lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
LISTOPAD 2006
nr 11/2006

Ostatni wysiłek miłosierdzia

Listopad skłania nasze myśli do większej zadumy nad przemijaniem naszego ziemskiego życia, do zadumy nad wiecznością. Myślimy więcej o naszych Zmarłych. Ta nasza zaduma przesiąknięta jest atmosferą tajemniczości, a czasem lęku. Boimy się samego momentu śmierci, bo będzie on oznaczał koniec tego, co dla nas bliskie, znajome, ale też boimy się tego, co dalej, bo nieznane, bo jeszcze nikt stamtąd nie nakręcił filmu i nie przesłał nam, byśmy się oswoili z tamtą rzeczywistością.

Ale czy naprawdę musimy się lękać? Jezus pyta: Czemuż się lękasz, dziecię moje, Boga miłosierdzia? (Dz. 14485). Bo przecież tamta rzeczywistość, to nieznane, czyli wieczność, czyli niebo - to On. Najlepiej rozumieli to Święci. Całe ich życie było biegiem ku Niebu, wszystko było podporządkowane tej jednej wielkiej tęsknocie. Święta s. Faustyna tak wyraziła to, co działo się w jej sercu:

Z tęsknotą patrzę w niebo gwiaździste,

W szafir niezgłębionych firmamentów.

Tam do Ciebie, Boże, rwie się serce czyste

I pragnę się wyzwolić z cielesnych pętów.

Z tęsknotą wielką patrzę na ciebie,

ojczyzno moja,

Kiedyż się skończy to moje wygnanie -

Tak woła do Ciebie, Jezu, oblubienica Twoja,

Która z tęsknoty za Tobą przechodzi konanie.

Z tęsknotą patrzę na świętych ślady,

Którzy przeszli przez puszczę tę do ojczyzny,

Zostawili mi przykład cnoty i swe rady

I mówią mi - cierpliwości, siostro,

już niedługo spadną więzy.

Lecz dusza stęskniona nie słyszy tych słów,

Ona pragnie gwałtownie swego boga i Pana

I nie rozumie ludzkich mów,

Bo w Nim samym jest rozmiłowana [...]

(Dz. 1304)

Im człowiek bliżej jest Boga tu na ziemi, tym bardziej tęskni za Niebem. Śmierć przestaje być straszna, a zaczyna oznaczać początek nowego, pięknego życia. Zaczyna oznaczać spotkanie twarzą w twarz z Tym, którego teraz doświadcza poprzez wiarę. I wtedy nawet przy zwykłych życzeniach na urodziny: "Żyj sto lat!", chciałoby się zakrzyknąć: "Nie! Czego wy mi życzycie? Sto lat? A przecież ja chcę już teraz. Moja ojczyzna jest w niebie". Ale okrzyk powstrzymuje inna racja: "Nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie" (Łk 22, 42).

Tak, ale właściwie to miałam pisać o Miłosierdziu. A gdzie w tym wszystkim jest Miłosierdzie? - Przecież On to Miłosierdzie. A ja nie zasługuję na Niebo, ono mi się nie należy. Znaleźć się mogę w nim jedynie z Miłosierdzia Bożego. A gdy jednak trafię do czyśćca? To gdzie tam znajdę Miłosierdzie, przecież tam, to jedynie cierpienie? - Ksiądz Sopoćko napisał: "Czyściec to ostatni wysiłek miłosierdzia: na nim widnieje napis Miłosierdzie Boże" (Rekolekcje, s. 20).

Co tu dużo mówić, przecież mogło być albo - albo, albo owca - albo kozioł (por. Mt 25, 31-46), albo niebo - albo piekło. A Bóg walczy o każdego człowieka do ostatniej chwili jego ziemskiego życia, i później daje jeszcze ratunek, daje swój "ostatni wysiłek miłosierdzia".

Dziękujmy Bogu za Jego wielkie Miłosierdzie i nie zapominajmy o modlitwie za naszych zmarłych, gdyż niektórzy z nich może jeszcze nie dotarli do niebieskiej ojczyzny.

s. Estera Rudź, ZSJM