lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
MARZEC 2006
nr 3/2006

Okruchy dawnego splendoru

Antiochia nad Orontem, nazywana w starożytności "Królową Wschodu", była trzecią co do wielkości metropolią Imperium Rzymskiego. Jej ponad półmilionowa populacja stanowiła prawdziwą mozaikę narodów i religii, przenikniętą jednakże do głębi duchem cywilizacji greckiej. Nad wszystkim czuwała sprawnie funkcjonująca administracja cesarska.

Społeczność żydowska, która zamieszkiwała dzielnicę południową, była tu bardziej tolerancyjna niż gdzie indziej, przypuszczalnie pod wpływem kosmopolitycznej atmosfery jaka panowała w mieście. Kiedy po śmierci św. Szczepana zaczęto prześladować w Jerozolimie wyznawców Chrystusa, część z nich uciekła właśnie do Antiochii. Nie ukrywali tam bynajmniej swoich przekonań i z dnia na dzień znajdowali coraz więcej sympatyków. Ponieważ w odróżnieniu od innych Żydów głosili wypełnienie się w Jezusie zapowiedzi mesjańskich, zaczęto nazywać ich chrześcijanami. Chrystus to przecież po grecku Pomazaniec Pański, a więc Mesjasz.

Młoda wspólnota w Antiochii potrzebowała jednak kogoś bardziej doświadczonego. Dlatego Kościół jerozolimski wysłał jej z pomocą św. Barnabę, a ten z kolei dobrał sobie za towarzysza przebywającego właśnie w Tarsie św. Pawła. Zhellenizowany Żyd z Cypru i nawrócony faryzeusz, rzucili się od razu w wir pracy misyjnej. Lecz oto, pojawił się problem neofitów pochodzących z pogaństwa. Trzeba ich obrzezać i zobowiązać do przestrzegania Prawa Mojżeszowego, czy może wystarczy chrzest i życie zgodnie z zasadami Ewangelii? - pytali się Paweł i Barnaba. Apostołowie zgromadzeni w Jerozolimie opowiedzieli się za drugim rozwiązaniem. Wiernych pochodzenia greckiego zobowiązano tylko do "powstrzymywania się od pokarmów ofiarowywanych bożkom, od nierządu, od tego co uduszone i od krwi" (Dz 15,20). Ułatwiało to znacznie ewangelizację pogan,będąc jednocześnie kamieniem milowym w procesie wyodrębniania się chrześcijaństwa z synagogi.

Nowy Testament wspomina również o obecności w Antiochii św. Piotra. Przyjmuje się powszechnie, że przed wyruszeniem do Rzymu był on pierwszym biskupem tego miasta.

Na północnych obrzeżach Antiochii obwarowanych masywem góry Stauris, znajduje się grota, która miała być jego pierwszą katedrą. Trudno powiedzieć, kiedy została przekształcona w kościół. Przy pomocy latarki można dostrzec wyryte w skalnych ścianach starochrześcijańskie symbole. Równie antyczne są zachowane fragmenty mozaiki podłogowej i wgłębienie na ściekającą ze sklepienia wodę, która według jednych służyła do udzielania chrztu, według innych do rytualnych obmyć w istniejącej tu przed kościołem pogańskiej świątyni. Resztę dodali Krzyżowcy oraz hojni benefaktorzy.

Grota wielokrotnie przechodziła z rąk do rąk, aż w 1856 r. stała się własnością francuskiego konsula z Aleppo. Ponieważ Francja sprawowała wówczas protektorat nad katolikami na Bliskim Wschodzie, ten podarował ją Stolicy Apostolskiej. W 1939 r. Antiochia znalazła się w granicach Turcji. W ramach polityki wywłaszczania dóbr kościelnych, nowe władze przejęły arbitralnie grotę, nadając jej status muzeum.

Dla ludzi pozostała ona jednak świątynią. Każdego roku w uroczystość św. Piotra i Pawła przychodzą do niej licznie katolicy, prawosławni, a nawet muzułmanie. Uczestniczą we Mszy Świętej, zapalają świece, kładą na ołtarzowej mensie stosy chlebów, żeby później podzielić się nimi w domu.

W ciągu tygodnia rytm celebracji wyznaczają grupy pielgrzymkowe z całego świata. Wszystko odbywa się naturalnie w urzędowych godzinach otwarcia i po opłaceniu karty wstępu. Administracja miejska nie robi niczego poza inkasowaniem pieniędzy, dlatego sprawą utrzymania wnętrza, łącznie z wymianą żarówek, zajmuje się proboszcz katolickiej parafii w Antiochii, kapucyn Domenico Bertogli.

Zakonnik uważa, że nie ujmując niczego tradycji, główną kwaterą Apostołów była ówczesna dzielnica żydowska. Pierwsi chrześcijanie mieli przecież zwyczaj gromadzenia się na Eucharystię w domach prywatnych. Równocześnie chodzili jeszcze przez pewien czas do synagogi. Rozpoczęte przez cesarza Trajana prześladowania, których ofiarą padł biskup Antiochii św. Ignacy, zamęczony w 107 r. na arenie jednego z rzymskich cyrków, również zmuszały do działania w ukryciu.

Los chciał, że w 1977 r. władze skonfiskowały antiocheńską placówkę kapucynów i proboszcz przeniósł się do domu wynajętego w historycznej dzielnicy żydowskiej. Udało się go wykupić i zaadoptować na kościół, a potem wejść w posiadanie jeszcze innych budynków. Wszystko figuruje jako własność prywatna jednego, czy drugiego parafianina, gdyż Kościół rzymskokatolicki nie posiada w Turcji osobowości prawnej. Kuriozum polega na tym, że miejscowym notablom wcale to nie przeszkadza. Przyprowadzają tu chętnie ważnych gości i uczestniczą w uroczystościach religijnych. Magistratowi bardzo zależy na reklamie ich miasta, żeby przyciągnąć jak najwięcej turystów, w czym kapucyni są sprawdzonymi sojusznikami.

Ojciec Bertogli, rodem z Modeny, pracuje pośród Turków już czterdzieści lat. Rozpromienia się, gdy ktoś nazywa go następcą św. Piotra w Antiochii. Posiadaczy tego tytułu jest w rzeczywistości więcej, zaczynając od pięciu patriarchów: trzech katolickich i dwóch prawosławnych. Wszyscy oni rezydują jednak gdzie indziej, podobnie jak łaciński wikariusz apostolski Anatolii oraz melchicko-prawosławny metropolita Aleppo, którzy mają tu jurysdykcję. Dla ścisłości trzeba dodać, że w Antiochii znajduje się również prawosławna parafia melchicka, licząca około tysiąca wiernych.

Katolików jest zaledwie 75 plus kilku katechumenów. Gdyby nie strach przed rodziną lub represjami ze strony władz, chętnych do przyjęcia chrztu byłoby znacznie więcej. Turcja jest bez wątpienia najbardziej laicka ze wszystkich krajów islamskich lecz jeśli nie jesteś muzułmaninem, będziesz zawsze podejrzany. To tylko echo zbrodni dokonanych na Ormianach, czy emigracji setek tysięcy Greków, które dramatycznie zmniejszyły liczbę żyjących w kraju chrześcijan. Dane mówią same za siebie: w 1927 r. było ich około 900 tysięcy na 13 milionów mieszkańców, obecnie 130 tysięcy na 71 milionów.

Ojciec Bertogli i jego współpracownicy nie mają najmniejszego zamiaru uprawiania prozelityzmu. Chcą po prostu dawać ewangeliczne świadectwo w miejscu, gdzie chrześcijaństwo posiada wspaniałą przeszłość, choć dzisiaj pozostały po niej tylko okruchy. Jak odległe są czasy, gdy w antiocheńskich kościołach rozbrzmiewały kazania św. Jana Złotoustego, tętniły życiem klasztory, a wiara i rozum wzlatywały na najwyższe, dostępne człowiekowi pułapy.

W morzu Islamu, który od VII w. panuje z małymi przerwami na tych ziemiach, trzeba pokazać na czym polega chrześcijaństwo. W przeciwnym razie muzułmanie będą mieli jego fałszywy obraz, jak ten w podręcznikach używanych w tureckich szkołach. Naturalnie, należy przede wszystkim dawać dobry przykład własnym wiernym. Dlatego obaj proboszczowie, katolicki i prawosławny, ściśle ze sobą współpracują. Bywa, że jeden duchowny użycza drugiemu swojego kościoła. Razem obchodzi się najważniejsze uroczystości: Wielkanoc według kalendarza juliańskiego natomiast Boże Narodzenie oraz św. Piotra i Pawła zgodnie z łacińską rubrycelą.

Również działalność charytatywna prowadzona jest wspólnie. Przy parafii katolickiej gromadzą się kobiety wychowujące samotnie dzieci. Poza okazją wspólnego spotkania, mają one możliwość zarobku ze sprzedaży wyrobów domowej produkcji. Oferuje się je potem turystom lub rozprowadza we Włoszech.

Muzułmanie są przyzwyczajeni do tej chrześcijańskiej obecności, co nie oznacza wcale, że do końca ją akceptują. Nie wiadomo na przykład, czy trudności, na jakie napotykają duszpasterze, są wynikiem odgórnych instrukcji, czy może biorą się z niechęci urzędników, będących pod wpływem fundamentalistów. Tajne służby stale monitorują zwolenników radykalnego Islamu. W myśl zasady, że czasem lepiej "dmuchać na zimne", ministerstwo spraw religijnych (Diyanet) czuwa nad treścią kazań głoszonych przez imamów. Pomimo tego, byle pretekst może doprowadzić w każdej chwili do aktów przemocy, czego dowodem jest niedawne zabójstwo proboszcza z Trebizondy ks. Santoro. Nazajutrz po tej tragedii każdy ksiądz dostał ochronę policyjną. Jest to jednak rozwiązanie doraźne i żeby spokojnie patrzeć w przyszłość, potrzebne są bardziej gruntowne przemiany. Chrześcijanie mają nadzieję, że dokonają się one w związku ze staraniami Turcji o przyjęcie do Unii Europejskiej.

K. N.