lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
LUTY 2007
nr 2/2007

Ormianie = Chrześcijanie

Mardin, prowincjonalne miasto tureckiej Anatolii, było niegdyś ważną twierdzą w systemie obronnym Imperium Bizantyjskiego. Obecnie jest przede wszystkim atrakcją turystyczną. Swoją fortunę zawdzięcza malowniczemu położeniu na stoku góry, która niczym cypel wcina się w bezkresną nizinę mezopotamską. Stąd już tylko dwa kroki do starożytnych klasztorów syryjskich Der Szafran i Mar Gabriel, a jeśli komuś byłoby jeszcze za mało, może sobie urządzić wycieczkę nad rzekę Eufrat.

Turcja jest państwem prawie w całości muzułmańskim i społeczność Mardin nie odbiega pod tym względem od krajowych standardów. Miejscowa wspólnota chrześcijańska złożona głównie z syro-ortodoksów oraz ormian apostolskich (gregoriańskich), nie przekracza obecnie 200 osób na ogólną liczbę 70 tysięcy mieszkańców. Jednak niespełna 100 lat temu żyło w Mardin kilkanaście tysięcy chrześcijan. Dlatego wieże kościołów są tutaj liczniejsze niż minarety.

Sięgając jeszcze głębiej w historię doszlibyśmy do biblijnego patriarchy Abrahama, który z pobliskiej Urfy wyruszył do Ziemi Obiecanej. Później, zrodzony w Jerozolimie Kościół, właśnie w tych stronach przeżywał swoje dzieciństwo oraz wiek młodzieńczy. Tutaj powstawały wspaniałe dzieła teologiczne, kwitło życie monastyczne, działali wybitni biskupi i pisarze kościelni ze św. Efremem na czele. Tutaj wspólnoty nestorian, jakobitów i ormian apostolskich wracały do jedności z papieżem. Świadczą o tym zachowane kościoły, rezydencje patriarchów i biskupów, budynki po seminariach i szkołach, bo kamień w przeciwieństwie do człowieka ostał się próbie czasu.

W tych wystawnych budowlach z żółto-pomarańczowego piaskowca tkwi niemy dramat. Ludzie niechętnie mówią o przeszłości. Kiedy jednak kapłanowi-turyście uda się otrzymać pozwolenie na odprawienie Mszy Świętej w jednym z kościołów, zamkniętych z reguły na kłódkę, zbiegają się niespodziewanie ze wszystkich stron. Liturgiczne śpiewy na wibrującą orientalną nutę mieszają się wówczas z głośnym szlochem.

Żeby zrozumieć to zachowanie należy cofnąć się do okresu I wojny światowej. Podczas tego konfliktu, Turcja znalazła się w koalicji walczącej przeciwko Anglii, Francji i Rosji. Te trzy kraje były od wieków protektorami chrześcijan na Bliskim Wschodzie, dlatego obawiano się, że prawosławni, katolicy i protestanci będą pełnili podczas wojny rolę "piątej kolumny". Był jeszcze jeden aspekt, może nawet ważniejszy. Ruch "Młodych Turków" postanowił przekształcić Imperium Ottomańskie w jednolite narodowościowo i etnicznie państwo. Przeszkadzali w tym chrześcijanie, stanowiący 20% mieszkańców kraju. Postanowiono więc ich wyeliminować.

Na ormiańskim arcybiskupstwie w Mardin zasiadał wówczas Ignacy Maloyan. Pomimo zaledwie 46 roku życia, miał już bogate doświadczenie duszpasterskie zdobyte na placówce w Aleksandrii Egipskiej, a także w samym Mardin, skąd pochodził. Za lojalność wobec Sułtana otrzymał wysokie odznaczenie, ale nowe władze widziały w nim wroga. Arcybiskup zdawał sobie z tego sprawę. 1 maja 1915 roku policjanci dokonali w jego rezydencji rewizji, szukając broni. Fałszywe oskarżenia w tej sprawie złożył młody chrześcijanin, którego potem zamordowano. Ponieważ policjanci niczego nie znaleźli, zniszczyli ze złości archiwum i bibliotekę. To był pierwszy niepokojący sygnał. Arcybiskup poinformował o tym duchowieństwo i świeckich, poczym zwrócił się do nich następującymi słowami: "Zachęcam was w pierwszym rzędzie abyście umacniali swoją wiarę, budując ją na skale jaką jest Piotr (to znaczy Papież). Miejcie nadzieję w krzyżu Chrystusa. Może będziemy musieli przelać naszą krew. Niech spełnią się zamiary Boże, nawet jeśli miałaby nas dotknąć deportacja lub męczeństwo. Pragnę jedynie byście brali ze mnie przykład i pozostali wierni nakazom Stolicy Apostolskiej. Powierzam was najdrożsi opiece Boga Najwyższego, abyście potrafili znieść odważnie tę próbę, aż do przelania krwi".

3 czerwca, dokładnie na Boże Ciało, kiedy procesja z Najświętszym Sakramentem, przemierzała wąskie uliczki Mardin, żołnierze tureccy oraz kurdyjscy bojówkarze otaczają ze wszystkich stron miasto. Następują aresztowania chrześcijan, poczynając od arcybiskupa Maloyana. Komisarz policji Memduh Bey ponawia wobec niego zarzut posiadania broni. Arcybiskup zapewnia, że w rezydencji nigdy nie przechowywano żadnej broni. Deklaruje jednocześnie swoją lojalność wobec władz. Policjant żąda od arcybiskupa, aby złożył wyznanie wiary muzułmańskiej i w ten sposób przeszedł na Islam. Duchowny odmawia. Żołnierze karzą mu zdjąć buty, biją go po stopach metalowym prętem. Zrywają mu paznokcie u nóg. Torturują także pozostałych księży i wiernych ale nikt nie wyrzeka się wiary.

W nocy z 10 na 11 czerwca następuje deportacja. Kolumna aresztowanych, razem 417 osób, opuszcza Mardin. Przywiązani są jeden do drugiego; gruby sznur okręca ręce i szyje. Ludzie łapią z trudem powietrze, potykają się w panującym mroku, płaczą wystraszone dzieci, bo nawet ich nie oszczędzono. Na końcu kolumny, niczym w procesji, idą księża razem ze swoim arcybiskupem. Noc przechodzi w poranek. Budzi się nowy dzień: piątek - Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa. Ludzie są tak wycieńczeni, że strażnicy pozwalają na chwilę postoju. Wtedy księża udzielają im rozgrzeszenia. Arcybiskup Maloyan błogosławi chleb, wypowiada słowa konsekracji i rozdaje wszystkim, kawałek, po kawałeczku Ciało Chrystusa. Potem udziela błogosławieństwa.

Przed wyruszeniem w dalszą drogę komisarz policji czyta wyrok: "Władza imperialna była dla was zawsze dobra, nie żałowała wam niczego, byliście traktowani na równi z innymi. Pomimo tego okazaliście się zdrajcami ojczyzny. Za godzinę umrzecie, ale macie jeszcze szansę, jeżeli zostaniecie muzułmanami, darujemy wam życie".

Zapanowała głęboka cisza. Po chwili przerwał ją zdecydowany głos arcybiskupa.

"- Macie rację, że jesteśmy w waszych rękach. Jeżeli chodzi o naszą odpowiedź, to oświadczam, że postanowiliśmy umrzeć za Chrystusa.

- Za Chrystusa - powtórzyli pozostali więźniowie.

- Nigdy nie byliśmy i nie będziemy zdrajcami naszej ottomańskiej ojczyzny - kontynuował arcybiskup. - Nie jesteśmy zdrajcami, ale nigdy nie zaprzemy się naszej wiary chrześcijańskiej.

- Nigdy - powtórzyło 416 współtowarzyszy.

- Przyjmiemy śmierć, ale umrzemy za naszego Pana Jezusa Chrystusa - zawołał jeszcze podniesionym głosem arcybiskup.

- Za Chrystusa" - powtórzyli pozostali.

Jeden ze świeckich, Rakallah Murcho, zawołał do strażników. "- Zabijcie mnie najlepiej teraz, po co jeszcze czekać. Zobaczycie jak umierają chrześcijanie".

Chwilę później oprawcy dzielą kolumnę na trzy grupy. Pierwsza zostanie wymordowana w grotach Cheikan, druga w miejscowości Kalaa, trzecia w górskiej kotlinie.

Arcybiskup Maloyan pozostał sam. Zgodnie z imperialnym protokołem żołnierze dali mu wierzchowca i teraz jadą razem w stronę miejscowości Kara-Keupru.

"- Gdzie są moje dzieci ? - pyta arcybiskup. - Wkrótce ich zabijemy - odpowiada policjant. Duchowny jeszcze raz otrzymuje propozycję. - Jeśli wyrzekniesz się wiary chrześcijańskiej, jeśli przejdziesz na Islam, będziesz wolny". Kategorycznie odmawia. Policjant przykłada mu do głowy lufę karabinu i przyciska na spust. 7 października 2001 roku Jan Paweł II ogłosi go błogosławionym męczennikiem za wiarę, choć turecki lekarz wojskowy napisał w dokumentach, że zmarł na zawał serca.

Równie tragiczny był los innych duchownych, sióstr zakonnych i świeckich. Już 18 września tego samego roku zginął biskup Andrzej Czelebian, stojący na czele diecezji Diyarbakir. Zakopano go po szyję w ziemi, tak że wystawała tylko prawa dłoń. Następnie spędzono w to miejsce wiernych i kazano biskupowi ich pobłogosławić. Na tym się nie skończyło. Oprawcy długo jeszcze szarpali go za brodę, kopali w twarz, a kiedy zmęczyli się makabryczną zabawą ukamienowali biskupa.

Na skutek eksterminacji chrześcijan przestało istnieć czternaście diecezji ormiańsko-katolickich. Pozostała tylko jedna, konstantynopolitańska (stambulska), która obejmuje całą Turcję. Do 1928 r. stał na jej czele patriarcha ormiańsko-katolicki lecz w nowej sytuacji, Stolica Apostolska postanowiła przenieść jego siedzibę do Libanu. Proporcjonalnie do swej wielkości, jeszcze poważniejsze straty poniósł ormiański Kościół apostolski. Jego patriarcha pozostał do dzisiaj w mieście nad Bosforem. W sumie wymordowano około 1,5 miliona Ormian, do których należy doliczyć dziesiątki tysięcy przedstawicieli innych Kościołów chrześcijańskich. 26 września 2001 roku, podczas wizyty apostolskiej w Armenii, Papież Jan Paweł II odmówił wstrząsającą modlitwę:

"Sędzio żywych i umarłych, zmiłuj się nad nami! Panie wysłuchaj skargi, która płynie z tego miejsca; wysłuchaj błagania umarłych z otchłani Metz Zaghern, krzyku niewinnej krwi, wołającej ku Tobie jak krew Abla, jak Rachel, co opłakuje swych synów, bo już ich nie ma. Wysłuchaj Panie głosu Biskupa Rzymu, w którym rozbrzmiewa echo błagalnej modlitwy, jaką zanosił do Ciebie jego poprzednik Benedykt XV, gdy w roku 1915 wystąpił w obronie 'narodu ormiańskiego pogrążonego w rozpaczy i zepchniętego na krawędź zagłady'..."

W 1998 roku wyszła w Stambule książka o historii i teraźniejszości ormian katolickich w Turcji: L’Eglise Armenienne catholique en Turqui. Jej autor, arcybiskup Hovhannes Czolakian, wspomina biskupów Maloyana i Czelebiana, a także innych hierarchów zamordowanych na początku XX wieku. Ogranicza się jednak tylko do podania daty ich śmierci. Już na pierwszy rzut oka widać, że na 14 biskupów, 11 zakończyło swe życie w latach 1915-1923. Po za tym ani słowa więcej. Eksterminacja Ormian jest bowiem w Turcji tematem tabu. Jeśli ktoś o tym nie pamięta, musi się liczyć z poważnymi sankcjami przewidzianymi w artykule 301 kodeksu karnego. Dotyczy on obrony godności kraju i uczuć narodowych, co w gruncie rzeczy znajdziemy także w naszym prawie. Jednak w Polsce nie wsadza się nikogo do więzienia za mówienie o ciemnych stronach naszej historii. W perspektywie przyjęcia Turcji do Unii Europejskiej Bruksela zażądała od władz w Ankarze usunięcia wspomnianej normy. Oczekuje zarazem oficjalnego przyznania się do ludobójstwa Ormian. Na razie nie ma pozytywnego odzewu.

Ludobójstwo Ormian zostało uznane przez parlamenty wielu krajów, między innymi Rosji, Kanady, czy Francji. Ta ostatnia uchwaliła 12 października 2006 roku ustawę przewidującą kary dla tych, którzy je negują. "Ludobójstwo myślenia", oburzała się na drugi dzień popularna turecka gazeta Hurriyet. Jeszcze dalej poszedł przewodniczący konfederacji handlu i rzemiosła Dervis Gunday, sugerując handlowcom aby usunęli ze sprzedaży francuskie produkty.

Co na to chrześcijanie ? Przede wszystkich śledzą sygnały wysyłane przez władze i interpretują je po swojemu. Najlepszym tego przykładem jest ostatnia wizyta w Turcji papieża Benedykta XVI. W liturgiach papieskich wzięło udział sporo miejscowych chrześcijan. Miało być ich znacznie więcej. Kiedy jednak spotkanie premiera Erdogana z papieżem stanęło pod znakiem zapytania, część ludzi na wszelki wypadek się wycofała.

W Turcji żyje około 3500 ormian katolickich, głównie w Stambule i Ankarze. W Mardin mieszka zaledwie kilka rodzin, dlatego ksiądz przyjeżdża tutaj ze Mszą Świętą raz w miesiącu. Dawna katedra arcybiskupa Maloyana znajduje się na co dzień pod opieką świeckich. To zresztą reguła w Turcji, przynajmniej z formalnego punktu widzenia. Wszystkie instytucje kościelne oraz ich dobra zarządzane są przez rady administracyjne wybierane spośród świeckich na okres czterech lat. Wybór musi być następnie zatwierdzony przez władze państwowe. Duchowni, łącznie z biskupem, są tylko funkcjonariuszami i nie mogą interweniować w decyzje rady. Dużo więc zależy od tego jak ułożą się wzajemne relacje.

Arcybiskup Czolakian pyta się na łamach L’Osservatore Romano z 23 listopada 2006 roku: "Jaka będzie przyszłość katolickiego Kościoła ormiańskiego w Turcji?" I zaraz odpowiada: "To uciążliwe pytanie, które niepokoi Pasterza i jego duchowieństwo. Liczba zgonów przewyższa u nas ilość chrztów oraz nowo zawieranych związków małżeńskich. Brakuje powołań kapłańskich i zakonnych. Pojawiają się różne problemy związane z posługą duszpasterską. Martwimy się z tego powodu lecz nie tracimy nadziei. Pomimo wszystko trzymamy z wiarą straż, wypełniając gorliwie naszą posługę dla tej części Kościoła, którą powierzył nam Chrystus. Nie sposób przewidzieć planów Bożej Opatrzności. Może przygotowuje Ona przyszłość bardziej radosną i pełną otuchy niż potrafimy sobie wyobrazić. To jest życzenie, które rodzi się w najgłębszych zakątkach naszego serca. Oby Bóg Wszechmogący zechciał je wysłuchać".

K. N.