lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
WRZESIEŃ 2006
nr 9/2006

Świadectwo Sebastiana

Mam 35 lat i chciałbym złożyć swoje świadectwo, aby przestrzec młodych ludzi, przed wpływem złej muzyki, muzyki metalowej, szczególnie "black - metalowej", satanistycznej, propagowanej m.in. przez takie zespoły jak "Celtic Frost", "Slayer", "Venom", "Possessed", oraz " Mercyful Fate" z ich dawnym wokalistą Kingiem Diamondem (ostatnio koncertował w Polsce).

Jako młody, 18-letni, chłopak zacząłem słuchać tej muzyki. Fascynował mnie szczególnie zespół Mercyful Fate ze wspomnianym wokalistą (od wielu lat King Diamond śpiewa już sam). Wszystko w tej muzyce jest przewrotne - sama nazwa Mercyful Fate oznacza Pełnię Łaski Miłosierdzia, co w porównaniu z satanistycznymi tekstami zakrawa na ironię.

A więc słuchałem płyt tego zespołu. Muszę nadmienić, iż Pan Bóg obdarzył Kinga Diamonda niesamowitym głosem, co niestety pomnaża fanów, na co i ja dałem się nabrać. Już jego dwie pierwsze płyty "Mellissa" oraz "Don’t Break The Oath" są typowym złożeniem hołdu złemu i walką z wiarą chrześcijańską. Przestrzegam młodzież, aby nie słuchała ich, aby nie słuchała późniejszych dokonań tego wokalisty, już kiedy rozstał się ze swoim macierzystym zespołem i wydawał solowe płyty takie jak: "Fatail Portrait" oraz "Abigail".

Do tej pory nie mogłem się odważyć, ażeby napisać swoje świadectwo, przymierzałem się do tego parę lat, lecz dziś jest pierwsza sobota miesiąca, dzień bardzo ważny poświęcony Maryi, a ja jestem po porannej spowiedzi i Komunii Świętej i dlatego mam odwagę, aby o tym pisać.

Zachwycony muzyką wspomnianego wokalisty zdobyłem nawet jego teksty przetłumaczone na język polski, zaczytywałem się w nich i wszystko - muzyka oraz głos wykonawcy mnie niestety urzekły.

Miałem w domu na ścianie plakaty Kinga Diamonda, czytałem jego teksty młodszemu bratu i swojej matce. Byłem chłopcem bardzo religijnym, całe dzieciństwo byłem ministrantem, bardzo modliłem się do Maryi. Niestety Jej obrazek w pokoju zstąpiły plakaty zespołów "Trash i Black" metalowych.

Wszystko to trwało do pewnej wigilijnej nocy, kiedy miałem 18 lat. W dzień Wigilii pojechałem rano do kolegi, aby przegrać sobie pierwszą płytę "Mercyful Fate". Czułem, że robię źle, bo to przecież Wigilia, ale to zrobiłem. Po Wigilii położyłem się spać i nagle usłyszałem w głowie Głos - "... jestem w tobie... jestem w tobie". Czułem że jest to głos złego ducha. Przeraziłem się, nie wiedziałem co mam zrobić, to był horror, bałem się powiedzieć swojej mamie, co się dzieje. Byłem przerażony i osamotniony w swoim cierpieniu. Pamiętam, że włączyłem telewizor, aby się uspokoić i oglądałem Pasterkę z Watykanu, którą odprawiał nasz papież, nieodżałowany Jan Paweł II. Był to dzień 24 grudnia 1988 roku.

Po tym zdarzeniu często zacząłem odczuwać podobne "stany". Nawet w liceum, do którego chodziłem zdarzało się to podczas lekcji. Musiałem wówczas wychodzić z klasy. Po maturze, nie dostałem się na Uniwersytet w Warszawie, gdzie chciałem studiować polonistykę. Po wakacjach dostałem się do studium teatralnego. W międzyczasie moja mama zawiozła mnie do znachora, który leczył niedaleko mojej miejscowości poprzez "nakładanie rąk". Byłem u niego na kilku wizytach. Znachor ten rozmawiając ze mną zaprosił mnie, abym przyjechał do domu, gdzie mieści się prowadzony przez niego " zbór". Odpowiedziałem mu, iż zdałem właśnie do studium teatru lalek. Wówczas znachor stwierdził, że to świetnie, bo w jego "zborze chrześcijańskim", gdzie mieszka około 20 osób, także zakładają teatr. W rezultacie po kilku wizytach w jego domu, który mieścił się na Lubelszczyźnie, zostałem tam na stałe (jak się później okazało przez 5 lat). Rzuciłem po I roku studium, rodzinę, czyli matkę, ojca i braci. Był rok 1991, miałem 20 lat i jeszcze wtedy w Polsce nie mówiło się o sektach, byłem więc nieświadomy "w co wdepnąłem". Po roku poznałem późniejszą żonę, która była ze mną tam 4 lata.

Dziś wierzę, że tylko modlitwa do Pana Jezusa Miłosiernego oraz Koronka do Miłosierdzia Bożego mojej wspaniałej mamy oraz babci sprawiła, że wyjechałem z sekty, że dwójka moich dzieci jest dziś bezpieczna i zdrowa. Dzieci są po I Komunii Świętej, zostały niedługo po naszym powrocie do rodziny ochrzczone.

Niestety małżeństwo nasze nie przetrwało (choć nie mieliśmy ślubu w Kościele). Dziś po 10 latach od opuszczenia sekty, patrzę na "ruiny" mojej młodości, na wszystko, dzięki czemu pomalutku zacząłem znów funkcjonować w społeczeństwie: egzorcyzmy, pomoc księży, psychologów, modlitwa wstawiennicza osób z Odnowy w Duchu Świętym, częsty różaniec. Teraz staram się co miesiąc chodzić do spowiedzi, często przyjmować Pana Jezusa w Komunii Świętej, codziennie o 15.00 w godzinę Miłosierdzia odmawiam Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Moja była żona w międzyczasie uzależniła się od alkoholu i narkotyków. Długo trwało, aby wyciągnąć ją z tych nałogów, zmusić sądownie, aby zaczęła się leczyć. W trakcie jej choroby alkoholowej modliłem się wraz z dziećmi do świętej Faustyny w intencji żony, aby wyszła ze swoich uzależnień i opamiętała się.

Teraz już ponad 2 lata nie pije. Gdy oglądam się wstecz i szukam odpowiedzi, dlaczego zmarnowałem sobie część życia, najpiękniejsze jego lata, dlaczego to "piekło" mnie spotkało, przypomina mi się jak byłem nastolatkiem, jak powoli, krok za krokiem, odchodziłem od Kościoła, przestawałem żyć sakramentami. W końcu w moim pokoju zdjąłem obrazek matki Boskiej Częstochowskiej, bo nie pasował mi do moich idoli, metalowych "herosów" z długimi włosami. Szczególnie mam przekonanie w duszy, że gdybym nie słuchał Kinga Diamonda i zespołu Mercyful Fate, gdybym nie czytał ich satanistycznych tekstów, nie podchodził do nich tak emocjonalnie, to nie spadłyby na mnie te wszystkie nieszczęścia. Czuję, że wtedy przekroczyłem niewidzialną granicę oddzielającą dobro od zła. Myślę, że to właśnie w tamtym czasie otworzyłem się na jakieś zło, które do mnie przylgnęło. Chciałem jeszcze wspomnieć, że kiedy już byliśmy razem ze swoją żoną (a raczej matką moich dzieci) to ona przyznała się, że też słuchała tej samej muzyki.

A więc przestrzegam nastolatków, młodych ludzi, że kiedy ktoś będzie ich namawiał, albo pożyczał płyty CD z muzyką black metalową, satanistyczną, płyty Kinga Diamonda, aby nie popełnili mego błędu i nie słuchali ich, nawet nie brali tego do rąk. Bo niestety ta muzyka ma coś takiego w sobie, że nawet kiedy posłucha się jej tylko na "próbę" to zaczyna wciągać i trzeba później silnej woli, aby do niej nie wrócić. Mam nadzieję, iż może choć jedną osobę ustrzegę poprzez to świadectwo.