lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
MAJ 2006
nr 5/2006

Jezus Miłosierny - Dobry Pasterz

Bardzo lubię spoglądać na obrazki przedstawiające Jezusa tulącego małą owieczkę. Wtedy zawsze rodzi się we mnie pragnienie, by znaleźć się na jej miejscu. Jezus patrzy się na tę owieczkę z wielką miłością i zatroskaniem. On się natrudził, by ją odnaleźć i wyplątać z krzaków, gdyż sama nie potrafiła sobie poradzić. Nie ma do niej żadnej pretensji, niczego od niej nie wymaga. Po prostu bierze i tuli do swego Serca.

Patrzę na Jezusa Dobrego Pasterza, ale wciąż tak trudno jest mi uwierzyć, że On postępuje ze mną w taki sam sposób, jak z tą owieczką. Wydaje mi się, że aby znaleźć się w Jego ramionach, to ja muszę się trochę natrudzić, najlepiej to być doskonałą i świętą, i w żadnym wypadku nie wplątywać się w jakieś "krzaki". Być dobrą dla wszystkich jak Matka Teresa z Kalkuty i być na takim stopniu modlitwy jak św. Teresa z Awila. I wtedy może dostąpię łaski bliskości z Jezusem. Jak to właściwie jest?

Jeżeli ja jestem "czarną owcą" i nie potrafię być dobra. Przy różnych okazjach wychodzi ze mnie zło, które mnie wewnętrznie pęta i zniewala. Nie potrafię sama się uwolnić. Czy Jezus też mnie odnajdzie? Czy weźmie na ramiona taką pełną złości, lenistwa i pogardy? Dlaczego mam wątpliwości? Przecież to Jezus - Dobry i Miłosierny Pasterz umarł za mnie na krzyżu. Tyle wycierpiał, by mnie uwolnić z niewoli zła. I woła do mnie przez słowa zapisane w "Dzienniczku" św. Faustyny:

Nie lękaj się, duszo grzeszna, swego Zbawiciela, pierwszy zbliżam się do ciebie, bo wiem, że sama nie jesteś zdolna wznieść się do mnie. Nie uciekaj dziecię od Ojca swego, chciej wejść w rozmowę sam na sam ze swym Bogiem miłosierdzia, który sam chce ci powiedzieć słowa przebaczenia i obsypać cię swymi łaskami. O, jak droga mi jest dusza twoja. Zapisałem cię na rękach swoich. I wyryłaś się głęboką raną w sercu moim.

[...] Większe jest miłosierdzie moje aniżeli nędze twoje i świata całego.

[...] Właśnie ty, dziecię moje, masz wyłączne prawo do mojego miłosierdzia. Pozwól mojemu miłosierdziu działać w tobie, w twej biednej duszy; pozwól, niech wejdą do duszy promienie łaski, one wprowadzą światło, ciepło i życie (Dz. 1485, 1486).

Jezu, ukochany mój Pasterzu, Ty, który masz dla nas tyle cierpliwości. Ciągle od nowa wyruszasz, aby szukać tego, kto się zagubił, a może sam się ukrył przepełniony lękiem jak Adam w raju. Nie rezygnujesz, bo Miłość cierpliwa jest [...] i nigdy nie ustaje (1Kor 13,4.8). Proszę, wlej w moje serce wiarę i ufność, abym nie wątpiła w to, że i mnie chcesz trzymać w swoich ramionach, że i mnie pragniesz wyzwolić ze zła, które mnie pęta. Niech Twoja obecność i świadomość nieustannej opieki nade mną wyzwoli we mnie radość. Chcę przy Twoim Sercu tak jak ks. Sopoćko mówić: Szukałeś mnie, gdy się zaplątałem w ciernie grzechu i dotkliwie siebie zraniłem - znalazłszy zaś wziąłeś mnie na ramiona i teraz tak troskliwie leczysz rany grzechowe w mej duszy. "Jezu, ufam Tobie!" ("Listy z Czarnego Boru").

s. Estera Rudź, ZSJM