lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
LIPIEC 2006
nr 7/2006

Trudno być prorokiem - szczególnie...

(Mk 6, 1-6)

Liturgia czytań z czternastej niedzieli zwykłej ukazuje Chrystusa wśród swoich ziomków. Wreszcie Jezus stanął wobec swoich, tych, z którymi łączyło Go dzieciństwo, lata młodości, którzy Go znali i których On znał. Dlaczego tak późno przyszedł do Nazaretu? Oni wiedzieli już wiele o Jezusie, o Jego sławie, cudach, o wrogiej do Niego postawie faryzeuszy i uczonych w Piśmie. Sami zaś nie mieli wyrobionego o Nim zdania. Jedni Mu zazdrościli, inni nie dowierzali, wielu chciało na własne oczy Go zobaczyć, sprawdzić. Nadarzyła się ku temu okazja. Przyszedł do swoich i stanął przed nimi w synagodze. Ten, który wysunął się przed nich, zdobył już sławę, jeden z nich - teraz ich poucza. Dla tych ludzi pracujących na roli, zbyt przyziemnych, było to nie do przyjęcia. Prawdziwa jedna wielkość, niewątpliwie taką posiadał Jezus, przekracza pojęcia ludzi przyziemnych, nieufnych i nie dociera do umysłów zbyt wyrachowanych Nazarejczyków. Zabrakło im wiary, aby rozpoznać swego Ziomka.

Kiedy Jezus stanął i przemówił w synagodze nazaretańskiej, zebrani tam Żydzi zaczęli ostro wyrażać początkowo swój sceptycyzm, a w końcu sprzeciw. Nie mogli powiedzieć, że mówił nierozsądnie, przeciwnie - pytali nawet: "Skąd On to zna? I co za mądrość jest Mu dana?" (Mk 6, 2). Nie ukończył żadnej szkoły. Znali Go dobrze, wiedzieli, kim jest, czyim jest synem - nie mogli więc uwierzyć, że jest prawdziwym prorokiem, Mesjaszem. Jezus począł się dziwić ich niedowiarstwu: "Tylko - stwierdza - w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu, może prorok być tak lekceważony" (Mk 6, 4). Na dowód, że brak im wiary, nie uczynił w swoim mieście dla swoich, żadnego cudu.

Trudno być prorokiem wśród swoich. Doznał zawodu prorok Ezechiel. Ludzie nie lubią być niepokojeni w ciemnych zakątkach swojego sumienia. Gdy ukazuje się ich wady, grzechy - mają "twarz surową i serce uparte". Z nieprzychylnością spotkał się również św. Paweł. Niechętni przekazywanej przez Niego nauce odwracali się od Niego z pogardą i drwiną, szczególnie gdy przepowiadał Jezusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego. Wyzna jednak, że "moc w słabości się doskonali" (2 Kor 12, 9).

Jezus także podzielił los proroków. Spotkało Go to w Nazarecie. Prorok nie jest uznany, ani mile widziany w swojej ojczyźnie. Niewiara i sceptyczna postawa rodaków są powodem, że Jezus nie chce dokonać wśród nich wielkich dzieł. Jest zdumiony ich niewiarą, która świadczy o zamknięciu się w sobie i zrezygnowaniu ze spotkania z Bogiem.

Dziś również głosicieli Dobrej Nowiny spotyka los Chrystusa. Obok własnych ograniczeń i słabości przyczyną nieprzyjęcia głoszonego przez nich słowa jest treść przekazywanego przez nich orędzia. Oznaki wzburzenia i objawy niezadowolenia dają się zauważyć, kiedy kaznodzieja po teoretycznym przedstawieniu prawdy objawionej próbuje przenieść ją na płaszczyznę praktyczną życia. Wszelka ingerencja i dotykanie życiowych detali okazuje się pociągnięciem niewdzięcznym i niebezpiecznym.

Nie tylko kaznodzieja, ale chrześcijanin-katolik obarczony za stan moralny swego środowiska i swój - może stanąć przed dylematem: bronić prawa Bożego, czy pozostać w milczeniu i bronić swej popularności. Pomocne w rozwiązaniu powyższej alternatywy są słowa Jezusa: "Oto Ja was posyłam jak owce między wilki" (Mt 10, 16). "Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony" (Mt 10, 22).

Dziś również nie brak jest ludzi o zimnych twarzach, skamieniałych sercach, kpiących, wątpiących, niezdolnych zobaczyć nic ponad to, co dostępne zmysłom. Wielu jest takich, którzy są zdolni zamknąć się w sobie i stać się zatwardziałymi w sercu i opornymi na słowo Boże. Nie chcą, jak mieszkańcy Nazaretu, uwierzyć, że Jezus jest kimś więcej niż cieślą z małego miasteczka. Jezus jest jednoznaczny. Niczego więcej od nas nie wymaga, niż wymagał od swoich ziomków z Nazaretu. Żąda wiary w siebie. Gdy spotkał taką wiarę, czynił cuda, gdy zauważył, że jej brak - odchodził. Obyśmy nie byli podobni do Jego rodaków.

ks. Stanisław Piotrowski