lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
CZERWIEC 2006
nr 6/2006

Bóg w moim życiu

Święty Franciszek zapytany przez brata św. Macieja z Mariagnauo: "Dlaczego cały świat biega za Tobą, każdy zda się pragnie Cię widzieć, słyszeć, słuchać - nie jesteś piękny z ciała, nie jesteś uczony ani szlachetnego rodu?" - odpowiedział: "Oczy Boga najwyższego wypatrzyły mnie wśród grzeszników".

Urodziłam się z rozszczepieniem wargi, popularna nazwa "zajęcza warga", sprawa była poważna, skomplikowana, diagnoza lekarzy: będzie wiele operacji, by mi pomóc. Po ludzku kara Boża, biedna dziewczyna. Po upływie wielu lat mówię, że to jest znak od Boga, to z Jego woli urodziłam się z wadą, mówiłam niezrozumiale dla wielu. Osoby, które tego nie rozumiały wyśmiewały mnie, opluwały, mówiły w twarz nieprzyjemne słowa. Dla dziecka w podstawówce było to bardzo bolesne.

Z perspektywy czasu dziękuję Bogu za dar wielu operacji, niektóre były bardzo bolesne, pobytów w szpitalach, godzin tęsknoty za rodziną, bliskimi, za poznanie wielu różnych ludzi, za wiele przeprowadzonych rozmów, widok ludzi cierpiących fizycznie, moralnie, duchowo - to wszystko było Głosem Boga do mego serca - otworzyło je na Boga, siebie, ludzi.

Bogu niech będą dzięki za dar życia, który dotąd miałam: ono uczyniło mnie człowiekiem, kobietą, chrześcijanką, katoliczką taką, jaką Bóg chce, bym była. Czas spędzony w zakonie uformował we mnie duchowość franciszkańską. To był jeden z etapów w moim życiu, wzrastanie na drodze duchowej do Boga. Po ludzku - niewytrzymała, według Boga kamień do oszlifowania. Oszlifował mnie w różnych sytuacjach, by ukształtować na obecny stan. "Złota doświadcza się w piecu, a umiłowanych w tyglu doświadczeń". Miłość Jezusa uzdrowiła we mnie to, wobec czego medycyna stała się bezradna. W kwietniu 2004 roku, po ostatniej operacji, lekarz powiedział, że nie da rady już bardziej poprawić mi mowy. Pogodziłam się z tym, że ludzkie możliwości są ograniczone. Oddałam to Jezusowi na modlitwie. Prosiłam, by Jezus zajął się mną tak jak uważa. Była to 14 operacja, czułam się podczas niej i później jak obserwator a nie pacjent. Jezus wziął na siebie mój strach, lęk przed kolejnym cięciem, narkozą, bólem. Sam Jezus mówi w Ewangelii: "Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i umęczeni jesteście, a ja was pokrzepię". Dzień wcześniej koleżanka przysłała mi smsa o treści: "Jezus wziął na siebie nasze choroby, słabości". Tego namacalnie doświadczyłam. Miałam porównanie, bo była to już kolejna operacja. Prosiłam Boga, godząc się na nią, by była ostatnia. Niedługo miną 3 lata, jak nie byłam w szpitalu, nie miałam zabiegów. Bogu chwała. Jezus nie daje nic ponad nasze siły. 18 grudnia 2004 roku na Mszy Świętej o uzdrowienie dostałam łaskę uzdrowienia mowy, otworzył mi się głos, zaczęłam śpiewać, mowa stawała się wyraźniejsza, skuteczniejsza, mniej mówię, ale stałam się słyszalna.

Wtedy kolejny raz zrozumiałam, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Oddałam Jezusowi kolejne sprawy, sfery mego życia: psychiczną, duchową, emocjonalną, fizyczną, moje marzenia, pragnienia, lęki, obawy. Zaprosiłam Go i prosiłam, by był Panem mego życia, by nim się zajął, uporządkował je. Ofiarowanie Bogu, powtarzam codziennie, proszę, by mną kierował, moimi krokami, bym czyniła to, czego On chce, bym robiła, bym mówiła słowa te, które On chce, bym wypowiadała. Niejednokrotnie Bóg całkowicie zmieniał moje plany w ciągu dnia. Na koniec dnia w podsumowaniu i rachunku sumienia czułam, że wypełniłam Jego wolę.

Jezus dał mi dar dystansu, wolności do tego, co mówią ludzie. Nie przejmuję się już reakcjami ludzi na moją wrodzoną wadę i mowę. One były podstawą do przemiany istoty słabej dzięki Sile Bożej w mocną. Jezus okazuje Swą Moc. Święty Paweł napisał: "Moc się w słabości doskonali".

Cecylia Gaworecka