lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
KWIECIEŃ 2006
nr 4/2006

Miłosierny jest Pan i łaskawy (Ps 103, 8)

Homilia wygłoszona w białostockim sanktuarium Miłosierdzia Bożego, 9 marca 2006 r.

Po raz kolejny dziękujemy miłosiernemu Bogu za ocalenie naszego miasta podczas tamtej pamiętnej katastrofy pociągu z chlorem, jaka 17 lat temu zdarzyła się niedaleko od tego miejsca1. Przypisujemy je wstawiennictwu Czcigodnego Sługi Bożego, Księdza Michała Sopoćki, którego doczesne szczątki spoczywają kilka kroków stąd. W dorocznej procesji dziękczynnej, wiodącej spod kamiennego krzyża-pomnika do tej świątyni Bożego Miłosierdzia, uświadamialiśmy sobie skalę zagrożenia, które zawisło nad uśpionym miastem. I kiedy, to właśnie w rocznicę tamtego wydarzenia uruchomiona na trasie modlitewnej procesji "wyobraźnia miłosierdzia" pozwala nam ogarnąć wagę tego, co się stało. To, że zamiast nieopisanej tragedii, niosącej śmierć tysiącom mieszkańców Białegostoku, doświadczyliśmy Bożego zmiłowania. Nie zginął nikt, choć mogło zginąć bardzo wielu. Na drugi dzień lokalna prasa doniosła: Apokalipsy nie było. Z ust ekspertów, oceniających realność zagrożenia, niejednokrotnie padało słowo: cud. Na usta ocalonych wtedy, i być może licznie obecnych dziś w tej świątyni, mają prawo cisnąć się słowa Psalmisty:

Gdy Pan odmienił los Syjonu,

wydawało się nam, że śnimy.

Usta nasze były pełne śmiechu,

a język śpiewał z radości.

Mówiono wtedy między narodami:

"Wielkie rzeczy im Pan uczynił".

Pan uczynił nam wielkie rzeczy

i radość nas ogarnęła3.

O tym doświadczeniu sprzed 17 lat nie wolno zapomnieć przede wszystkim nam, mieszkańcom Miasta Miłosierdzia. Trzeba pamiętać i pamięć przekazywać z pokolenia na pokolenie. Podobnie jak naród wybrany stale przypominał sobie cudowne przejście przez Morze Czerwone jako widomy znak miłosiernej opieki Bożej w najtrudniejszych, dla siebie momentach. I wciąż trzeba ufać, że Miłosierdzie Boże ujawnia się w niedoli, nieszczęściu i biedzie, często w sytuacjach po ludzku biorąc beznadziejnych. Właśnie wtedy objawia się nam tajemnica miłosiernej miłości Bożej, potężniejsza od śmierci i każdego zła, która dźwiga człowieka z najgłębszych upadków i wyzwala z największych zagrożeń2. Nasze białostockie doświadczenie nie daje nam gwarancji, że już nigdy nie nawiedzą i nie dotkną nas żadne nieszczęścia, bolesne ciosy i cierpienia, nieodłączne od ziemskiego bytowania. Ale daje nam pewność, że Miłosierdzie Boże, uosobione w Chrystusie, który nas zbawił przez swój krzyż i mękę, nigdy nas nie opuszcza, gdy jest nam ciężko, gdy nękają nas bolesne przeżycia. Właśnie wtedy, gdy zawodzi nas wszystko i wszyscy, Boże Miłosierdzie nie pozostawia nas własnemu losowi, nie zawodzi nigdy nas. Na pewno nie zabraknie nam sposobności, ażebyśmy wówczas mogli powtarzać za prorokiem:

Biorę to sobie do serca,

dlatego też ufam.

Nie wyczerpała się litość Jahwe,

miłość nie zgasła.

Jest nowa i świeża co rano:

ogromna Twa wierność3.

Orędzie miłosiernej miłości Bożej, przyjęte z wiarą i ufnością, włącza nas w zbawczy obieg Miłosierdzia. Ten życiodajny nurt, który w miłosiernej miłości Bogu ma swoje źródło i do Boga prowadzi, ogarnia i przemienia w jej duchu ludzkie serca. Otwarcie się na Ewangelię Miłosierdzia nie pozwala zasklepić się w sobie, pogodzić się ze złem, które osacza, przenika do naszego wnętrza jako grzech, zniewala zwątpieniem w siłę dobra. Kiedy jednak zaufamy i powierzymy się mocy Bożego Miłosierdzia, ono nas podnosi, ocala od zagrożenia, broni od rozpaczy. Żal i skrucha z powodu naszych zawinionych upadków powodują radosne doznanie Bożego Miłosierdzia, owocują darem pojednania z Bogiem i Kościołem, z bliźnimi i swoim własnym sumieniem. Stają się przyczyną radości w całym Królestwie Niebieskim, która ujawnia się w autentycznie przeżywanej Eucharystii. Taki jest sens pokuty i szczerego nawrócenia, do którego wzywa i prowadzi Kościół w tym świętym czasie Wielkiego Postu.

W rzeczonym obiegu nie tylko doznajemy Miłosierdzia: jest ono nam zarówno dane, jak i zadane. Doznając Miłosierdzia w jego Bożej i ludzkiej postaci, nie wolno nam go zatrzymać tylko dla siebie, dla swego jedynie pożytku. Oznaczałoby to zablokowanie życiodajnego przepływu miłosiernej miłości, udaremnienie jej tak w sobie, jak i wobec drugich. O tym mówi Jan Paweł II w encyklice o Miłosierdziu Bożym: Chrystus, objawiając miłość-miłosierdzie Boga, równocześnie stawiał ludziom wymaganie, aby w życiu swoim kierowali się miłością i miłosierdziem. Wymaganie to stanowi sam rdzeń orędzia mesjańskiego, sam rdzeń etosu Ewangelii4. Tym, którzy to zrozumieją, Zbawiciel daje krzepiącą obietnicę: Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią5.

Doświadczenie Miłosierdzia domaga się, by dawać o nim świadectwo przez czyny miłosierdzia. Czy dzisiejszy obchód dziękczynny nie jest naszym świadectwem o mocy Bożego Miłosierdzia? Wielbimy Boga za Jego zmiłowanie nad nami i zachęcamy innych, by z całą ufnością czerpali z nieprzebranych źródeł miłosiernej miłości Bożej. Nasze świadectwo ma swój szczególny wymiar apostolski ze względu na okoliczności miejsca i czasu, które dochodzą w nim do głosu. Przypomnijmy sobie, że tamto niezwykłe ocalenie z chlorowej katastrofy zdarzyło się - na trasie liczącej parę tysięcy kilometrów - dokładnie w Białymstoku, który tak chętnie nazywamy Miastem Miłosierdzia. Miało miejsce pomiędzy kościołem Najświętszego Serca Jezusowego, gdzie była kolebka lokalnego kultu Bożego Miłosierdzia a kaplicą i domem, gdzie Sługa Boży zakończył świątobliwy żywot. Tak niedaleko tego sanktuarium, gdzie parę miesięcy wcześniej spoczęły, ekshumowane dla potrzeb procesu beatyfikacyjnego, doczesne szczątki tego wielkiego apostoła Bożego Miłosierdzia. Działo się to w okresie wielkopostnej pokuty i odnowy rekolekcyjnej, która oznacza triumf miłosiernej miłości Boga nad grzechem w ludzkiej duszy.

Zbiegło się wtedy zbyt dużo znamiennych przesłanek, aby uznać je za zwykły przypadek. Społeczność Białegostoku odczytała w nich widomy znak Bożego zmiłowania nad miastem, gdzie żył, pracował i utwierdzał swą ideę apostolską Sługa Boży, o którego wyniesienie na ołtarze zabiegamy i modlimy się. W tym odczuciu białostockiego Ludu Bożego, zarówno katolików jak i prawosławnych, zawiera się geneza dziękczynnych obchodów w rocznicę ocalenia miasta z niewyobrażalnej tragedii.

W tej chwili mamy przed sobą obraz Miłosiernego Zbawiciela, którego przesłanie niegdyś On sam "podyktował" świętej Faustynie. Tenże Zbawiciel jest dla nas wcieleniem Bożego Miłosierdzia, które przybliżał i nadal przybliża ludziom przez swoje miłosierne czyny i słowa. Spływające spod uchylonej szaty promienie Miłosierdzia, "blady i czerwony", symbolizują, najogólniej biorąc, sakramenty Pokuty i Eucharystii, przez które człowiek najczęściej i w sposób najbardziej osobisty doświadcza oczyszczającej i uświęcającej mocy Miłosierdzia Bożego. I stąd bierze się nasza pokorna, a zarazem radosna cześć dla tej uosobionej w Synu Bożym Tajemnicy, wypowiadana w słowach: Jezu, ufam Tobie!

Jezusowa Ewangelia Miłosierdzia w tym świętym czasie Wielkiego Postu, owocującym radosnym nawróceniem i powrotem wielu skruszonych serc do domu miłosiernego Ojca, skupia naszą uwagę i nadzieję na ukrzyżowanym Zbawicielu. Tajemnica Bożego Miłosierdzia, objawiona w Krzyżu i Zmartwychwstaniu Chrystusa, nie pozwala, by zgasła nasza nadzieja na jego zbawczą bliskość w chwilach ciężkich i trudnych, kiedy jest ono najbardziej nam potrzebne. W takich właśnie chwilach, wpatrzeni w ukrzyżowane Miłosierdzie, powtarzamy za poetą:

Boże w niebie pełen chwały,

a na krzyżu pomarniały!

Wiem, że w moich klęsk czeluści

moc mnie Twoja nie opuści.

ks. Stanisław Strzelecki

1 Ps 126, 1-3.

2 Jan Paweł II, Encyklika o Bożym Miłosierdziu (DM), 15.

3 Lm 3, 21-24.

4 Enc. DM, 3.

5 Mt 5, 7.