lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
MARZEC 2006
nr 3/2006

O bzdurze horoskopów (cz. IV)

Niekiedy głupota zwycięża zdrowy rozsądek i mądrość. Takim przypadkiem są horoskopy. Bzdurność i kłamstwo horoskopów można wykazać na trzech niezależnych od siebie płaszczyznach: religijnej, naukowej i logicznej.

Horoskopy a logika (c.d.)

Warto w tym miejscu odnieść się do wielu głosów mówiących o sprawdzeniu się tego czy innego horoskopu. Niejednokrotnie przywołuje się postać francuskiego Żyda, Nostrodamusa, czyli Michela de, Nostre-Dame (1503-1566), który w 1550 wydał kalendarze astrologiczne zwane Centuries Astrologiques. Zawarte tam czterowiersze dzięki swej wieloznaczności, ogólnikowości i nieokreśloności można w każdej epoce dopasować do wielu wydarzeń i zjawisk twierdząc, iż Nostradamus miał na myśli akurat to, co nam pasuje.

Zwróćmy także uwagę, iż horoskopy gazetowe układane są w formie ogólników, często całkowicie sprzecznych ze sobą. Redakcja jednej z gazet na dany tydzień pisze, iż spotka cię rozczarowanie związane z pracą i bliską osobą, inna zaś tępo zapewnia, że podjęta przez ciebie praca spełni twe oczekiwania.

Przy takiej dozie ogólnikowości zawsze coś się komuś spełni na zasadzie prawdopodobieństwa. Przemilcza się przy tym fakty tysięcy chybionych horoskopów stawianych różnym ludziom bądź dotyczących wydarzeń, które miały się rzekomo rozegrać w przyszłości. Np. wybitny matematyk i wynalazca włoski Girolamo Cardano (1501-1576), wynalazca zawieszenia i przegubu, wału noszącego jego imię, bez których dziś trudno wyobrazić sobie rozwój motoryzacji, zapoczątkował także teorię liczb urojonych, był też zwolennikiem astrologii. Postawił sobie horoskop, w którym przewidział datę swej śmierci. Gdy wyznaczony dzień nadszedł, a nic nie wskazywało na śmierć Cardano... popełnił samobójstwo!

Istnieją dziś tzw. zawodowi astrologowie, którzy przyznają, iż horoskopy gazetowe są karykaturą prawdziwej astrologii, która traktuje każdego człowieka indywidualnie stawiając mu horoskopy. Otrzymałem przed laty książkę wydaną w roku 1991. Zawodowy astrolog - Leon Zawadzki, o którym na obwolucie napisano, iż jest "profesjonalnym astrologiem, doradcą, powiernikiem, tworzy kierunek, który sam nazywa astrologią świątynną", w swej książce Końca świata nie będzie opisuje, ileż to już wydarzeń przewidział. Ze strony 33 dowiadujemy się, iż praktycznie przewidział wybuch w Czarnobylu, ze strony 34-35 zamach na premier Indii, Indirę Gandi. Co prawda nasz profesjonalista troszkę się zagalopował, gdyż pisał: "Jeszcze przed końcem stulecia zobaczymy Indie zwaśnione i w końcu niefortunnie podzielone". Jak wiemy stulecie minęło a Indie, choć targane konfliktami od dziesiątków lat, nie podzieliły się.

Co prawda już stronę dalej wieszcz zauważa, iż w tym czasie miał miejsce zamach na premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher. Odpiera zarzut swych przyjaciół, którzy pytali go, dlaczego nie ostrzegł. Wszak kto by uwierzył jakiemuś polskiemu astrologowi. Ale wszystkie te wydarzenia dotyczyły faktów zaistniałych po wydaniu książki. Czytając ją czekałem, czy astrolog świątynny zechce pokusić się o ujawnienia jakiś konkretnych wydarzeń z przyszłości. Wśród mnóstwa ogólników na stronie 39-40 pojawia się długo oczekiwany konkret. Czytamy tam: "Ale jeśli już tak bardzo jesteśmy żądni sensacji to proszę: w roku 1993 zostanie po raz pierwszy od 1945 r. użyta broń jądrowa w wojnie lokalnej na Bliskim Wschodzie..." dalej padają ogólniki. Poczekałem cierpliwie, aż minie rok 1993 i co?... NIC! Astrolog świątynny, profesjonalny, zawodowy i jak by go jeszcze nazwać, chybił z kretesem.

Co więcej prawdziwa nauka i logika stawia astrologii wiele pytań, na które nie umie odpowiedzieć, np.:

1. Dlaczego bliźnięta urodzone w tym samym czasie na tej samej szerokości geograficznej mają odmienne losy?

2. Dlaczego do postawienia horoskopu bierze się pod uwagę planety i Księżyc, a pomija się np. komety, planetoidy krążące między Marsem a Jowiszem czy też cztery największe księżyce Jowisza (niektóre większe od naszego)?

3. Dlaczego druga planeta ma odpowiadać za powodzenie, miłość czy urodę, podczas gdy jej nazwa jest ustalona z mitologii i z naukowego punktu widzenia Wenus ma taki wpływ na miłość i urodę, jak fazy księżyca na rozwój kolarstwa np. w Mongolii?

4. Nazwy gwiazdozbiorów są ustalone na podstawie wolnych skojarzeń ludzi, którzy patrzyli na nie przed tysiącami lat. Przy czym wersja babilońska - używana obecnie - różni się od chińskiej czy egipskiej (por. tab. 1).

5. Skoro wyliczenia astrologów są tak dokładne i pewne, to dlaczego w historii ludzkości miliony horoskopów okazały się zwykłymi niewypałami i kompromitacją?

6. Co zrobią astrologowie, gdy się okaże, iż odkryto dziesiątą planetę Układu Słonecznego, której do tej pory nie uwzględniają podobno bardzo dokładne horoskopy?

7. Dlaczego horoskop układa się z datą i godziną urodzenia człowieka, a nie np. jego poczęcia, trzeciego miesiąca ciąży, wyjęcia z inkubatora w przypadku wcześniaków itp.?

8. ...

Rzecz jasna, pytań takich można stawiać więcej, ale myślę, iż wystarczą te oraz wcześniejsze nasze rozważania, by przekonać się, jak mądrą jest rada Biblii, by unikać praktyk astrologicznych. Dlatego wciąż aktualne jest wezwanie św. Jana: "Nie dajcie zwodzić nikomu!" (1J 3,7).

Andrzej Wronka