lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
SIERPIEŃ 2006
nr 8/2006

Najsłynniejszy kościół świata

W tym Roku Pańskim 2006 nagromadziło się w Watykanie sporo jubileuszy. Po uczczeniu 500-lecia Gwardii Szwajcarskiej oraz Muzeów Watykańskich, przyszła kolej na Bazylikę św. Piotra. Jej również wybiło pięć wieków. Dla ścisłości trzeba zaznaczyć, że pierwsza świątynia ku czci Księcia Apostołów powstała z inicjatywy cesarza Konstantyna Wielkiego. Prof. Margherita Guarducci, która po długich badaniach w nekropolii watykańskiej zidentyfikowała kości św. Piotra, uważa, iż poniósł on męczeństwo 13 października 64 r. podczas prześladowań chrześcijan zarządzonych przez Nerona po pożarze Rzymu. Z pożogi ocalał jedynie prywatny cyrk cesarza, znajdujący się po lewej stronie współczesnej Bazyliki Piotrowej, dlatego tam właśnie odbyła się egzekucja Apostoła. Stojący obecnie na placu przed świątynią obelisk, który wyznaczał wówczas centrum areny, był z całą pewnością świadkiem jego męczeństwa.

Ciało Piotra złożono na wzgórzu watykańskim, gdzie znajdował się cmentarz. Pomimo upływu dwóch tysiącleci został on tylko częściowo zbadany. Kilka lat temu, podczas budowy parkingu podziemnego znaleziono tam bogato rzeźbione sarkofagi i nikt nie wie ile niespodzianek kryje się jeszcze pod ziemią. Pierwszych rzymskich chrześcijan nie było stać nawet na kamienną płytę, dlatego na grobie Piotra położono sześć dużych dachówek, w ten sam sposób jak układa się je na dachach. Tymczasem watykańska nekropolia ciągle się rozrastała. Coraz liczniejsi chrześcijanie celowo wybierali tutaj miejsce swojego pochówku, wierząc, że w ten sposób dostaną się łatwiej do nieba. Jak by nie było Chrystus dał Piotrowi klucze do Królestwa Niebieskiego (por. Mt 16, 19). Z czasem weszły one na stałe do herbu papieskiego. W 160 r. grób Apostoła odgrodzono od innych sporym murem, który pomalowano na czerwono i zrobiono nagrobek z prawdziwego zdarzenia.

Wkrótce po ogłoszeniu dekretu tolerancyjnego dla religii chrześcijańskiej, cesarz Konstantyn Wielki wystawił w tym miejscu wspaniały marmurowy grobowiec, a w 320 r. rozpoczął wznoszenie świątyni. Z budowniczego punktu widzenia było to nie lada przedsięwzięcie. Ponieważ grób Apostoła miał znaleźć się w centrum bazyliki, musiano najpierw zniwelować część wzgórza watykańskiego, robiąc jednocześnie z drugiej strony pokaźny nasyp. Końcowy efekt wyglądał imponująco: pięcionawowa budowla o dwuspadowym dachu, wsparta na czterech rzędach potężnych kolumn, poprzedzona obszernym atrium i portykiem. Każdy wiek ubogacał bazylikę o nowe elementy, a przede wszystkim o dzieła sztuki największych artystów oraz relikwie Świętych.

Nic jednak nie jest wieczne i nawet zegary boją się upływu czasu. Pomimo nadzwyczajnej troski ze strony kolejnych papieży, budowla rozpadała się powoli ze starości. Mniej więcej w połowie XV wieku powstał dylemat: przeprowadzić gruntowny remont, czy rozebrać wszystko do fundamentów i wybudować nową bazylikę? Rozstrzygnął go dopiero papież Juliusz II. Podejmowanie niestandartowych decyzji leżało niejako w jego naturze. Jednocześnie ducha miał rycerskiego i potrafił znaleźć odpowiednie osoby do realizacji swoich projektów. Papież postanowił zbudować nową bazylikę, która swoim pięknem zaćmiłaby inne świątynie. Według tej samej koncepcji wzgórze watykańskie miało stać się duchową stolicą świata zaś miasto Rzym jego świeckim centrum, jednym słowem Roma Caput Mundi.

Juliusz II powierzył budowę bazyliki Bramantemu i 18 kwietnia 1506 r. dokonał wmurowania kamienia węgielnego. Zanim zaczęła ona "wychodzić z ziemi", słynny architekt zyskał sobie niechlubny przydomek burzyciela: "Bramante ruinante", gdyż trzeba było wyburzyć starą budowlę. Po nim przyszli Raffaello, Sangallo oraz Michelangelo. Ten ostatni skoncentrował się na budowie kopuły. Nie dość, że zrezygnował z zapłaty, to jeszcze każdego dnia wdrapywał się po rusztowaniach na samą górę, żeby doglądać robót. A miał już wtedy po siedemdziesiątce.

Zasadniczy wpływ na obecny kształt bazyliki wywarł Maderno. Odszedł on od pierwotnej formy krzyża greckiego, wydłużając budowlę do 186 m (z portykiem 218 m). Decyzja ta wynikała z ducha katolickiej kontrareformy. Świątynia miała być odtąd nie tylko wspaniałym monumentem na cześć Księcia Apostołów lecz również miejscem ewangelizacji. Wiadomo, że im większy obiekt tym więcej może pomieścić osób, a odprawianie na placach nie odpowiadało ówczesnej mentalności. Watykańska bazylika stała się w ten sposób największą świątynią chrześcijaństwa. Dla porównania zaznaczono w posadzce długość 26 innych znamienitych kościołów, łącznie z anglikańskim St. Paul w Londynie, prawosławną Haghia Sophia w Konstantynopolu i Bazyliką Mariacką w Gdańsku. Ponieważ w międzyczasie klasyfikacja ta uległa zmianie, nie wykluczone, że w przyszłości zostaną dodane nowe świątynie. Niektórzy utrzymują nawet że największa jest obecnie "Notre Dame de la Paix" w Jamusukro, imitująca zresztą św. Piotra. Przy okazji międzynarodowego zlotu skautów na Wybrzeżu Kości Słoniowej dotarłem tam razem z grupą rzymskich zastępowych. Kiedy po raz pierwszy dostrzegliśmy kopułę świątyni górującą majestatycznie ponad rzędami ubogich domków i morzem tropikalnej roślinności, moi współtowarzysze byli wyraźnie poruszeni. Jednak po jej zwiedzeniu stwierdzili dosadnie, że w porównaniu z rzymskim pierwowzorem jest ona jak McDonalds przy wytrawnej restauracji. Trudno było odmówić im racji.

Bazylika św. Piotra została konsekrowana 18 listopada 1626 r. przez papieża Urbana VIII. Nie oznaczało to jednak końca robót. Na scenę miał jeszcze wkroczyć wielki Bernini. Stworzył on kolumnadę bez której trudno wyobrazić sobie św. Piotra. Jej dwa ramiona obejmują plac przed bazyliką. Plac to symbol całego świata, gdzie gromadzą się ludzie różnych narodów i religii. Kościół katolicki jest jak matka, która widzi w nich swoje dzieci i czeka na nie z otwartymi ramionami.

Bernini zajął się jednocześnie na dobre urządzaniem wnętrza. Jego dziełem jest baldachim z pozłacanego brązu nad konfesją Księcia Apostołów oraz część rzeźb przedstawiających Świętych. Okazało się bardzo szybko, że dla wielu kanonizowanych zabraknie miejsca. Dopiero podczas pontyfikatu Jana Pawła II ktoś wpadł na pomysł, aby wypełnić figurami nisze znajdujące się na zewnętrznych ścianach budowli. Chętnych nie brakuje, głównie wśród zgromadzeń zakonnych, bo każdy chciałby mieć w takim miejscu podobiznę założyciela.

Za utrzymanie bazyliki odpowiedzialne jest specjalne dykasterium - Fabryka św. Piotra oraz kapituła watykańska. Proboszczowie dobrze wiedzą ile trzeba trudu, żeby zapewnić normalne funkcjonowanie kościoła. U św. Piotra ten wysiłek należy wielokrotnie pomnożyć. Świątynia ma powierzchnię odpowiadającą dwóm boiskom piłkarskim na jakich rozgrywano mistrzostwa świata i corocznie przewija się przez nią około 10 milionów osób. Gdyby jeszcze wszyscy potrafili zachować się jak należy. Największą zmorą sprzątających jest guma do żucia poprzylepiana do cennych marmurów. Ten i ów pozostawia swoje inicjały, a bywa, że odłupie sobie na pamiątkę kawałek ściany. Wobec tłumu zwiedzających straż porządkowa jest często bezradna. Budowla cierpi także z powodu zanieczyszczenia atmosferycznego oraz zwykłego zużycia materiału. Wystarczy powiedzieć, że majestatyczna fasada z trawertynu, dzieło Maderny, rozszerza się przy upałach nawet o 25 cm. Podczas jej ostatniej renowacji zakończonej w wigilię Roku Świętego 2000, konserwatorzy musieli usunąć najpierw grubą warstwę brudu, po czym dokonać ponad 50 tysięcy reparacji sztukatorskich.

Mogłoby się wydawać, że bazylika jest jednym wielkim muzeum, tymczasem pod wieloma względami przypomina ona normalny kościół parafialny. O siódmej rano, kiedy sanpietrini (pracownicy świeccy) otwierają bramy, czeka już sporo ludzi. Najpierw zjawiają się kurialiści, żeby przed pójściem do biura odprawić Mszę Świętą. Wokół nich gromadzą się różne pobożne dusze pracujące w Watykanie oraz pierwsi turyści. Nieco później zaczynają się Msze "z grafika", sześć w dni powszednie i siedem od święta. W konfesjonałach dyżurują codziennie penitencjarze watykańscy, a w niedzielę udziela się sakramentu chrztu i bierzmowania.

Bazylika przeżywa prawdziwą apoteozę podczas celebracji papieskich. Naprzeciw ołtarza konfesji udekorowanego kwietnymi kompozycjami, zasiadają wówczas kardynałowie, monsiniorzy, zakonnicy i kto jeszcze tylko nosi strój duchowny. W oddzielnym sektorze zajmuje miejsce korpus dyplomatyczny i różne osobistości. Wewnątrz może pomieścić się kilkadziesiąt tysięcy osób lecz często nie starcza miejsca dla wszystkich, którzy chcą uczestniczyć w liturgii.

W pewnym momencie, zapalają się dodatkowe światła. Cappella Musicale Sistina intonuje pieśń, a kurialiści i dyplomaci jak na komendę przybierają pobożne pozy. To znak, że wchodzi Ojciec Święty. Niektórzy zaczynają się wtedy cisnąć do barierek, inni stają na krzesłach. Las wyciągniętych rąk usiłuje dotknąć Następcy św. Piotra i nikt nie myśli już o pięknie bazyliki.

K. N.