lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
LISTOPAD 2004
nr 2/2004

Przyjaciel świętych

"Jak umrę, to wystarczy, że każdy święty malowany moją ręką pomodli się za mnie i będę w niebie". Włodzimierz Wasilewicz

Włodzimierz WasilewiczWłodzimierz Wasilewicz,to niezwykły artysta oddany swojej pasji twórczej od lat najmłodszych. Urodzony w Grodnie w 1909 roku, resztę życia spędził w Supraślu i Białymstoku. Jeden z jego supraskich znajomych opowiadał, że kiedy mały Włodek w latach pierwszej wojny światowej znalazł się w Moskwie i uczęszczał do jednego z tamtejszych przedszkoli, już wtedy zadziwiał swoich wychowawców. Zafascynowany jakimś obrazkiem wiszącym na ścianie tej placówki, zdjął go i ukrywszy pod koszulką wyniósł z przedszkola. Opowiedział o tym swej matce, która kazała odnieść obrazek, skąd wziął. Chłopiec nie mógł się rozstać z oryginałem, więc zrobił kopię, którą zwrócił. I nikt się na tym nie poznał.

Rodzina Wasilewiczów wróciła do wolnej Polski w 1922 roku i zamieszkała w Supraślu. Włodek uczęszczał tam do szkoły powszechnej i zarabiał na kieszonkowe malowaniem laurek, podobizn swoich kolegów, a później portretów dorosłych na zamówienie. Szkołę średnią ukończył w Białymstoku, a w międzyczasie, kiedy w 1928 roku powstał w Supraślu teatr amatorski, malował kulisy i charakteryzował aktorów. Zasłynął z czasem jako niezastąpiony scenograf. Później wyjechał na studia plastyczne do Warszawy. Na kilka lat przed wojną ukończył tamtejszą Akademię Sztuk Pięknych. Jak artysta plastyk specjalizował się w malowaniu portretów oraz polichromii kościelnej.

Zaraz po wyparciu Niemców z Białegostoku, już jesienią 1944 roku, Włodzimierz Wasilewicz wraz z wileńskim artystą Stanisławem Stolarczykiem zakładają w mieście nad Białą Związek Artystów Plastyków. Do powstałej grupy artystów dołączają wkrótce takie nazwiska jak znani twórcy: S. Horno-Popławski, H. Bołoz, Jarosławska-Żabska i inni. W tym czasie Białystok staje się nieformalnym centrum kultury w tej części kraju. Na scenie tutejszego teatru dramatycznego występują takie sławy jak Z. Kęstowicz, I. Śmiałowski, J. Duszyński i młodziutka podówczas Hanka Bielicka i znany śpiewak operowy Jerzy Garda oraz pianista światowej sławy, Szpaliński. Występy miały miejsce w sali teatralnej dzisiejszego kina "Ton". W tymi czasie szczególnie plastycy białostoccy starają się być bardzo aktywni, organizując już w 1945 roku swoją pierwszą po wojnie wystawę zbiorową, pod egidą ZAP. Udział w wystawie, obok wymienionych już wcześniej znanych malarzy, wziął również Włodzimierz Wasilewicz. Kilka miesięcy wcześniej, bo jesienią 1944 roku otwarto w Białymstoku przy ul. Kilińskiego w tzw. "okrąglaku" Koedukacyjną Szkołę Malarstwa, Rzemiosł i Prac Artystycznych. Pierwszym dyrektorem szkoły został Stanisław Stolarczyk. W roku 1945,dnia 31 grudnia Włodzimierz Wasilewicz zawarł związek małżeński z Sabiną Niwińską. Świadkiem w ceremonii ślubnej został przyjaciel malarza, wybitny artysta, S. Horno-Popławski.

Od roku szkolnego 1950/51 W. Wasilewicz został zatrudniony na etacie w Koedukacyjnej Szkole Malarstwa, Rzemiosł i Prac Artystycznych. Pełnił funkcję nauczyciela rysunku i malarstwa. Był także wychowawcą klasy maturalnej. Ponadto dodatkowo pracował w "Ognisku Plastycznym".

Na lata pięćdziesiąte, już ubiegłego wieku, przypada bardzo aktywny okres zaangażowania się artysty w pracach konserwatorskich. Pod kierunkiem konserwatora wojewódzkiego, Paszowskiego zajął się zdejmowaniem wraz z tynkiem zabytkowych fresków nieznanego serbskiego malarza z ocalałych filarów i innych fragmentów pozostałości cerkwi zburzonej przez Niemców. I tu pozwolę sobie wtrącić kilka uwag osobistych jako że byłem jednym z nielicznych świadków tej iście benedyktyńskiej pracy. Kruche tynki z malowidłami były wzmacniane siatką drucianą od wewnątrz na podłożu gipsowym, w obramowaniu z grubych desek. Takie zabezpieczenie pozwalało je bezpiecznie zawieźć do dalszych prac badawczych i konserwatorskich w Warszawie. Dopiero po latach wróciły do supraskiego Pałacu Opatów, gdzie są dotąd eksponowane.

Włodzimierz Wasilewicz sporo czasu w swej karierze malarskiej poświęcał swej małej ojczyźnie, Supraślowi. Przez dłuższy czas pracował w Kaplicy Opatów unijnych miejscowego klasztoru, gdzie wykonywał liczne przerysy starych malowideł. Jak podaje córka artysty, też malarka, Beata Wasilewicz - będąc jeszcze dzieckiem widziała na korytarzach klasztornych "kilometrami ciągnące się brystole z utrwalaną polichromią, wszelkimi planami obrazów".

Aura supraskiej cerkwi Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny wiążąca ze sobą sakralność Wschodu i Zachodu, pozostanie dla mnie na zawsze aurą Kościoła Powszechnego. Wszak przez długie lata stykały się tutaj w składaniu Przenajświętszej Ofiary te dwa obrządki Kościoła Powszechnego. Są to "dwa płuca" Kościoła Chrystusowego, wedle słów Jana Pawła II. Będąc od roku 1937 wychowankiem sierocińca dla chłopców prowadzonego aż do 1945 roku (z przerwami okupacji sowieckiej) przez Księży Salezjanów, modliłem się przed Ikoną Matki Bożej Supraskiej umieszczoną z lewej strony cudownego, gdańskiej roboty renesansowego ikonostasu. Ta cudowna Ikona spoglądała na nas, sieroty, łagodnym i czułym okiem kochającej Matki dodając sił do przetrwania w trudnych wojennych latach. Ten obraz święty, zdewastowany i poniewierany przez żołnierzy sowieckich (wraz z innymi) używany w charakterze chodnika rozłożonego na posadzce świątyni zaginął w niewyjaśnionych przez historyków warunkach. Na szczęście zachował się dla potomnych w kopii sporządzonej jeszcze przed wojną przez Włodzimierza Wasilewicza. Ta kopia umieszczona została na sztandarze kościelnym w supraskiej świątyni parafialnej pod wezwaniem, Trójcy Przenajświętszej. Przed kilkoma laty na jego wzór został namalowany przez artystę z Krakowa nowy obraz dla potrzeb kościoła pw. Matki Bożej Królowej Polski w Supraślu. Można go podziwiać i modlić się przed nim wspominając dawną cudowną Ikonę Supraską. W ten sposób duch posoborowy unosi się nad Supraślem. Niewątpliwie ma w tym jakiś swój nie pośledni udział "przyjaciel świętych" - Włodzimierz Wasilewicz.

Artysta malarz, o którym mowa, tworzył dla wielu świątyń na Podlasiu, zresztą nie tylko katolickich. Pozostawił po sobie wiele obrazów świętych także w ikonostasach i polichromiach cerkiewnych. Brał także udział w przerysach ocalałych napisów i wszystkich znaków znajdujących się na ścianach zabytkowej synagogi w Tykocinie.

Ostatnim dziełem Wasilewicza była rozpoczęta w roku 1961 polichromia cerkwi pod wezwaniem Matki Bożej Pokrowskiej w Puchłach k. Hajnówki. Była to bardzo ciężka praca, szczególnie przy malowidłach w kopule cerkwi. Jak wspomina córka artysty, malował "na rusztowaniach, leżąc na brzuchu, przylegając do deski". Włodzimierz Wasilewicz jest także autorem "Matki Bożej Białostockiej" znajdującej się w prawosławnym Soborze (katedrze) przy ul. Lipowej w Białymstoku. Przez dłuższy czas w białostockiej farze - obecnej katedrze - wisiał w lewej nawie, w małej ostrołukowej niszy namalowany przez Wasilewicza obraz Matki Bożej Ostrobramskiej. Są też inne obrazy świętych malowanych pędzlem tego artysty, na przykład w sanktuarium w Krypnie.

Z historią niektórych obrazów Wasilewicza, podobnie zresztą jak i innych, niekiedy wybitnych artystów, wiążą się różne legendy. Tworzy się też legenda pewnego obrazu Wasilewicza w cerkwi w Królowym Moście. Słyszałem, że użył do wizerunku Matki Bożej bardzo uduchowionej o niezwykłym uroku twarzy narzeczonej swego przyjaciela. Gdy wieść o tym dobiegła proboszcza prawosławnej parafii, artysta długo musiał się tłumaczyć z tego powodu. No cóż, nie zachowały się do naszych czasów wizerunki Pana Jezusa, czy Jego Matki i artyści, każdy na swój sposób starają się świętość tych Twarzy wyrazić. Dzisiaj próbuje iść w sukurs temu nauka. Cudownie urokliwa, tchnąca wielką łagodnością, a zarazem pełna majestatu jest Twarz Jezusa Chrystusa odtworzona na podstawie Całunu Turyńskiego. Wasilewicz nie miał takich możliwości i podobno użył twarzy kobiety pobożnej, przyszłej żony swego przyjaciela i chwała mu za to! Każda bowiem legenda kryje w sobie część prawdy, a prawdy nie należy się lękać...

W czasie wojny Włodzimierz Wasilewicz pracował przy pracach konserwatorskich w starym kościółku farnym w Białymstoku, zatrudniony przez księdza dziekana Chodźkę. Pracowali obaj ze Stanisławem Stolarczykiem i ukrywającym się przed Niemcami rosyjskim artystą malarzem, Wasyliewem (podaję za L. Dobrowolskim z Supraśla).

Włodzimierz Wasilewicz zmarł w lutym 1967 roku. Pozostawił po sobie wiele cennych prac nie tylko w postaci polichromii, lecz także wiele portretów i pejzaży. Niektóre jego prace znalazły się w muzeach i zbiorach Ministerstwa Kultury. Obrazy świętych pędzla Wasilewicza są często przedmiotami kultu. I może dlatego artysta miał prawo mówić, jak wyznaje jego córka: "Jak umrę, to wystarczy, by każdy święty malowany moją ręką pomodlił się, a będę w niebie".

Mieczysław Czajkowski

P.S. Zaraz po wojnie w Kościele pw. Serca Jezusowego w Białymstoku wisiał obraz "Jezusa Miłosiernego". Z czasem był podmalowywany i poprawiany. Może ktoś wie cokolwiek na temat jego autorstwa. Autor artykułu byłby wdzięczny za tę informację. M.C.