lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
MAJ 2006
nr 5/2006

Polskie ślady w Misiones

Muzeum historyczne Jana SzychowskiegoW południowo-zachodniej części prowincji Misiones, w odległości 13 km od miasta Apóstoles, znajduje się znane w Argentynie Muzeum Historyczne Jana Szychowskiego. Museo histórico Juan Szychowski (muzeum historyczne Jana Szychowskiego) istnieje od kilku lat. Znajduje się ono w tym samym miejscu, gdzie w roku 1900 rozpoczynała swoją działalność rodzina Szychowskich. Jadąc od głównej drogi tzw. żwirówką, po sześciu kilometrach pojawia się nowoczesny, obszerny i pięknie utrzymany zakład przetwórczy yerba mate. Z tych zakładów wychodzi słynna z jakości amanda, której reklamy widoczne są niemal wszędzie w Argentynie. Zanim wjedziemy na teren zakładu przez bramę, wita nas akcent bardzo bliski: w pięknej kapliczce duży obraz Jezusa Miłosiernego. W powietrzu unosi się charakterystyczny zapach. Ogromne ciężarówki czekają na załadunek przetworzonej i zapakowanej do sprzedaży yerba mate. Jakby na zapleczu fabryki, wśród pięknej, podzwrotnikowej zieleni znajduje się wspomniane muzeum.

Skąd Polacy w tej części Argentyny i Ameryki Południowej? Przyzwyczailiśmy się szukać naszych rodaków raczej w Ameryce Północnej.

Maszyny i narzędzia wykonane własnoręcznie przez Jana SzychowskiegoOkazuje się, że Argentyna w pewnym okresie historycznym, była bardzo ważnym celem polskiej emigracji. Najpierw, w wieku XIX w Argentynie pojawili się Polacy po klęsce powstania listopadowego, a później powstania styczniowego. Wielu z tych polskich emigrantów wzięło udział w walkach o niepodległość Argentyny. Natomiast pod koniec XIX wieku pojawiła się nowa grupa polskich emigrantów: emigracja zarobkowa. Byli to przede wszystkim chłopi przeważnie z Galicji Wschodniej. Zasługą tej grupy emigrantów jest założenie i rozwój miasta Apóstoles. Innym, ważnym ośrodkiem skupiającym polską emigrację to Azara. Wokół tego ostatniego miasta wyrosły takie osady, jak: Tłumacz, Racławice, Dąbrówka, Jagiełłowo, Skargowo, Wieliczka, Stanisławów, Jasna Góra, Kazimierzowo i Kościuszkowo. Te nazwy, jak drogowskazy pokazują skąd przybyli koloniści tej ziemi. Dość duża grupa Polaków przybyła do Argentyny po zakończeniu II wojny światowej. Zdemobilizowani żołnierze polscy walczący na Zachodzie, nie mogli wyjechać wówczas do Stanów Zjednoczonych. Udali się więc do Argentyny. Jedni z nich, dla uczczenia córki Józefa Piłsudskiego, nazwali założoną przez siebie osadę na północy Misiones, po prostu: Wanda. W mieście tym są znane kopalnie kamieni szlachetnych.

Polscy emigranci przybywali z Europy zwykle statkami do Buenos Aires, skąd barkami płynęli w górę rzeki Paraná aż do miasta Posadas. Z Posadas, już pieszo udawano się do rejonu Apostoles. Była to dla nich nowa ziemia, nieznana i dla wielu bardzo trudna. Wielu zmarło w drodze do tej "ziemi obiecanej", inni nie potrafili znieść trudów przystosowania się do gorącego klimatu. Dla innych zabójcza była po prostu tęsknota za ojczystym krajem. Najmocniejsi przetrwali. W tym przetrwaniu, jak zawsze, ogromną rolę odegrali polscy kapłani. Wśród osadników polskich pracowali księża chrystusowcy, werbiści, salezjanie, a po ostatniej wojnie także byli kapelani polskiego wojska na Zachodzie. Do takich, których dziś podaje się jako przykład pionierskiej, twórczej pracy na rzecz rozwoju Argentyny, należy rodzina Szychowskich, a zwłaszcza postać Jana Szychowskiego.

Muzeum Szychowskich w Cachuera w pobliżu Apóstoles to dwa, niezbyt duże budynki z otoczeniem. Zgromadzono tutaj dość dużo eksponatów, które można podzielić na dwie grupy. Jedna grupa to fotografie i różnego rodzaju dokumenty dotyczące osoby Jana Szychowskiego i jego najbliższej rodziny. Druga, to maszyny, urządzenia, a także wyposażenie domu Szychowskich. Z przedstawionych dokumentów dowiadujemy się, że Jan Szychowski w wieku 11 lat przyjechał do Argentyny w roku 1900 wraz z rodzicami i rodzeństwem. Tak, jak wszyscy, dotarł pieszo z Posadas do kolonii Apóstoles. Klimat, choroby, zwłaszcza malaria, jadowite węże, to wszystko powodowało zniechęcenie. Niektórzy próbowali dostać się z Argentyny do Kanady. Jednym z nich był piętnastoletni już Jan Szychowski. Udał się do Buenos Aires, ażeby zarobić trochę pieniędzy i powrócić do ojczystych stron. Wybuch I wojny światowej zatrzymał Jana Szychowskiego w Buenos Aires na dłużej. Pracował w warsztacie ślusarskim, gdzie bliżej zapoznał się z tokarką produkcji niemieckiej. Ta, stosunkowo nieskomplikowana maszyna zrobiła na młodym Janie ogromne wrażenie. Zapamiętał tak dobrze jak ona funkcjonuje, że gdy powrócił do Apóstoles, zaczął budować samodzielnie coraz to bardziej skomplikowane prototypy maszyn. W dziedzinie budowy maszyn tokarskich Jan Szychowski jest pionierem w Argentynie. Maszyny budowane niemal własnoręcznie przez Jana Szychowskiego jeszcze dzisiaj budzą swoją precyzją zdumienie inżynierów i konstruktorów. W latach 20-tych ubiegłego wieku Jan Szychowski zbudował na pobliskiej rzece Chimiray tamę wykorzystując energię spiętrzonej wody do poruszania maszyn. Jedną z nich jest coś rodzaju kombajnu do pakowania yerba mate. To wielkie przeżycie widzieć dzisiaj maszyny z licznymi przekładniami i pasami transmisyjnymi jakby ożywione siłą spiętrzonej wody. W latach pięćdziesiątych XX wieku zauważono geniusz Jana Szychowskiego. Posypały się ordery, wyróżnienia, medale. A potem muzeum, które wieści chwałę Polaka zasłużonego dla rozwoju Argentyny.

W muzeum Jana Szychowskiego oprowadza nas młoda dziewczyna, chyba Argentynka. Jak zwykle, mówi bardzo dużo. Trochę słuchamy, a bardziej oglądamy liczne eksponaty, listy, różne drobiazgi, które mogą bardziej nam przybliżyć wybitnego Polaka. Wśród wielu innych dokumentów znajduje się list od polskich władz emigracyjnych za pomoc na rzecz Polski podczas pierwszej wojny światowej. Na zakończenie przewodnictwo w opowiadaniu o historii Jana Szychowskiego przejmuje p. Diego Wdowiak, spadkobierca wielkiej tradycji rodu Szychowskich. Mówi właściwie już tylko po hiszpańsku, bardzo grzeczny i skromny i bardzo gościnny. Zwiedzamy nowoczesny zakład przerabiający yerba mate. To już kolejne pokolenie kontynuuje piękną tradycję polskiego rodu Szychowskich porządnym życiem i rzetelną pracą. Cokolwiek by nie powiedzieć, czuliśmy się tutaj, na dalekiej, argentyńskiej ziemi, bardzo dumni, że jesteśmy Polakami.

Dzisiaj, z powojennej, liczącej około stu tysięcy Polonii, pozostało niewiele. Kilka domów Polonii, niewiele już punktów duszpasterskich z liturgia w języku polskim. Działa jeszcze kilka organizacji polonijnych. Pewnego rodzaju obrazem dzisiejszej Polonii jest Dom Polski wybudowany całkiem niedawno w Parku Imigrantów w Oberá. W tym parku każda grupa narodowościowa ma swój dom będący swoistym ośrodkiem kultury danej grupy etnicznej. Dom Polski wyróżnia się piękną i charakterystyczną architekturą góralską. Ale tylko z daleka. Z bliska, zwłaszcza wewnątrz, robi wrażenie, jakby nowy dom na pewien czas opuścili gospodarze. Niewielu pozostało, którzy chcą nadal pielęgnować język i kulturę swoich przodków, i są ze swego pochodzenia naprawdę dumni. Owszem, działa tutaj od lat bardzo ofiarnie o. Herkulan Antoni Wróbel, franciszkanin - bernardyn, rektor Polskiej Misji Katolickiej w Argentynie. Wraz ze swoimi współpracownikami stara się docierać do argentyńskich Polaków, budząc ich świadomość tak narodową jak i religijną. Większość jednak coraz bardziej integruje się z hiszpańskojęzycznym społeczeństwem argentyńskim. Nazwiska polskie w swoim brzmieniu jednak pozostały. One właśnie, widoczne na tablicach reklamowych, na ogromnych ciężarówkach, na szyldach zakładów i sklepów świadczą, że emigranci z Polski mają swój poważny wkład w rozwój gospodarczy Argentyny, a w prowincji Misiones stanowią bardzo liczącą się grupę z tzw. średniej klasy tutejszego społeczeństwa.

abp Wojciech Ziemba