lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
LIPIEC 2006
nr 7/2006

Chrześcijanie św. Tomasza

Po zesłaniu Ducha Świętego Apostołowie zgromadzili się raz jeszcze w Wieczerniku, żeby ustalić kto i gdzie ma głosić Ewangelię. Tomaszowi przypadły Indie. Każdy inny podporządkowałby się od razu decyzji większości, widząc w niej Bożą wolę. Każdy inny, ale nie Tomasz. Długo się zastanawiał, jak miał w zwyczaju, po czym oznajmił: "Wszędzie tylko nie do Indii". Może żydowscy kupcy prowadzący interesy w tamtych stronach opowiadali mu o przywiązaniu hindusów do pogańskich bóstw, do świętych rzek i tajemniczych rytów. Może narzekali na wilgotny klimat, na chmary wielkich jak palec komarów, na pełną dzikich zwierząt dżunglę. - To nie ma sensu - przekonywał Tomasz - jesteście pewni, że Chrystus chce byśmy nawracali hindusów? Mało brakowało, a biedacy musieliby czekać na Dobrą Nowinę dobrych kilka wieków. I wtedy powtórzyło się zdarzenie z Białej Niedzieli.

- Tomaszu nie lękaj się iść do Indii, bo ja jestem z tobą - powiedział Zmartwychwstały. - Pan i Bóg mój - wyszeptał nabożnie Apostoł, lecz najchętniej zapadłyby się ze wstydu pod ziemię. Tej samej chwili ruszył ku miejscu swojego przeznaczenia. Po drodze głosił Ewangelię napotkanym ludom i wszędzie zostawiał uczniów. Tak było nad Eufratem i Tygrysem, gdzie pracę apostoła kontynuowali Addaj i Mariasz, dając początek Kościołom tradycji wschodnio-syryjskiej alias chaldejskiej.

Jako początek działalności św. Tomasza w Indiach przyjmuje się powszechnie rok 52. Miał on dotrzeć drogą morską do wybrzeży malabarskich w południowo-zachodniej części Półwyspu Indyjskiego. Obszar jego pracy misyjnej pokrywa się ze współczesnym stanem Kerala. Apostoł ewangelizował tu przez 20 lat. Musiała być to głęboka duchowa orka, wspierana hojnie znakami z Nieba, skoro miejscowi wyznawcy Chrystusa nazywają siebie po dzień dzisiejszy "Chrześcijanami św. Tomasza". Co znamienitsze rodziny szczycą się przodkami, którzy zostali ochrzczeni przez Apostoła, bądź otrzymali od niego święcenia kapłańskie. To tak jak w naszej kulturze, niejeden wyprowadza drzewo genealogiczne własnego rodu od słynnych osobistości.

Zaledwie ewangeliczne ziarno zaczęło wydawać pierwsze plony Tomasz powędrował na północny wschód. Wkrótce potem poniósł męczeńską śmierć w Mylapore. - Oto Panie wykonałem co mi poleciłeś - wyszeptał oddając ostatnie tchnienie, kiedy oprawcy zatopili w jego ciele oszczepy.

Powyższa historia powstała 2 wieki później w Edessie, po przeniesieniu tam relikwii apostoła. Trudno powiedzieć, ile jest w niej prawdy, a ile inwencji literackiej. W Edessie leżącej obecnie w granicach Turcji, istniała wówczas znamienita szkoła teologiczna. Wiadomo, że w takich środowiskach każdy chce czymś zabłysnąć, przemycając jednocześnie różne swoje idee.

Zanim jednak specjaliści od literatury starochrześcijańskiej wypowiedzą swoje uczone sądy, powinni udać się do Kerala. Tradycja ustna, przekazywana tu nieprzerwalnie z pokolenia na pokolenie jest bowiem zadziwiająco zbieżna z historią spisaną w Edessie. Nawiązuje do niej także popularny taniec margamkalipattu. Ubrane na biało kobiety albo mężczyźni o gołych torsach tańczą wokół płonącej oliwnej lampy, symbolizującej Chrystusa. W tym czasie kantor wykonuje pieśń o św. Tomaszu, zaś tancerze odpowiadają mu słowami refrenu. Naukę margamkalipattu wprowadzono nawet do programów szkolnych w ramach zajęć z lokalnej kultury. Tak naprawdę, taniec ten stanowi wyznanie wiary miejscowych chrześcijan.

Wspólnota powstała w wyniku ewangelizacji św. Tomasza utrzymywała kontakty z Kościołem w Imperium Perskim, mającym stolicę patriarszą w Seleucji-Ktezyfonie (okolice Bagdadu). Przyjęło się, że malabarczycy otrzymywali stamtąd metropolitów. Oznaczało to w praktyce przyjęcie liturgii chaldejskiej oraz doktryny skażonej herezją nestoriańską.

Z metropolitą współdziałał ściśle archidiakon, który wywodził się z kleru indyjskiego. Należało do niego intronizowanie biskupów, przedstawianie kandydatów do święceń kapłańskich oraz administracja dóbr doczesnych. Pod nieobecność metropolity diakon kierował Kościołem.

W 1498 r. pojawili się w Indiach Portugalczycy. Na mocy przywileju otrzymanego od papieża Mikołaja V, królowie Portugalii mieli prawo do wszystkich odkrytych przez siebie lądów i mórz. W zamian za to spoczywał na nich obowiązek zaprowadzania religii katolickiej oraz utrzymywania struktur kościelnych.

Ewangelizację Indii rozpoczął na dobre św. Franciszek Ksawery. Za nim przybyli inni Jezuici, głównie pochodzenia portugalskiego. Prowadzona przez nich praca misyjna wśród wyznawców hinudizmu oraz innych religii, dała początek Kościołowi obrządku łacińskiego, liczącemu obecnie około 12 milionów wiernych.

Spotkanie z indyjskim chrześcijaństwem musiało być dla przybyszów z Europy sporym zaskoczeniem. Święty Franciszek Ksawery, który podczas pobytu w Indiach odwiedził Kerala, tak opisuje malabarczyków: "Miejscowi podają się za chrześcijan i są z tego dumni. Mają kościoły, krzyże i lampy pochodzące z miejsc kultu. Podczas modlitwy, kapłani powtarzają często alleluja! alleluja! wypowiadając to słowo dokładnie tak samo jak my".

Święci wyprzedzają współczesnych sobie przynajmniej o jedną epokę. Tak było w przypadku św. Franciszka Ksawerego. Jego współbracia zakonni postanowili zaprowadzić wśród chrześcijan św. Tomasza zwyczaje Kościoła łacińskiego. W związku z tym, po śmierci w 1597 r. metropolity Mar Abrahama, nie dopuszczono do sukcesji. Dwa lata później arcybiskup łaciński Goa Alexis de Menezes zwołał w Diamper synod Kościoła wschodniego. Potwierdzono na nim jedność z papieżem, co było w zasadzie formalnością, gdyż zmarły metropolita Abraham złożył wyznanie wiary katolickiej. Wprowadzono jednocześnie dyscyplinę prawną Kościoła łacińskiego, między innymi celibat duchowieństwa. Liturgia została gruntownie zmodyfikowana na bazie Mszału i Pontyfikału Rzymskiego. Oznaczało to w praktyce usunięcie wielu obrzędów typowych dla rytu chaldejskiego oraz hinduizmu. Lokalny Kościół zaadaptował bowiem pewne jego praktyki. Uzmysławia to dobrze krzyż syro-malabarski, mający u swojej podstawy kwiat lotosu.

Latynizacja prowadzona w myśl uchwał synodalnych przez misjonarzy jezuickich napotkała zdecydowany opór. Można tu mówić o jakimś tragicznym nieporozumieniu. Zakonnicy byli przekonani, że ratują dusze autochtonów, prowadząc ich do zbawienia jedyną słuszną drogą. Ci z kolei nie mogli zrozumieć dlaczego muszą odejść od tradycji, określanej jako "Prawo św. Tomasza" i przez to nietykalnej.

Narastające nieporozumienia doprowadziły do rozłamu. 3 stycznia 1653 r. archidiakon razem z grupą duchownych i świeckich wypowiedział posłuszeństwo jezuickiemu arcybiskupowi Goa, oskarżając go o sprzeniewierzenie się woli papieża. Coś w tym musiało być, skoro Stolica Apostolska nigdy nie zatwierdziła uchwał synodu w Diamper. Aby zapobiec schiźmie Rzym wysłał do Indii karmelitów i mianował biskupów niezależnych od dworu portugalskiego, choć nadal pochodzenia europejskiego. Pomimo tego część wspólnoty podporządkowała się jakobickiemu patriarsze Antiochii. Dali oni początek istniejącym w Kerala Kościołom niekatolickim: trzem syro-ortodoksyjnym, asyryjskiemu i protestanckiemu.

Zdecydowna większość chrześcijan św. Tomasza pozostała w jedności z papieżem. Byli oni nazywani syro-malabarczykami i przez trzysta podlegali hierarchii łacińskiej. Przełom nastąpił za czasów papieża Leona XIII, który podważył obowiązującą dotąd zasadę wyższości obrządku łacińskiego - praestantia ritus latini. Papież utworzył najpierw dla syro-malabarczyków wikariaty apostolskie, a w 1896 r. postawił na ich czele rodowitą hierarchię. Linii tej nie podzielał ówczesny Delegat Apostolski w Indiach arcybiskup Władysław Zaleski. Urodzony na Żmudzi w rodzinie ziemiańskiej, wykształcony w Rzymie, powątpiewał w przygotowanie, a co najważniejsze w lojalność kleru syro-malabarskiego. Na potwierdzenie swych obaw opisuje w liście do kardynała Mieczysława Ledóchowskiego, Prefekta Kongregacji Rozkrzewiania Wiary, wizytę u brytyjskiego gubernatora. "Namiestnik jest osobą wielce dystyngowaną i chociaż protestant, niezwykle dobrze nastawioną do misji katolickich, którym pomaga jak może. Kiedy powiedziałem mu o zamiarze mianowania tubylców biskupami tenże wykrzyknął: Is Rome mad (czy Rzym nie ma rozumu)?" Naturalnie Brytyjczycy widzieli w nominacjach autochtonów podsycanie idei niepodległościowych.

Na szczęście papież Leon XIII postawił na swoim, co przyśpieszyło rozwój Kościoła syro-malabarskiego. Liczy on obecnie prawie cztery miliony wiernych i ma rangę Arcybiskupstwa Większego. Jednym z największych jego problemów jest oczyszczenie liturgii z naleciałości łacińskich. Proces ten prowadzony w ścisłej współpracy z dykasteriami rzymskimi, trwa w zasadzie do dzisiaj, wywołując wiele emocji.

Dalekowzroczne posunięcie Leona XIII nie mogło ujść uwadze jakobitów. 20 września 1930 r. metropolita Mar Ivanios wraz z biskupem Mar Teophilosem oraz grupą duchownych i wiernych złożył katolickie wyznanie wiary. Powstał w ten sposób Kościół syro-malankarski, który posiada około pół miliona wyznawców. On również ma status arcybiskupstwa większego. Możliwe, że w przyszłości oba katolickie Kościoły wschodnie wywodzące się ze Chrześcijan św. Tomasza staną się patriarchatami.

Kerala jest nie tylko kolebką indyjskiego chrześcijaństwa lecz również miejscem, gdzie jego wyznawcy stanowią aż 20% społeczeństwa. "Aż", bo w skali całego kraju ich liczba nie przekracza 2,5%. Pozwala to różnym Kościołom na swobodne prowadzenie apostolatu. Nie ma tu narzuconego w kilku stanach zakazu nawracania, który w praktyce wyklucza zmianę religii.

Od lat pięćdziesiątych dominującą rolę w Kerala odgrywają marksiści, maoiści oraz inne odmiany lewicy. Tylko na krótko udało się zdobyć władzę prawicowej Congress Party. Dosłownie na każdym kroku można tu zobaczyć symbole typu sierp i młot, czy czerwone flagi. Z nostalgii za legendą Związku Radzieckiego ludzie noszą nieraz rosyjskie imiona.

Komuniści wykazali duże zaangażowanie na rzecz wyzwolenia Indii spod brytyjskiego kolonializmu. Później występowali przeciwko systemowi kastowemu, czym zdobyli sobie sympatię wśród najuboższych, tzw. "nietykalnych". W Kerala udało się im wiele rzeczy, szczególnie w dziedzinie alfabetyzacji i opieki zdrowotnej. Ich poziom porównywalny jest nawet z państwami europejskimi.

Duchowieństwo katolickie wyraźnie odcina się od samej ideologii. Za to w wyborach popiera najczęściej komunistów. Trzeba przyznać, że w przypadku pojawiających się co pewien czas napięć religijnych władze lewicowe są bezstronne. Odmienną postawę prezentuje prawicowa Congress Party. Kiedy w sierpniu 2004 r. hinduiści zasztyletowali syro-malabarskiego księdza Chittilappilly, zależna od niej administracja stanowa starała się wyciszyć całą sprawę. Każdy jest bowiem potencjalnym wyborcą, zaś wyznawcy hinduizmu stanowią w Indiach zdecydowaną większość. Biskupi zorganizowali wówczas masowe protesty i przypomnieli o dwuznacznej postawie władz przy okazji niedawnych wyborów.

Punktem stycznym z lewicą są inicjatywy o charakterze socjalno-edukacyjnym. Eparchie i zakony prowadzą szpitale, sierocińce, pomagają wspomnianym już "nietykalnym" oraz bezrobotnym. Istnieją ponadto szkoły katolickie różnych szczebli. Trzeba tu wyjaśnić, że chrześcijanie św. Tomasza należą z reguły do najwyższych kast i są nieźle sytuowani. Widać więc, że traktują Ewangelię na serio.

Działalność ta idzie w parze z prowadzoną intensywnie ewangelizacją, jakby w myśl słynnej jezuickiej triady: słowo-sakramenty-uczynki. Znamienne jest, że 60% księży syro-malabarskich pracuje poza granicami Kerala, dźwigając główny ciężar pracy misyjnej w Indiach. Wiele diecezji obrządku łacińskiego nie mogłoby bez ich pomocy normalnie funkcjonować. Keralskie powołania trafiają nawet do Europy, czy Ameryki. Są niczym butla tlenowa dla różnych zgromadzeń zakonnych, skazanych na wymarcie z braku lokalnych kandydatów. A za każdym z nich stoi jakieś dzieło apostolskie, które w przeciwnym razie trzeba byłoby zamknąć.

Kościoły chrześcijańskie w Kerala mają odrębne cykle liturgiczne, święta i charakterystyczne obrzędy. Wspólnie obchodzi się natomiast wspomnienie męczeństwa św. Tomasza Apostoła. 3 lipca każdego roku, chociaż to dzień roboczy, ludzie licznie zapełniają świątynie. Miejscowa legenda głosi, że nawet tygrysy i dzikie słonie gromadzą się wówczas nad brzegami rzek, aby opłakiwać śmierć Apostoła. To jeszcze jeden dowód na to, że postać św. Tomasza wrosła głęboko w miejscową kulturę.

K. N.