lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
LIPIEC 2006
nr 7/2006

Spod Uralu na spotkanie z Benedyktem XVI

Chrześcijanie nie różnią się od innych ludzi ani miejscem zamieszkania, ani językiem... (List do Diogeneta).

Od prawie roku pracuję w niewielkiej wspólnocie parafialnej na terenie Rosji. Miasto Perm, w którym znajduje się parafia, liczy około miliona mieszkańców, z czego ochrzczonych w Kościele katolickim jest mniej więcej trzysta do pięciuset osób. Z tej odległej o około 2500 km parafii na spotkanie z Ojcem Świętym Benedyktem XVI na Krakowskich Błoniach przyjechało siedem osób. Jak na polskie warunki można by powiedzieć, że "to mało", ale biorąc pod uwagę warunki panujące w Rosji bardzo odmienne od naszych polskich, śmiało można powiedzieć "sporo ich przyjechało". Oczywiście chętnych na ten wyjazd było o wiele więcej, niestety z różnych poważnych przyczyn nie mogli oni w tym uczestniczyć.

Przygotowania do wyjazdu rozpoczęliśmy już w końcu marca. Początek to oczywiście ogłoszenia i zaproszenie do zgłaszania się chętnych, podawanie niezbędnych informacji, wypełnianie ankiet wizowych, wyjazd do Moskwy po wizy. Nie jestem dobrym organizatorem i nie lubię załatwiać takich wyjazdów i pewnie nic by z tej pielgrzymki nie wyszło, gdyby nie ogromna pomoc przyjaciół w Polsce, którzy załatwili praktycznie wszystko co się tyczy programu, zwiedzania, noclegów, wyżywienia. Po prostu podali mi gotowy program pielgrzymki, a mi pozostało tylko przywieźć ludzi.

Program pielgrzymki obejmował nie tylko spotkanie z Benedyktem XVI, ale zakładał też możliwość poznania skrawka kraju, kawałka bardzo bogatej historii naszej Ojczyzny. Pobyt w Polsce rozpoczęliśmy w Świętej Wodzie, gdzie zostaliśmy bardzo serdecznie przyjęci przez właściciela Domu Pielgrzyma pana Krzysztofa Zawistowskiego i jego żonę. Stąd 25.05.2006 r. wyruszyliśmy do Krakowa wspólnie z grupą z parafii Korycin. Następnego dnia zwiedzaliśmy Obóz Koncentracyjny w Oświęcimiu i Brzezince, Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach oraz klasztor Ojców Benedyktynów w Tyńcu. Sobotę poświęciliśmy na zwiedzanie Starego Rynku w Krakowie. Po obiedzie udaliśmy się na spotkanie młodzieży z Ojcem Świętym na Błoniach. Po spotkaniu z papieżem część z nas wróciło na nocleg, a pozostali uczestniczyli we Mszy Świętej i koncertach. Wcześnie rano w niedzielę znowu zebrani na Błoniach braliśmy udział w ofierze Mszy Świętej sprawowanej przez Benedykta XVI. Po południu z Krakowa pojechaliśmy do Częstochowy pokłonić się Matce Najświętszej. Na Jasnej Górze mieliśmy czas na bardziej prywatną modlitwę przed Jej Cudownym Wizerunkiem. Pozostawaliśmy tam jeszcze przez poniedziałkowe przedpołudnie, żeby oprócz modlitwy mieć czas na to, aby coś zobaczyć. Z jasnogórskiego sanktuarium droga wiodła nas do Białegostoku przez Warszawę, gdzie zatrzymaliśmy się przy grobie Ks. Jerzego Popiełuszki. Nocowaliśmy w Domu Pielgrzyma przy Świętej Wodzie. Wtorkowy poranek był poświęcony na poznanie Sanktuarium Maryjnego w Krypnie, gdzie bardzo życzliwie przyjął nas ks. Szczepan Zagórski kustosz tego świętego miejsca. Po Mszy Świętej zostaliśmy zaproszeni na obiad do moich Rodziców. Po tym już ostatnim spotkaniu rosyjscy pielgrzymi wrócili do swojego kraju, swoich miejscowości.

Tyle o programie, o tym co i gdzie widzieliśmy i przeżyliśmy. Myślę, że warto kilka słów powiedzieć o tym, jakie to wywarło wrażenie na gościach z Rosji. Na ten temat wypowiedzą się sami:

Spędziliśmy w Polsce kilka niezapominanych dni. Zwiedziliśmy Warszawę, Częstochowę i Kraków. Na Błoniach krakowskich braliśmy udział we Mszy Świętej razem z Papieżem Benedyktem XVI.

Modliliśmy się, rozmawialiśmy o poważnych w życiu każdego człowieka rzeczach: o wierze, o Bogu, o powołaniach i codziennych problemach wiernych Kościoła katolickiego w Rosji i całym świecie. Garstka ludzi dość jeszcze słabych i wątpiących, nawet opanowanych strachem przed wyzwaniami świata zła i przemocy, wreszcie zobaczyliśmy, że nie jesteśmy sami. Na Błoniach razem z setkami tysięcy wiernych śpiewaliśmy słowa Pisma Świętego "Nie lękajcie się!" .

Kilkoro ludzi z Permu i Iżewska przejechawszy tysiące kilometrów, naprawdę, odczuwaliśmy siebie nie jako wyspę w morzu cudzoziemców, lecz jako integralną część Chrześcijańskiego Świata.

Sasza (Perm)

Największym wrażeniem dla mnie było zjawienie się Ojca Świętego na Błoniach. Czarne chmury gdzieś znikły i pokazało się ciepłe słońce. Wewnątrz mnie rodziło się poczucie, że w tej chwili Sam Pan Jezus Chrystus daje pielgrzymom radość, ciepło i pocieszenie."

Lena (Perm)

Opisywać uczucia dano nie każdemu. To niezależne od wieku rozumienie niepowtarzalności uśmiechu drżącego z zimna; krople deszczu stukającego w okno rano i wiatr przeszywający do kości; długie oczekiwanie ludzi na dworze, ludzi którzy mogą, ale nie odchodzą do ciepłego domu.

Co to jest wierność? Wiara?

Ani jedno ani drugie nie wymaga nagrody. Ale ona była. To poczucie jedności i napełniającej duszę radości - dla jednych i słońce, które pojawiło się, kiedy Ojciec Święty wjeżdżał na plac - dla innych.

Ktoś zobaczy w tym mało wspólnego, ale ktoś może umocni swoją niewystarczającą wiarę albo wierność. Tak czy inaczej życie toczy się dalej, ale dzięki tym chwilom patrzenia i rozumienia: własnego i ogólnoludzkiego, ziemskiego i wiecznego - stajemy się bogatsi.

Alina (Iżewsk)

Ta siódemka osób przyjechała z tak daleka, pokonała tak wielką przestrzeń, spędziła dwie doby w pociągu po to, żeby przeżyć coś, co tam jest trudne, a może nawet niemożliwe. Chcieli przeżyć spotkanie z wielkim człowiekiem, doświadczyć wspólnoty tysięcy ludzi zebranych w Imię Chrystusa w jednym miejscu i z własnej woli. I mogę zaświadczyć o tym, że rzeczywiście przeżyli, że nie było to takie zwykłe spotkanie, że dla nich było to coś naprawdę wielkiego i pięknego.

Na koniec chcę w imieniu swoim i pielgrzymów z Permu podziękować tym wszystkim, którzy w jakikolwiek, nawet zdawałoby się najdrobniejszy, sposób pomogli w tym, aby ta pielgrzymka mogła się odbyć. Już w czasie naszego tu pobytu polecaliśmy Bogu naszych dobroczyńców, ale mogę zapewnić, że będziemy nadal dziękować Bogu za wszelką okazaną nam życzliwość.

ks. Piotr Zimnoch