lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
PAŹDZIERNIK 2006
nr 10/2006

Owocem Ducha Świętego jest pokój

Pokój jest dopełnieniem radości, o której pisaliśmy w poprzednim numerze "W Służbie Miłosierdzia". Pokój pochodzący od Pana Boga jest balsamem uspokajającym wewnętrzne człowieka. Napełnieni owym pokojem i w mocy tego pokoju czujemy się bezpieczni wśród otaczającego nas świata pełnego różnych nieszczęść, pokus, knowań i niepewności co do przyszłego życia.

W naszej codzienności możemy usłyszeć: daj mi święty spokój. Prośbę tę kierujemy najczęściej do naszych bliskich, znajomych, aby przestali mówić i dali nam chwilę wytchnienia. Jednak okazuje się, że to najczęściej nie załatwia sprawy. Może trochę ją oddala, ale myśli dotyczące naszych problemów szybko wracają. Kiedy patrzy się na ludzi, na ich zabieganie, na nieustanną troskę nie tylko o dzień jutrzejszy, ale o jeszcze kilka lat naprzód, na ich walkę o lepsze życie, o więcej przedmiotów, dostrzega się w nich niepokój i chaos. Coraz prędzej i prędzej przed siebie, a tak naprawdę nie wiadomo dokąd i nie wiadomo po co. Mówią sobie: żeby mieć wreszcie święty spokój, to dla świętego spokoju. Święty spokój staje się jakimś idealnym celem, ku któremu się dąży, ale którego się nie osiąga. Bo tak naprawdę nie ma czegoś takiego, jak święty spokój, taki spokój, gdzie wszystkie sprawy dokonują się same, a inni zostawiają mnie w spokoju. Może więc lepiej powiedzieć: daj mi pokój, może być też święty. Może najlepiej zwrócić się z tą prośbą nie do człowieka, ale do Jezusa, który jest prawdziwym dawcą pokoju. Tylko Pan Bóg może obdarzyć człowieka prawdziwym pokojem, a to jest coś znacznie więcej niż spokój, którego czasami oczekujemy.

Tak się dzieje w moim życiu, że od wielu lat jestem zaangażowany w wiele spraw. Zawsze na pierwszym miejscu stawiam sprawy związane bezpośrednio z Panem Bogiem: codzienna wspólna modlitwa rodzinna rano i wieczorem, Eucharystia częściej niż raz w tygodniu, udział w spotkaniach modlitewnych Odnowy w Duchu Świętym, prowadzenie grupy Adoracji Najświętszego Sakramentu, odpowiedzialność za Formację Rodzin w Odnowie (z żoną), co pół roku organizacja i uczestnictwo w Rekolekcjach Rodzinnych. W rodzinie: czas codzienny dla żony (rozmowy i spacery), rozmowy z dziećmi (najczęściej przy stole około jednej godziny dziennie, sprawdzanie zeszytów, wszystkie remonty w domu, zajmowanie się ogródkiem. Przewodniczę od kilku lat Stowarzyszeniu Odnowa Rodzin. Organizujemy różne spotkania rodzinne: pikniki, kuligi, rajdy piesze, rowerowe i inne. Kolejne codzienne zaangażowanie to normalna praca zawodowa. Ponadto piszę artykuły o tematyce duchowej, społecznej oraz artykuły naukowe. Od czterech lat piszę rozprawę doktorską, którą niebawem będę bronił. Przygotowuję się do egzaminów, uczę się języka angielskiego (ostatnio 5 godz. tygodniowo). Bardzo lubię i czynnie uprawiam w ciągu roku różne sporty: jazda rowerem, siatkówka, windsurfing, tenis, narty, żeglarstwo. Jeszcze wiele zaangażowań nie wymieniłem, ale i tak widzimy, że jest ich sporo. Jak to wszystko pogodzić i nie zwariować, nie przeciążyć się? Do tego dochodzą zarzuty, oskarżenia i pomówienia, krytyka innych, którzy niewiele, albo nic nie robią dla innych, a w moim działaniu upatrują potknięć, błędów, oraz przypisują mi, że robię te działania, szczególnie społeczne i polityczne, dla jakiejś tam kariery. Jak w tym wszystkim nie zwariować? Moja odpowiedź jest tylko jedna: pokój serca. Od lat modlę się codziennie, aby Pan Bóg obdarzył mnie pokojem serca i pozwolił pełnić Wolę Ojca, który jest w Niebie (tu modlę się o dar mądrości). Dlatego bynajmniej nie jest moją zasługą, że mogę skutecznie angażować się w życie duchowe, rodzinne, społeczne, polityczne, a ostatnio naukowe. Nie czuję się też przeciążony, zagubiony. Wiem, że jest to dar, łaska Pana Boga, za którą jestem Mu bardzo wdzięczny. Ta siła spokoju, którą czasami zauważają we mnie inni, to siła Bożego pokoju, na który staram się codziennie otwierać.

Jestem przekonany, że ci którzy zaufali Bogu, którzy otworzyli się na powiew Jego Ducha, doświadczą owego daru pokoju. Wtedy stajemy się jakby głębokim oceanem. Na powierzchni mogą szaleć burze i nawałnice, fale mogą sięgać nieba, ale głębia jest spokojna i ani głód, ani niebezpieczeństwo, ani śmierć, ani niepowodzenia, ani prześladowania, ani cierpienia jej nie porusza. Takich ludzi można rozpoznać w tłumie, bo mają w sobie coś, co do nich przyciąga, właśnie ów pokój; nie szarpią się z życiem, są szczęśliwi, są Synami Bożymi, pełnymi radości i dostojeństwa zarazem. I przeciwnie, często patrząc na tych którzy na siłę szukają szczęścia, którzy wchodzą w świat hałasu, alkoholu, papierosów i "towarzystwa", dostrzega się ich ukryte nieszczęście, mimo, iż uśmiech maja przyklejony do twarzy, dostrzega się ich duchową małość, która jest, a która wcale nie musi być. Jest w nich jakieś nie poukładanie, które ich męczy i sprawia im ból, często tak trudny do wytrzymania. I szukają spokoju, ale go nie znajdują. Bo niespokojne jest serce nasze, dopóki nie spocznie w Tobie (Wyznania Świętego Augustyna I 1).

Pełnię Bożego pokoju możemy odczuwać wówczas, gdy w naszych sercach zamiera nasze własne ja, a zaczyna w nich żyć Jezus. Wtedy też pokój określa właściwy stosunek człowieka do człowieka. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój. A wprowadzać pokój w życie codzienne to przede wszystkim: czynić nasze życie prostym i prawym, łagodzić sytuacje "ostre", nieprzyjemne i konfliktowe.

Pokój, który jest darem Bożym i owocem życia w Duchu Świętym może otrzymać każdy kto tego zechce, jeśli tylko zaufa Bogu i się na Niego otworzy. Jezus mówi: pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję (J 14, 27). Ci którzy otwierają się na Boga, którzy traktują Go poważnie, spotykają się z Nim codziennie żyją w świecie bez walk, bez szarpaniny wewnętrznej. Tam też nie ma broni skierowanej przeciw sobie, czy przeciw innym, ale jest pokój. I ci, nie szukając odnajdują szczęście. Św. Paweł w Liście do Filipian powiedział: A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli Chrystusie Jezusie (Flp 4,7).

Módlmy się częściej aniżeli tylko w czasie Eucharystii: Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata obdarz nas pokojem.

Adam E. Szczepanowski