lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
CZERWIEC 2006
nr 6/2006

W oczekiwaniu na przyjście Ducha miłości i miłosierdzia

Zbliża się uroczystość zesłania Ducha Świętego. Trwamy w oczekiwaniu. Ten czas podobny jest trochę do Adwentu. Przyzywamy tu bowiem tak samo obecności Boga. Tęsknimy i wołamy: Przyjdź!

Jednak w Adwencie oczekujemy przyjścia namacalnego, widzialnego, przyjścia Wcielonego Syna Bożego, a tu nieuchwytny i nieprzewidywalny Duch Święty, jak wiatr. Jezus mówiąc Nikodemowi o Duchu Świętym właśnie porównał Go do wiatru: Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz skąd przychodzi i dokąd podąża (J 3,8).

Duch Święty jest obecny nieustannie w nas, ale często o tym zapominamy, tak jak o istnieniu powietrza. A przecież bez powietrza nie możemy żyć. Wystarczy krótka chwila bez powietrza i człowiek się dusi. Tak samo jest w naszym życiu wewnętrznym. Duch Święty jest duszą naszej duszy, jest Bogiem w nas. Bez Niego jak bez powietrza umieramy. I tak się dzieje, gdy Go przez grzech ciężki z naszego wnętrza wyganiamy. Natomiast w człowieku będącym w łasce uświęcającej Duch Boży przebywa nieustannie, nawet jeśli ta osoba sobie tego nie uświadamia. Duch Święty bowiem jest delikatny i dyskretny, nie narzuca się, a prowadzi nas do Jezusa, do tego byśmy wyznali: Panem jest Jezus (por. 1Kor 12,3).

Działanie Jego w nas może być także silne i zdecydowane jak huragan. Przecież jest Bogiem wszechmocnym. Apostołowie w dzień Pięćdziesiątnicy usłyszeli z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wichru (Dz 2,2). I to przyjście Ducha Świętego wyrwało ich z lęku i zamknięcia. Stali się od tego momentu odważnymi świadkami i głosicielami Zmartwychwstałego Pana.

Duch Święty chce przebywać i działać w każdym z nas. I chce tego tylko i wyłącznie z niezgłębionego Miłosierdzia swego - jak to podkreśla ks. Sopoćko. Sługa Boży rozważając sposób przygotowania się Apostołów do Zesłania Ducha Świętego podaje wzór, jak każdy z nas może się przygotowywać na nieustanne przychodzenie Pocieszyciela. Czyli jak należy otwierać coraz szerzej swoje serce na Jego działanie w nas.

Apostołowie przygotowywali się spędzając czas na modlitwie, skupieniu i milczeniu. Samotność, skupienie i milczenie ks. Sopoćko określa jako ofiarę złożoną Bogu za naszą zmysłowość i rozproszenie i dodaje, że taka ofiara najlepiej przygotowuje dusze do otrzymania każdej łaski, a szczególnie przygotowuje drogę do natchnień wewnętrznych (MBIII, s. 13), których przecież Autorem i dawcą jest Duch Święty. To skupienie i milczenie łączy się oczywiście z modlitwą. Modlitwą ustawiczną i jednomyślną, gorącą i serdeczną, błagająca Boga o dary i wielbiącą Go, a przede wszystkim wytrwałą i zanoszoną w imię Jezusa Chrystusa (MBIII, s. 14).

Najbardziej niesamowite w tym jest to, że w modlitwie wołającej i oczekującej na przyjście Ducha Świętego, On już jest obecny, ponieważ bez Niego nie potrafimy się modlić. W "Liście do Rzymian" czytamy: Duch przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami (Rz 8,26).

Ksiądz Sopoćko rozwijając tę myśl pokazuje, że modlitwa jest dziełem Ducha Świętego, że od Niego ściśle zależy: On przede wszystkim pociąga nas do modlitwy, zapobiegając pierwszej i najszkodliwszej ułomności naszej, jaką jest niechęć do modlitwy. On ukazuje nam jej wzniosłość, konieczność i potęgę, wlewając zarazem pewną tęsknotę za nią. Inaczej mówiąc, on daje ducha modlitwy, który jest jednym z najkonieczniejszych warunków jej skuteczności (MBIII, s. 150).

Chciejmy więc trwać na modlitwie ufając Pocieszycielowi, że ogarnie nas swoją obecnością. Wszak jest Miłością i Miłosierdziem, nie odmówi więc sercu rozpalonemu miłością ku Niemu. Niech w każdym z nas dokona się to, o czym pisze ks. Sopoćko w swojej modlitwie: Duchu Święty! Kto nakreśli sercu granice w chwili, gdy Ty je miłością swoją nawiedzasz, przenikasz i porywasz? Wówczas unosi się ono, przebywa niezmierzone przestworza i zanurza się w łonie swojego Boga, swojego Ojca. Podniecone Boskim bodźcem miłości, przebiega niebiosa i łączy się z chórami aniołów, biorąc udział w ich wzniosłej adoracji Pana ziemi i niebios. Sięga otchłani, gdzie oczyszczają się dusze, kojąc ich męki balsamem łez i modłów. Przebiega ziemię, a słysząc skargi współbraci, odczuwa najlżejsze bóle swych bliźnich. Otula bratnią tkliwością każdego, a żaden śmiertelnik nie odchodzi bez pociechy. O jak przestronne jest serce posiadające Ciebie. Ogarnia ono wszystko na niebie i ziemi! (MBIII, s. 172).

s. Estera Rudź, ZSJM