lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
KWIECIEŃ 2006
nr 4/2006

Ks. Czesław Matusiewicz

Kościół w ProzorokachLiczni kapłani Archidiecezji Wileńskiej, choć nie siedzieli w więzieniach sowieckich ani niemieckich, mieli jednak w trudnych latach wojennej i okupacyjnej pracy na swoich placówkach bardzo ciężkie przejścia i przeżywali nieraz zagrożenia życia. Pragnę ukazać to na przykładzie ks. Czesława Matusiewicza z przygranicznej parafii Prozoroki w dekanacie głębockim.

Urodził się on 13 maja 1913 r., prawdopodobnie w parafii Przerośl na Suwalszczyźnie. W 1933 r. wstąpił do Seminarium Duchownego w Wilnie. Studiował jednocześnie na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Stefana Batorego i zdobył tytuł magistra teologii na podstawie pracy "Monografia kościoła i parafii Przerośl", napisanej pod kierunkiem ks. prof. Czesława Falkowskiego. Dnia 18 czerwca 1939 r. przyjął święcenia kapłańskie, a 11 sierpnia otrzymał nominację na prefekta szkół w parafii Prozoroki. Była to parafia tuż przy granicy ze Związkiem Sowieckim na północno-wschodnich krańcach Archidiecezji Wileńskiej. Liczyła ponad 5 500 wiernych.

Szybko tu ks. Matusiewicz pozostał jedynym duszpasterzem, gdyż proboszcz, ks. Stefan Ostaniewicz, wyjechał do Stanów Zjednoczonych i nie wrócił z powodu wybuchu wojny. Pełnił więc obowiązki proboszcza. Obsługiwał też kościółek w Drozdowszczyźnie, dokąd dojeżdżał dwa razy w miesiącu. W liście z 24-25 IX 1941 r. do Arcybiskupa Romualda Jałbrzykowskiego napisał: "Noc na 17 września, dla wszystkich pamietna, rozwiała złudne ówczesne sny o potędze, stanąłem wobec twardej rzeczywistości. Praca w szkole skończyła się, nie miałem żadnego stanowiska, lecz serce podyktowało mi, że muszę tu zostać, na niebezpiecznym posterunku, narażonym na pierwsze ciosy (...) Zostałem wśród morza nieprzyjaciół (...) Ustawiczne areszty i wywozy, wyciskające wszystkim łzy z oczu i na mnie jak ciosy spadały, gdyż za każdym razem traciłem najlepszych synów, a równocześnie i sam każdej chwili spodziewałem się tego losu, gdyż kilkakrotnie przed tragedią jeden "predsiedaciel" przychodził do mnie namawiając do ucieczki. Szczególnie w 1940 roku, już po wywozie osadników, zostałem przez kilku osobników z gminy, odzianych w owczą skórę, ustawicznie kuszony, abym ratował się ucieczką, gdyż za kilka dni ma być wywóz i ja jestem na liście kandydatów. Nie wiem, jak by się to wszystko skończyło, lecz szczęściem był już Wielki Tydzień, ludzie dowiedziawszy się o nowym wywozie ruszyli tłumnie do kościoła, konfesjonały były w oblężeniu, nie miałem czasu do ucieczki - cały dzień spowiadałem, w ciągu dwóch tygodni wyspowiadałem sam 2600 osób".

Dnia 25 maja 1941 r. otrzymał "wezwanie do czynnej służby w Krasnej Armii". Parafianie natychmiast rozpoczęli starania u władz o zwolnienie z tego swojego proboszcza. Ponieważ władze rejonowe nie chciały zwolnić, parafianie wysłali w tej sprawie depeszę do Stalina, a także zebrali około 1000 podpisów. W dniu wyznaczonym, gdy stawił się na komisję poborową w Plissie, został zwolniony ze służby wojskowej na skutek decyzji z Moskwy. Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej nowe niebezpieczeństwo zawisło nad ks. Matusiewiczem. Ponieważ w Prozorokach w pobliżu kościoła doszło do strzelaniny między wojskiem sowieckim i litewskim [? - tak ks. Matusiewicz napisał w liście], niektórzy próbowali zwalić winę za to na księdza. Sam ks. Matusiewicz tak to opisuje: "Zaczęło się śledztwo, kto rozpoczął bitwę, przez dwa dni badano różne osoby. Wreszcie przy sposobności Żydzi postanowili na mnie zwalić cały ciężar. Kiedy w poniedziałek 30 czerwca wyszedłem z organistą na miasteczko (tym razem w ubraniu cywilnym), Żydzi powiedzieli członkom NKWD, że ksiądz idzie. Jeden żołnierz wysunął się już po mnie, lecz dowódca wstrzymał go mówiąc, że wieczorem ze mną pohulają. Chłopcy zebrani przy nich usłyszeli to, więc czym prędzej mnie uprzedzili. Możliwie najostrożniej wysunąłem się z miasteczka do pobliskiej miejscowości, a stamtąd wieczorem do sąsiedniej parafii w lasy, do gospodarza. A tymczasem w Prozorokach wieczorem zjawili się na plebanii dwaj milicjanci, zrobili rewizję twierdząc, że ja do wojska strzelałem. Powtarzało się to przez trzy dni kilkakrotnie, nawet milicja miejscowa skryła się w ogrodzie szukając mnie i oczekując, czy wieczorem nie powracam do domu. Nawet w ostatni dzień przed odejściem dwóch z NKWD przybyło do plebanii, lecz kiedy wracali do auta zostali na miejscu zabici przez Niemców, którzy w tym momencie wkroczyli do miasteczka".

Podczas okupacji niemieckiej ks. Matusiewicz wyjeżdżał w celach duszpasterskich na tereny Związku Radzieckiego tuż za przedwojenną granicą Polski, do parafii w Zahaciu, Uszaczu, Połocku, Zaskorkach. Trwało to jednak tylko kilka miesięcy, gdyż później Niemcy zabronili tych wyjazdów i groziło to śmiercią. Dalszych losów wojennych ks. Matusiewicza, niestety, nie znamy. Po wojnie, czując się zagrożonym, wyjechał do Polski i w 1947 r. był wikariuszem w Korycinie koło Białegostoku. W roku następnym wyjechał do diecezji warmińskiej i tam był proboszczem i dziekanem w Braniewie (1949-1953), potem w Prabutach, a w latach 1959-1961 był proboszczem w Świętajnie Oleckim. W 1961 r., mając zaledwie 48 lat, przeszedł na emeryturę, czy może raczej rentę i 4 maja tego roku zmarł w Olecku.

ks. Tadeusz Krahel