lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
MAJ 2006
nr 5/2006

Ksiądz Witold Pietkun

Ks. Witold PietkunAż nie chce się wierzyć, że to już 25 lat minęło od śmierci ks. Witolda Pietkuna, kapłana znanego nie tylko na terenie naszej Archidiecezji, ale i poza jej granicami. Był postacią nietuzinkową, barwną, wnoszącą w życie społeczne wiele ciekawych i odważnych pomysłów. Wiosną 1940 r. był internowany i więziony przez Litwinów, a po wojnie za odważne kazania był trzykrotnie sądzony przez polskie władze komunistyczne i dwukrotnie więziony.

Urodził się on 10 III 1911 r. w Ikaźni w powiecie brasławskim na Wileńszczyźnie. Jego rodzice, Jan i Józefa z Szymanów - jak sam to określił - pochodzili z drobnych rolników. Ojciec, który ponadto pracował na kolei, zmarł w pierwszym roku życia Witolda. Troska o sześcioosobową rodzinę spadła na matkę. O swojej edukacji tak napisał w życiorysie z 10 II 1939 r.: "Szkołę powszechną, 4-oddziałową, ukończyłem w Ikaźni, po czym zostałem przyjęty z braku przygotowania na czas tylko próby do klasy 3-ej gimnazjum starego typu w Drui. Próba wypadła pomyślnie, wskutek czego zostałem przyjęty na stałe i przebywałem w wymienionym gimnazjum do końca 1-go półrocza klasy VI-ej. W 1928 roku z przyczyn materialnych, jak również racji wewnętrznych, opuściłem gimnazjum w Drui i złożyłem egzamin do państwowego gimnazjum w Dziśnie, które ukończyłem w czerwcu 1931 roku. Po zgonie matki już w początkach nauki w gimnazjum, źródłem utrzymania, obok pomocy ze strony Sejmiku brasławskiego i Polskiej Macierzy Szkolnej, były udzielane przeze mnie korepetycje. Po maturze wstąpiłem do Seminarium Duchownego w Wilnie i z początku roku akademickiego 1931/1932 zapisałem się na Wydział Teologiczny Uniwersytetu Stefana Batorego. Studia wyższe mogłem ukończyć zawdzięczając zwrotnemu stypendium państwowemu, które za czas pobytu na uniwersytecie wyniosło sumę 2100 zł".

Z tego fragmentu zwięzłego życiorysu widać, że ks. Pietkun nie miał łatwego życia. Wcześnie osierocony przez rodziców musiał sam radzić sobie w życiu. Był bardzo zdolnym. Na seminarium naukowe zgłosił się do profesora dogmatyki ks. Leona Puciaty, do którego klerycy bali się iść. Napisał pracę magisterską pt. "Zasadnicze punkty nauki katolickiej o Tradycji", którą oceniono jako celującą. Warto zaznaczyć, że w całym okresie międzywojennym tylko trzech absolwentów Wydziału Teologicznego USB otrzymało taką ocenę na egzaminie magisterskim. Dnia 20 VI 1937 r. diakon Pietkun przyjął święcenia kapłańskie z rąk Arcybiskupa Romualda Jałbrzykowskiego. Na pierwszą placówkę został skierowany do Krynek, gdzie jako wikariusz pracował tylko do marca 1938 r. Wtedy to został przeniesiony na wikariat do największej parafii wileńskiej - Wszystkich Świętych. Liczyła ona wówczas ponad 15 000 wiernych. Ksiądz Pietkun pracował w duszpasterstwie i jednocześnie przygotowywał pracę doktorską. Został zaangażowany do pracy na Uniwersytecie i od 1 II 1939 r. pełnił obowiązki starszego asystenta na Wydziale Teologicznym.

Wybuch II wojny światowej spowodował wielkie zmiany. Wilno zajęli najpierw Sowieci, a następnie przekazali je Litwie. Uniwersytet Stefana Batorego z dniem 15 XII 1939 r. został zamknięty przez Litwinów. Zanim uczelnia została zamknięta ks. Witold zdążył w dniu 1 grudnia obronić doktorat na postawie dysertacji "Racja wewnętrzna rozwoju i niezmienności przedmiotowej depozytu wiary". Mieszkał i pracował nadal przy kościele Wszystkich Świętych. Wiosną 1940 r. musiał czymś się narazić władzom litewskim, gdyż został wywieziony do klasztoru w Liszkowie. Klasztor ten był przeznaczony na więzienie, ale umieszczeni tu polscy księża mieli dużo swobody i mogli stąd uciec. Ksiądz Pietkun po ucieczce z Liszkowa znalazł się w obozie w Słowikach nad Szeszupą. Był tu krótko, gdyż Litwę zajęły wojska sowieckie. Okupację sowiecką i niemiecką przeżył w Wilnie przy Kościele Wszystkich Świętych. Nie brakowało tu momentów dramatycznych, ale przeżył pomyślnie ten okres i w kwietniu 1945 r. znalazł się w Białymstoku. Wyrzucone z Wilna Seminarium Duchowne zainaugurowało w dniu 8 V 1945 r. swoją pracę w Białymstoku i tu ks. Pietkun rozpoczął pracę jako profesor. Pracował jednak krótko, gdyż naraził się władzom Polski Ludowej i znalazł się więzieniu. Po zwolnieniu nie mógł już wykładać w Seminarium i na Wydziale.

W działalności duszpasterskiej, w swoich kazaniach podnosił na duchu wiernych, zwłaszcza repatriantów i demaskował posunięcia komunistycznych władz. W latach 1946-1952 wykładał w Seminarium Duchownym w Łodzi, a następnie wrócił do Białegostoku i znowu rozpoczął wykłady w miejscowym seminarium duchownym, gdzie wykładał teologię fundamentalną, teodyceę, ontologię. Dnia 19 VI 1951 r. odbył kolokwium habilitacyjne na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Warszawskiego. Rozprawa habilitacyjna nosiła tytuł "Kryteriopoznawcza analiza aktu wiary". W latach 1956-1958 był redaktorem kurialnego czasopisma urzędowego "Wiadomości Kościelne". Ponieważ w swoich kazaniach bronił praw Kościoła, narażał się tym komunistycznym władzom. Za kazania w obronie Krzyża oraz życia nienarodzonych dzieci oraz krytykę poczynań władz został aresztowany i na przełomie 1959 i 1960 r. przebywał w więzieniu. Nie mógł też wykładać w seminarium. Przyjął go wówczas biskup siedlecki Ignacy Świrski i w latach 1962-1969 ks. Pietkun prowadził wykłady w seminarium w Siedlcach. Biskup Świrski odznaczył go wówczas kanonią honorową siedlecką. W międzyczasie, zdaje się, że 1967 r. znowu miał rozprawę sądową, zdaje się że za kazanie wygłoszone w Niewodnicy.

W 1969 r. wrócił do swojej macierzystej Archidiecezji. Tu w 1970 r. bp Henryk Gulbinowicz zamianował go rektorem Diecezjalnego Ośrodka Kształcenia Soborowego, przemianowanego później przez bpa Edwarda Kisiela na Instytut Teologiczno-Pastoralny. Był bardzo czynny w diecezji, a także poza jej granicami uczestnicząc w konferencjach naukowych i głosząc kazania. Z dorobku naukowego na szczególne uwzględnienie zasługują jego pozycje książkowe: Dogmatyka katolicka (Warszawa 1954) i Maryja Matka Chrystusa. Rozwój dogmatu maryjnego" (Warszawa 1954).

Kiedy powstała Solidarność ks. Pietkun stał się wielkim orędownikiem sprawy Solidarności w naszym regionie. W dniu 29 III 1981 r. odprawił Mszę Świętą i wygłosił kazanie przed siedzibą Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego - Fabryką Przyrządów i Uchwytów dla wielu tysięcy zgromadzonych ludzi. Przedstawiciel Solidarności, Krzysztof Burek napisał potem: "Tamten mężny głos przedstawiciela Kościoła, potwierdzający sens i potrzebę naszej walki i godność ludzką i praworządność, był dla nas głosem umocnienia, w którym znaleźliśmy odbicie własnych myśli i własnych tęsknot". Przygotowywał się do kolejnego wystąpienia, w dniu uroczystości 3 maja. Tego kazania już nie wygłosił. Zmarł nagle po Mszy Świętej w zakrystii Kościoła św. Rocha. Uroczystości pogrzebowe miały miejsce w kościele św. Rocha w Białymstoku i w Chodorówce, gdzie został pochowany w podziemiach kościoła obok swego przyjaciela, ks. Witolda Ostrowskiego, budowniczego parafialnej świątyni.

Biskup Ozorowski w kazaniu pogrzebowym w Chodorówce powiedział: "Zmarły Ksiądz Profesor umiejętnie łączył teologię z praktyką. To co czynił poprzedzone było głęboką refleksją, to o czym pisał miało swój fundament w codziennym doświadczeniu. Stąd słowa jego posiadały niezwykłą siłę, a czyny stawały się wymowne (...)" Rzeczywiście jego słowa i czyny były bardzo wymowne i silnie oddziaływały. Stąd nic dziwnego, że spotykały się z brutalną reakcją władz komunistycznych z jednej strony, ale i z uznaniem i przyjęciem za własne myśli i pragnienia słuchaczy z drugiej.

ks. Tadeusz Krahel