lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
PAŹDZIERNIK 2006
nr 10/2006

Świętości i "świętości"

Wiele się ostatnio w naszej Polsce kochanej dzieje. Pisać by o tym można było długo. Ja chciałbym się zatrzymać na pewnej burzy, która rozpętała się kilka tygodni temu. Szalona to była burza, oj szalona. A rozpętał się ów żywioł na skutek oskrobania politury z pomnika pewnego "świętego". Świętość owego świętego została uznana na znanej z powieści "Ferdydurke"gombrowiczowskiej zasadzie, że taki a taki wielkim...poetą, bohaterem, pisarzem, wzorem odwagi (niepotrzebne skreślić) był. Po prostu był i basta!!! Nikomu nie wolno tego podważać, ani nawet pod żadnym pozorem w to powątpiewać! Gdyby zaś jakiś zdegenerowany bluźnierca (żeby nie rzec: zapluty karzeł bluźnierstwa) w sposób odrażająco świętokradczy w jakichś papierach grzebał, i ośmielił się odkryć coś, co na "świętego święty pomnik" nikczemnie cień choćby cienia rzuciło, zaraz należny odpór by otrzymał. Wszystko, jak trzeba; listy otwarte odpowiednio sprofilowanych intelektualistów, tudzież gniewne reakcje "spontanicznej" młodzieży. (Tzw. klasa robotnicza w to się nie wtrąca, czasy już nie te). "Święty" to "święty"!!! Wszelkim bezczelnym poszukiwaczom prawdy mówimy twarde nie!!!

Tak to wygląda obrona "świętości". Tak wyglądała kilka tygodni temu, gdy o pewnym "świętym i niepokalanym" napisano, że negocjował z SB na temat odsunięcia twardych antykomunistów od współdecydowania o losach kraju. Ileż było oburzenia, ile zgorszenia, jak wysoki poziom zbulwersowania został ujawniony? Ciekawe, że ze zgrozy płonęły te środowiska, które w poprzednich latach zasłynęły z "odbrązowiania" polskich bohaterów narodowych (królów, hetmanów, powstańców), a także z "demitologizowania" dziejów Polski. Wtedy nie było dla tego towarzystwa żadnej świętości. Kiedy jednak sami postawili pomniki, kanonizowali własnych świętych, nakładali aureole, domagali się absolutnego szacunku dla siebie i swoich obiektów kultu.

Posunęli się nawet do postulatu ograniczenia dostępu do akt IPN-u dotyczących opozycji lat 80-tych. Krzyczą, żeby nie szargać etosu "Solidarności". Tymczasem etosowi "Solidarności" nic nie grozi. Czego więc boją się ci, którzy dzięki "Solidarności" stali się sławni?

ks. Marek Czech