lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
LISTOPAD 2004
nr 2/2004

Antypelargosis

Nie od dziś zastanawiam się, czy jesteśmy ludźmi, dla których wiara, honor, tradycja i historia mają znaczenie. Czy może wierzymy tylko w dobra doczesne, a najwyższym bożkiem są pieniądze. Myślenie nad tym niewiele daje, bo co krok to niekonsekwencja. Afera aferę goni a zamieszani w nie są ludzie na odpowiedzialnych stanowiskach. Wciąż mówi się o ochronie przyrody, o obowiązku opieki nad zwierzętami. Młodzież pomaga żabom przekroczyć ruchliwa szosę, dotrzeć szczęśliwie do wody i tam złożyć skrzek. W szkołach robi się zbiórki pieniędzy na karmę dla psów przebywających w schroniskach. Młode bociany, które wypadły z gniazda ludzie przygarniają do swych zagród, opiekują się nimi i radują, gdy ptaki wracają do zdrowia, nabierają sił i uczą się latać. Ale obok tych budujących zachowań ludzkich są i inne. Rodzice kupują dziecku małego pieska, ale nie mają cierpliwości nauczyć go posłuszeństwa, załatwiania swych potrzeb fizjologicznych na spacerze. Pies więc brudzi dywan. Kanapa i fotele pełne są sierści, bo psisko linieje. Na urlop nie można wyjechać, bo co zrobić z psem? Znajdują szybko wyjście, wyprowadzając dotychczasowego pupila do lasu i tam uwiązując go do drzewa. Niech tam w cierpieniach ginie. Bardziej wrażliwi na cierpienia zwierzaka podrzucają go do schroniska, mając nadzieję, że tam znajdzie opiekę. Nic bardziej mylnego. Psów jest dużo, miejsc w schronisku mało. Wyjściem jest usypianie zwierząt. Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami stara się temu przeciwstawić. Winnych bezmyślnego usypiania oddaje w ręce prokuratora. I co z tego? Sprawy ciągną się w nieskończoność a psy są usypiane.

Jeszcze niedawno myślałam, że nasze prawo ograniczy bezmyślne i okrutne działanie ludzi. Teraz mam wątpliwości. Według wymogów stawianych przez Unię Europejską w pomieszczeniach dla zwierząt hodowlanych mogą być tylko zwierzęta hodowlane. Nie ma tam miejsca dla jaskółek. Dziwne, że nie mają zakazu przebywania w tych pomieszczeniach muchy, na które polują jaskółki. A może ten wymóg UE ma chronić muchy?

Jak długo istnieje wieś, a i w miastach także, nad oknami, pod dachem, jaskółki budowały swe gniazda. Gospodarze nigdy nie niszczyli gniazd, dbali o ptaki, wierząc, że gniazdo jaskółcze w domu przynosi szczęście. Jaskółki są zwiastunami wiosny i głosicielami radości. Takie wierzenia przetrwały do dziś i to nie tylko u nas. Na Rodos i Samos dzieci śpiewem witały powrót jaskółek wiosną. Wodzirej obrzędu powitania ubrany był w szatę białą z przodu, czarną z tyłu, a w ręku trzymał rzeźbioną jaskółkę. Zwyczaj ten jeszcze dziś obecny jest w Grecji.

Jaskółka gnieździ się w obrębie ludzkich domostw, "buduje gniazdo cenniejsze od złota, gdyż buduje mądrze" (Prz 16,16). Bez pomocników, sama łączy dziobkiem źdźbła i maleńkie patyczki, a potem pociąga je błotem, by spoić tworzywo. Gniazdo i młode pisklęta powierza ludziom, ich strzechom. Maleństwa od początku przyzwyczaja do przebywania z ludźmi wierząc, że nikt nie będzie ich niepokoił. Za ludzką sympatię i opiekę ptaki odpłacają śpiewem i łowieniem tak bardzo przez nas nielubianych much. W oborze, w której pod stropem gnieżdżą się jaskółki, nie ma ani jednej muchy. Jakie z tego rade są krowy. Nie trzeba toksycznych środków chemicznych do zwalczania owadów, jaskółki same poradzą.

I znowu czegoś nie mogę zrozumieć. Mówi się o ekologicznych gospodarstwach, o ograniczeniu stosowania środków chemicznych, ale też wymaga się niszczenia gniazd jaskółczych i usuwania ptaków z zagród. Chyba jest to troska o rynek zbytu dla przemysłu chemicznego.

Pewnie bociany budujące gniazda na stodole czy oborze też nie będą mogły w nich mieszkać. Dziś dumni jesteśmy, że większość bocianów wywodzi się z Polski. Zazdroszczą nam tego Francuzi, którzy u siebie wytępili te ptaki. Już starożytni Egipcjanie, Grecy, Rzymianie uważali bociana za symbol troskliwej miłości. Święty Bazyli w swoich homiliach nawołuje, by dzieci okazywały miłość rodzicom i troszczyły się o nich jak bociany stojące wokół ojca, tracącego ze starości pióra, ogrzewające go swymi skrzydłami i dostarczające mu obfitego pożywienia. Nie bez powodu wdzięczność za doznane dobrodziejstwa nazywana jest "antypelargosis" co znaczy "bociania wdzięczność".

Zastosowanie się do narzucanych nam przez UE wymogów może doprowadzić do zagłady ptaków. A jaką korzyść z tego będziemy mieli my? Roje much, gryzoni, którymi teraz żywią się ptaki. A czy ktoś potrafi wyobrazić sobie naszą wieś bez gniazd bocianich i ich klekotu, bez gniazd jaskółki i rzędów ptaków z rozwidlonymi ogonkami siedzących na drutach? A może nie wolno też będzie mieć w zagrodzie kota (to nie zwierzę hodowlane, nie daje mięsa, mleka). Jaka radość zapanuje wtedy wśród myszy i szczurów. Psów też nie można będzie mieć, bo to też nie zwierzę hodowlane, a zaledwie stróż obejścia, opiekun i pasterz owiec, bydła. Schroniska dla psów bezkarnie będą usypiać zwierzaki, a ludzie o dobrym sercu, którzy przygarną i zaopiekują się ranną sarną będą karani (sarna to nie hodowlane zwierzę).

Bóg obdarzył nas rozumem, dał nam we władanie Ziemię i jej bogactwa, ale czy umiemy korzystać z tych dobrodziejstw? Wypowiadanie pięknych haseł o ochronie przyrody, o humanitarnym traktowaniu zwierząt bez zgodnych z tymi hasłami działań to jak wiara w Boga, a postępowanie niezgodne z Dekalogiem.

Anna Helena Mical