lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
PAŹDZIERNIK 2006
nr 10/2006

Podróż na Syberię

W 2005 roku ks. dr Andrzej Szewciw, Wikariusz Generalny Diecezji św. Józefa w Irkucku, zwrócił się do prezydenta Białegostoku Ryszarda Tura z prośbą, aby przyjął kilkanaścioro dzieci z polskiej wsi Wierszyna koło Irkucka na Syberii i zorganizował im kilkutygodniowy pobyt w Polsce. Prezydent chętnie się zgodził, a do współpracy zaprosił Akcję Katolicką i Caritas.

Dzieci wraz z opiekunką przebywały w Polsce trzy tygodnie latem 2005 roku. Poznawały historię, kulturę i wiarę swoich przodków. Zwiedzały Białystok, Częstochowę, Kraków, Warszawę oraz spędziły kilka dni nad morzem. Odjeżdżając zapraszały nas do siebie do Wierszyny. Nikt wówczas nie myślał, że kiedykolwiek do tego dojdzie. Przecież odległość wynosi ponad 7 tys. kilometrów i jest to wschodnia Syberia.

Wiosną 2006 r. prezydent miasta otrzymał zaproszenie od Wikariusza Generalnego, jednocześnie proboszcza trzech parafii (w Irkucku, Sljudiance i Wierszynie) do odwiedzenia diecezji irkuckiej i spotkania z Polakami w Wierszynie. Irkuck to największa terytorialnie diecezja świata, obejmująca 10 mln km2, a więc obszar trzydzieści razy większy od Polski.

Ostatecznie w sierpniu do Rosji pojechali Ryszard Zimnoch - zastępca prezydenta miasta i Lucja Orzechowska - naczelnik Wydziału Edukacji i Sportu Urzędu Miejskiego. Zabraliśmy ze sobą specjalny dar przygotowany przez prezydenta, dar od mieszkańców naszego miasta - kielich z pateną dla parafii św. Stanisława w Wierszynie.

Lecieliśmy "słynnym" TU-154. Podczas startu z lotniska w Warszawie żegnamy się, a nasza sąsiadka patrzy na nas i zaczyna pocieszać: "wszystko będzie dobrze". Chyba myślała, że czynimy jakieś zaklęcia.

Planowany czas przelotu to około 7 godzin. Po dwóch godzinach lotu z Warszawy do Moskwy poznajemy rosyjskie porządki - siedem godzin czekamy na lotnisku Szeremietiewo. Dlaczego - nikt nie wie. Wylot o drugiej nad ranem, wcześniej - szczegółowa kontrola: trzeba zdjąć pasek od spodni, marynarkę, buty. Na szczęście nikt nie pytał o kielich. Po wylądowaniu na lotnisku w Irkucku spotkaliśmy się z księdzem Szewciwem i jeszcze dwoma księżmi z Polski - Piotrem i Markiem, którzy, jak się okazało, byli naszymi towarzyszami podróży przez cały czas pobytu w Irkucku.

Irkuck to miasto sympatyczne i ciekawe. Niemało tu starej (z XIX i pierwszej połowy XX w.) drewnianej zabudowy z piękną ornamentyką. Przenosi ona do współczesności klimat dawnego miasta. To, co szpeci miasto, ma sowiecki rodowód. Stoi tu pomnik Lenina, ale również cara Aleksandra III i Kołczaka.

W starym centrum miasta na prawym brzegu rzeki Angary znajdują się trzy ocalałe świątynie - dwie cerkwie i kościół katolicki, tzw. polski, pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, zbudowany przez Polaków w 1881 roku. Władze niechętnie myślą o jego zwrocie (mieści się tu sala koncertowa). Natomiast ksiądz proboszcz dzierżawi za opłatą małe pomieszczenie, gdzie odprawia nabożeństwa.

Pierwsze miejsce, do którego zabrał nas ks. Andrzej, to okolice wsi Piwowaricha, gdzie w czasach stalinowskich rozstrzeliwano tzw. "wrogów ludu", m. in. z Wierszyny. Miejsce kaźni Rosjan, Polaków i przedstawicieli innych narodowości oznaczone jest skromnym pomnikiem i betonową ścianą ze zdjęciami zamordowanych i z przejmującym napisem: "za szto...?". Istnieją plany, aby to miejsce zniszczyć i zatrzeć ślady krwawej przeszłości. Dojazd jest tu bardzo utrudniony, a kilka miesięcy temu, kiedy ksiądz wieszał tam mały krzyżyk, pojawiła się milicja z bronią i próbowano mu w tym przeszkodzić. Rosjanie nadal nie mogą (nie chcą?) otwarcie zmierzyć się ze swoją historią. Niewątpliwie tym miejscem powinny zainteresować się nasze władze, bo to jest historia również naszych rodaków.

Przejeżdżaliśmy przez Kułduk na szlaku kolei transsyberyjskiej, gdzie w 1866 roku pracujący przy budowie drogi krugłobajkalskiej polscy zesłańcy zorganizowali powstanie, stłumione po pierwszym większym starciu. Rozproszeni daremnie starali się dostać przez góry do Mongolii.

Modliliśmy się również na cmentarzu położonym w malowniczej Dolinie Tunkińskiej, obok miejscowości Tunka. Tutaj władze carskie zgromadziły wszystkich księży katolickich zesłanych na Syberię Wschodnią za udział w powstaniu styczniowym. W 1869 roku było ich 145(?). Część z nich wróciła z zesłania, inni zmarli i zostali tam pochowani. Dzisiaj są jeszcze zarysy kilku grobów, ale obok są nowe pochówki i za jakiś czas "polski cmentarz" może zniknąć. Pilnie potrzebne są środki na wykonanie ogrodzenia.

Obecność Polaków na Syberii ma kilka kontekstów, najważniejszy to ten zesłańczy. Największy strumień zesłańców (ok. 20 tys.) dotarł za Ural po powstaniu styczniowym. Polacy byli pionierami w wielu dziedzinach syberyjskiego życia, przyczynili się do postępu cywilizacyjnego tych ziem.

Podobno co piąty mieszkaniec Syberii ma w sobie przynajmniej odrobinę polskiej krwi. W Arszanie podczas ulewnego deszczu schroniliśmy się wraz z innymi pod dach namiotu. W rozmowie okazało się, że spośród kilku osób dwie starsze panie z wnuczkiem miały przodków z Polski, jedna miała babcię z Poznania o nazwisku Pińska(?). Lecz wnuczek zapytany o stolicę Polski odpowiedział "...nie wiem".

Syberia jest tyglem narodowości, religii i wierzeń. Wydaje się, że dzisiaj dominuje bezideowość i zagubienie. Nowożeńcy po ślubie jadą składać kwiaty w różne miejsca, albo wiązać kolorowe wstążki na tzw. świętych drzewach (zwyczaj przejęty od Buriatów). Udający się w podróż przy tych samych drzewach wylewają odrobinę alkoholu (tzw. "bryzganie") lub rzucają drobne monety. Nasz kierowca z Wierszyny miał przy sobie "na wszelki wypadek", mały różaniec i pieniądze, które rzucił po drodze. Potrzeba Bożego błogosławieństwa i wielkiej pracy chrześcijan, aby zaczęło się to zmieniać.

Ryszard Szczepan Zimnoch