lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
LIPIEC 2006
nr 7/2006

Wyciągające się ręce proszące o znak

(Mk 5, 21-43)

Czytania liturgiczne trzynastej niedzieli zwykłej ukazują ludzi głębokiej wiary. Są nimi: przełożony synagogi Jair, ojciec umierającej dziewczynki i kananejska kobieta.

Wokół przełożonego zgromadzili się Żydzi, ciekawi i czekający na znak. Umiera jego córka, wszystkie środki ludzkie zostały już wyczerpane. Jedyny ratunek w Jezusie. Jair - ojciec staje przed Nim. Liczy na Niego. Jezus, usłyszawszy prośbę ojca, nie ociąga się. Wyrusza natychmiast. W drodze dowiaduje się, że dziewczynka przed chwilą umarła. Na darmo się trudził - po ludzku można by tak sądzić. Jezus znał wiarę jej ojca. Dla niej postanawia działać. Ciekawemu tłumowi każe wyjść ze środka izby, zostawia trzech Apostołów. Będą oni świadkami znaku. Wiara przełożonego pozwala, by Bóg działał. "Dziecko nie umarło, ale śpi" - stwierdza Jezus. Na te słowa tłum zareagował różnie. Wiedzieli, że dziewczynka umarła, tymczasem widzą, że dziewczynka chodzi. Zaniemówili, ogarnęło ich zdziwienie - napisał Ewangelista.

Jezus czyni zawsze znak, jeśli widzi wiarę. Wiara przełożonego sprawiła, że Jezus uczynił cud wskrzeszenia jego córki. "Nie bój się - mówi do ojca - wierz tylko" (Mk 5, 36). Chciałoby się powiedzieć, nie zwracaj uwagi na otoczenie, ono czasem bywa przewrotne, zazdrosne, brak mu miłości. Córka twoja umarła dla nich, a nie dla ciebie, ona "tylko śpi" (Mk 5, 39).

Ukazując wiarę Jaira Jezus wskazał na istotny warunek, który musi spełnić człowiek, aby mógł działać Bóg. Tak było z kobietą kananejską, o której wspomniał Ewangelista Marek. Nie samo dotknięcie się płaszcza Jezusowego, lecz wiara, którą w sobie nosiła i ją uzewnętrzniła w wymianie słownej z Jezusem, ją uzdrowiła. "Córko, twoja wiara cię ocaliła" (Mk 5, 34). Ufna wiara Jaira i niewiasty sprawiła, że Jezus odpowiedział znakiem, którym było wskrzeszenie i uzdrowienie. Znak jednak zobowiązuje. Wiedział o tym król Achaz, przed którym stanął Bóg ze słowami: Proś o znak". Nie będę, bo znak obowiązuje - odpowiedział. Wolał nie zaciągać zobowiązania.

Inną drogę wybrał Jair - przełożony synagogi. Dla niego nie skończył się świat, gdy śmierć zabrała mu najukochańsze dziecko, bo zaufał prorokowi z Nazaretu, który dodawał mu otuchy: "Nie bój się, wierz tylko" (Mk 5, 36), mówiąc do zmarłej: "Dziewczynko, mówię ci, wstań" (Mk 5, 41). Nie tam się kończy świat, gdzie nieszczęścia, choroby, nawet śmierć; świat się może walić człowiekowi, gdy zabraknie przyjaznych odruchów współczucia, braterstwa, pomocy. Chrystus, znając doskonale psychikę człowieka, kiedy głosił swoją trudną i wymagającą prawdę, pochylał się równocześnie nad bólem, nędzą ludzką i widząc w nich wiarę darzył znakiem. Bo cóż ma czynić Chrystus, gdy widzi wyciągające się ręce, proszące o znak. Czyż nie da? Da, ale tu zaczyna się problem odpowiedzialności.

Znak dany jest dla wszystkich i na wszystkie czasy. Jest nim Krzyż i Zmartwychwstanie. Każdy, kto tylko chce, może go zrozumieć. Rozmnożenie chleba - to znak przemijający - stało się i przeszło. Uzdrowienie córki Jaira - to znak na czas określony: ciało już dawno się rozsypało. Znaki te są naznaczone przemijaniem. Jezus dał jednak znak, który trwa wiecznie: Krzyż i Zmartwychwstanie. Znak ten każdy może zrozumieć. W Krzyżu jest Miłość - w Zmartwychwstaniu - Moc. Poniżenie i triumf Jezusa. Znak ten odpowiada na tęsknoty człowieka szukającego Miłości i Mocy. Nie czekajmy więc na inny znak, ukochajmy ten, który nam Jezus zostawił: "Tak Bóg umiłował świat, że dał nam Syna swego, aby każdy kto w Niego wierzy, miał życie wieczne" (J 3, 16). Tak trzeba patrzeć na krzyż Chrystusowy.

Na Krzyż patrzymy przestraszonymi oczyma lub oczyma ciekawego dziecka, które chce wybadać, czy matka je jeszcze kocha. Dzieckiem można pozostać, dzieckiem trzeba być: "Takich jest Królestwo" - powiedział Jezus.

Znak jest nam dany. Zmartwychwstanie jest darem życia ofiarowanym śmiertelnemu człowiekowi. Sam Chrystus jest Życiem, naszym Życiem, Życiem bez końca. Trzeba tylko uwierzyć w to, że On ma życie, jak uwierzył przełożony synagogi, jak uwierzyła kananejska niewiasta.

ks. Stanisław Piotrowski