lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
KWIECIEŃ 2006
nr 4/2006

Zmartwychwstanie - tryumf Miłosierdzia

Ku Tobie, ...dla Ciebie,... z Tobą Jezu, nawracać się chcę.

Dla Ciebie poszczę. Częściej wychodzę na pustynię, by spotkać tam Ciebie.

Szukam wśród strapienia Twych śladów, Twego Krzyża. Wiem, że jest to Krzyż zwycięski. W Wielki Piątek pójdę i ucałuję go, bo wiem, że tam jest MIŁOSIERDZIE.

Usłyszałam, że "zapłatą za grzech jest śmierć" (Rz 6,23). Tyle razy przychodzę do Ciebie z moim grzechem, a Ty dajesz mi życie. Bierzesz na siebie śmierć. Tak więc moim życiem jest twoje MIŁOSIERDZIE.

Stoję pod Krzyżem. A Ty

wzgardzony i odepchnięty przez ludzi,

Mąż boleści oswojony z cierpieniem,

jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa,

(...) przebity za nasze grzechy,

zdruzgotany za nasze winy (Iz 53,3.5).

A jednak przecież nadzieja zawieść nie może (Rz 5,5). Ty jesteś większy od mojego grzechu, od grzechów nas wszystkich. Ty jesteś potężniejszy od śmierci. Dlatego w poranek Wielkanocny ujrzę Twoje zwycięstwo. I jak Hiob zakrzyknę: Wybawca mój żyje (Hi 19,25).

Jak Apostołom pokażesz mi swoje rany. Uchylisz szaty na piersi i z przebitego Serca Twojego wytryśnie zdrój MIŁOSIERDZIA. Bo Ty, Zmartwychwstały Chryste, ogłaszasz tryumf MIŁOSIERDZIA. Dlatego chciałeś byśmy w pierwszą niedzielę po Wielkanocy w Twojej Męce i Zmartwychwstaniu dojrzeli ogrom MIŁOSIERDZIA. I dlatego powiedziałeś: (...) kapłani mają w tym dniu mówić o tym wielkim i niezgłębionym miłosierdziu moim (Dz. 570).

Ale także w tym dniu chcesz, abyśmy w sposób szczególny doświadczyli Twego MIŁOSIERDZIA:

Pragnę, aby święto Miłosierdzia było ucieczką i schronieniem dla wszystkich grzeszników (Dz. 699). Czyż i ja nie należę do grona grzeszników? Potrzebuję Ciebie, Jezu. Twojego przebaczenia. Tego byś mnie uwolnił od zła, które nieraz tak bardzo mnie spęta, że jedyne, co jestem w stanie zrobić, to z wielkim bólem serca przyzywać Twojego zmiłowania. Każdy potrzebuje Bożego Miłosierdzia, ale najbardziej ci, którzy nie zdają sobie z tego sprawy. Dlatego i w tym roku nie mogę stracić tej szansy. Chcę sama uciec i schronić się w Twoich promieniach, ale też przynieść Ci w mojej modlitwie wszystkich, którzy sami nie przyjdą.

W dniu tym otwarte są wnętrzności miłosierdzia mego, wylewam całe morze łask na dusze, które się zbliżą do źródła miłosierdzia mojego. Jak bardzo musisz mnie kochać, Jezu, skoro tak bardzo Ci zależy bym była blisko Ciebie. Tak bardzo Ci zależy, by uwolnić mnie i każdego człowieka od zła. Otwierasz przede mną swoje wnętrze, swoje serce, chcesz mi udzielić wszystkiego o co poproszę, bylebym tylko chciała przyjść i prosić. Taki wielki zaszczyt. Swoje wnętrze otwiera się tylko przed najbliższą zaufaną osobą. Jestem więc dla Ciebie bliska, ufasz, że Cię nie odtrącę, ale odpowiem miłością na Twoją dobroć. Chciałbyś mnie wypełnić po brzegi swoimi łaskami, tak, by nie było miejsca na grzech. Nie mogę w tym dniu obojętnie przejść wobec Twojej łaskawości. Nie mogę pozwolić, by Twoja miłość obiła się o twardą skorupę mego serca, by Twoje łaski trafiły w próżnię mojego zapomnienia, lekceważenia i lenistwa. Cały ten dzień niech będzie błaganiem, niech będzie wielbieniem, niech będzie głoszeniem Twojego MIŁOSIERDZIA.

Która dusza przystąpi do spowiedzi i Komunii św., dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar. Wystarczy tylko tyle. By otrzymać aż tyle. Wystarczy tylko podejść do konfesjonału i z żalem wyznać swoje grzechy, aby uzyskać wyzwolenie, aby zostać wyciągniętym z tej strasznej strefy ciemności, z bagna grzechu pochłaniającego tyle istnień ludzkich. A potem wystarczy tylko podejść do ołtarza i z rąk kapłana przyjąć Eucharystię, aby sam Bóg zamieszkał we mnie. Ale jak to możliwe, by ocean mógł zamieszkać w jednej kropli wody? Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego (Łk 1,37).

Niech się nie lęka zbliżyć do mnie żadna dusza, chociażby grzechy jej były jako szkarłat (Dz. 699). Panie, nie opuszczaj mnie nawet wtedy, gdy ja sama odwracam się od Ciebie. Gdy upadam po raz kolejny w moje "bagno", gdy uginam się pod ciężarem własnej słabości, bo wtedy najbardziej Ciebie potrzebuję. Bo wtedy właśnie najczęściej rodzi się lęk w moim sercu, że nie ma już dla mnie przebaczenia, że nie ma już dla mnie wyzwolenia. Odbierz lęk, a napełnij moje serce ufnością, bo przecież Twoje MIŁOSIERDZIE nie ma granic.

s. Estera Rudź, ZSJM