się udaje, a drugą: dziecko - bezradne, płaczące, w podartym ubraniu, szukające wzrokiem pomocy. Do której z tych osób pobiegnę i pochylę się, by pomóc? Oczywiście do tego dziecka, bo ono wzbudza moją litość. Chciałabym otoczyć je miłością i czułością. Natomiast zaradność tamtej dorosłej osoby raczej odstrasza mnie i zniechęca, raczej do niczego nie jestem jej potrzebna. To wyobrażenie pomaga mi bardziej zrozumieć, dlaczego Bóg pochyla się raczej nad słabym dzieckiem we mnie, natomiast momenty, gdy chcę sobie sama poradzić i udaję dorosłą, silną, lepszą od innych rodzą dystans między mną a Nim. On przychodzi wtedy, gdy jestem w dolinie, bezradna, gdy dotkliwie odczuwam jak bardzo Go potrzebuję. Po co więc się wspinać na szczyty zadowolenia z siebie, szczyty popularności i podobania się ludziom, szczyty sukcesów, kiedy Bóg czeka na mnie w dolinach odkrywania i akceptacji tego, jaką jestem, uznania swojej małości, w dolinach moich zranień.

Błogosławiona Elżbieta od Trójcy Świętej pisała: "Moja nędza nie przytłacza mnie. Przeciwnie! Pomaga mi w drodze do Boga, gdyż myślę, że dlatego właśnie On mnie tak bardzo umiłował i tak obdarzył, że jestem taka słaba!". Tego samego także doświadczała św. Teresa od Dzieciątka Jezus. Modliła się: "Co to szkodzi, Jezu drogi, jeżeli upadam co chwila, widzę wtedy słabość moją, a to dla mnie wielki zysk. Ty Jezu, widzisz wówczas, jak słaba jestem i nic nie potrafię uczynić, a wtedy tym skłonniejszy jesteś, by nieść mnie w swoich ramionach".

Skoro Bóg schodzi do naszych głębin, to tam powinniśmy Go szukać. Szukać Go w głębi siebie. Wejść w swoje wnętrze. Tak często żyjemy na powierzchni zajęci tysiącem różnych spraw. Nawet wtedy gdy klękamy do modlitwy przez głowę przewalają nam się różnorodne wydarzenia i myśli związane z pracą, osobami z którymi się spotykamy, sytuacjami wywołującymi nasze emocje. Myślimy o tym, co już udało nam się dziś zrobić, a co jeszcze zostało do wykonania itd. Itd. I tak nawet nie wiemy, kiedy skończy się czas naszej modlitwy i uświadamiamy sobie, że przecież nie spotkaliśmy Jezusa, że Jego obecność gdzieś nam umknęła. Nie wiemy, co On nam chciał nam powiedzieć, bo nawet nie zapytaliśmy Go o to.

Aby złapać kontakt osobisty z Bogiem, trzeba spróbować zejść w głębię swojego wnętrza, gdzie On przebywa. W Liście do Koryntian czytamy: "Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was?" (1 Kor 2,10). Natomiast bł. Elżbieta od Trójcy Świętej zwierza się: "Jak dobroczynne jest to poczucie Bożej obecności w nas, w najgłębszej, najbardziej ukrytej świątyni naszego serca. Tam chcę Go zawsze szukać. Nie pozostawiajmy Go nigdy samotnym".

Nadszedł czas Wielkiego Postu i rekolekcji w naszych parafiach. Spróbujmy wykorzystać ten czas, szczególnie rekolekcji, aby wyciszyć się i spróbować wejść w głębiny naszego serca, szukać obecnego tam Boga, wsłuchiwać się w Jego głos.

s. Estera Rudź, ZSJM