lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
WRZESIEŃ 2006
nr 9/2006

Podwójne standardy

Wszyscy chyba znamy sienkiewiczowskiego Kalego, który dobro i zło definiował w kategoriach własnej korzyści. Literacki bohater myślał w kategoriach hodowli trzody chlewnej, której pozbawienie bliźniego uznawał za dobre, zaś przymusową utratę na rzecz bliźniego za coś złego. W czasach nam współczesnych tego typu rozumowaniem i wartościowaniem operują luminarze postępu i tolerancji czyli lewica.

Lewica jednoznacznie potępia i krytykuje wszystko, co się nie zgadza z jej światopoglądem, wybiela zaś to, co sama reprezentuje. Dotyczy to zarówno zjawisk historycznych jak też i ludzi. W Polsce np. ludzie postępu i tolerancji niczym diabeł święconej wody boją się lustracji. Jeśli jakieś brzydkie prawdy o lewicowo myślących wyjdą na światło dzienne, zaraz podnoszą się głosy potępienia pod adresem tych, którzy prawdę wyjawili. Jednocześnie rusza akcja wybielania "autorytetu", zdemaskowanego jako ubecki kapuś. Mówi się o niejednoznaczności, przestrzega przed ostrymi sądami, próbuje się podważać wartość dowodów. Wystarczy przypomnieć, jak lewicowe towarzystwo broniło księdza Czajkowskiego. Był on wszak przyjacielem środowiska "Gazety Wyborczej".

Z drugiej strony politycznych przeciwników postępowcy lustrują bezwzględnie. Wystarczy przywołać przykład - wywodzącego się z LPR-u- członka zarządu TVP. Niezawodna "Wyborcza" odkryła, że jako nastolatek publikował on w jakimś faszystowskim pisemku. Posypały się gromy. Dla postępowców większym grzechem okazują się publikacje małolata w jakimś niszowym pisemku niż donoszenie do SB prze wiele lat dorosłego życia. Oczywiście niegdysiejszy kapuś musi być związany ze środowiskiem lewicowym. Gdyby ktoś taki należał do prawicy, czy był związany z "Radiem Maryja", nie miałby żadnej taryfy ulgowej. Zostałby wręcz rozszarpany przez media.

Niedawno niemiecki noblista Guenter Grass przyznał się, że przez kilka miesięcy służył w Waffen SS. Ta zbrojna formacja została w Norymberdze uznana za zbrodniczą. Gdyby Herr Grass był tradycjonalistą, prawicowcem, zostałby zlinczowany. Ponieważ jednak serce ma on po lewej stronie, w obronę wzięła go "Gazeta Wyborcza". Znowu mówiono o niejednoznaczności, o niełatwych wyborach, o meandrach ludzkiego postępowania. Lewica jest niezwykle łagodna i wyrozumiała dla swoich.

ks. Marek Czech