lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
LUTY 2006
nr 2/2006

Egipcjanie z krwi i kości (III)

Mnich z el-MaqarNajwiększym zagrożeniem dla egipskich chrześcijan pozostaje od wieków systematyczna ekspansja religii muzułmańskiej. Prorok Mahomet powiedział przecież: "Prawdziwie wierzący jest ten, kto pragnie dla bliźniego tego samego czego dla siebie". Zgodnie z tą zasadą, brzmiącą nam notabene bardzo swojsko, muzułmanie nie szczędzą wysiłków i środków, żeby zdobyć jak najwięcej nowych adeptów.

Islamizacja rozpoczęła się wkrótce po podboju Egiptu przez Arabów w 641 r. Początkowo, jedyną formą zależności od nowej władzy były podatki, których nie płacili muzułmanie. Chrześcijanie zajmowali jednak nadal ważne stanowiska. Do nich należały z reguły zawody lekarza i pisarza, a niektórzy zdołali nawet osiągnąć godność wezyra. Przechodzenie na islam miało więc w tamtym czasie charakter ekonomiczny, tym bardziej, że uważano go nieraz za swoistą odmianę chrześcijaństwa. Nieprzypadkowo św. Jan Damasceński nazywa religię muzułmańską "setną herezją". Sytuacja pogorszyła się raptownie na początku X wieku. Zburzono wówczas wiele kościołów i klasztorów, podwyższono znacznie podatki, wprowadzając dotkliwe restrykcje wobec wszystkich, którzy nie wyznawali wiary w Mahometa. O ile już wcześniej "innowiercy" musieli odróżniać się np. kolorem ubrania lub okryciem głowy, teraz nakazano chrześcijanom noszenie na szyi ciężkich drewnianych krzyży (długie i szerokie na jeden łokieć). Z kolei żydzi mieli nosić ważące pięć funtów kule, na pamiątkę głowy biblijnego cielca, któremu oddawali cześć. Powiedzenie "ty chrześcijaninie" odbierano jako obelgę i można było podać za nie do sądu.

Chrześcijanie zostali zrównani w prawach z muzułmanami dopiero przez Mehmeda Ali (1805-1849), uznawanego za ojca nowoczesnego Egiptu. Dalsze pozytywne przemiany nastąpiły na początku zeszłego wieku, dzięki włączeniu się koptów w ruch narodowy, który doprowadził do wyzwolenia kraju spod protektoratu brytyjskiego.

Obowiązująca obecnie konstytucja zapewnia wszystkim obywatelom wolność religijną (art. 46). Rzeczywistość jest jednak mniej różowa i należałoby mówić raczej o prawie do "praktykowania" własnej religii. Wspomniany już dokument mówi bowiem, że każda norma przeciwna zasadom islamu jest także przeciwna konstytucji (art. 2). Żeby było jeszcze jaśniej, jakakolwiek legislacja musi uwzględniać Szarię, muzułmański odpowiednik prawa kanonicznego.

Oznacza to w praktyce, że żaden muzułmanin nie może zmienić swojej religii. Jeśli zostanie mu to udowodnione, traci majątek i nierzadko trafia do więzienia. np. za zakłócanie porządku publicznego, osłabianie bezpieczeństwa narodowego lub pod zarzutem fałszowania dokumentów (wyznanie figuruje w dowodzie osobistym). Jeśli jednak chrześcijanin decyduje się przyjąć religię muzułmańską, formalności administracyjne załatwiane są natychmiast, a sama ceremonia odbywa się bardzo hucznie. Każdego roku około 5000 koptów przechodzi na islam, podczas gdy liczba ochrzczonych muzułmanów (i to głównie przez sekty protestanckie) nie przekracza 400 osób.

Ponieważ głowa rodziny musi być wyznawcą Mahometa, nie ma mowy o małżeństwie chrześcijanina z muzułmanką. Możliwa jest natomiast odwrotna sytuacja, z tym, że dzieci według prawa będą należały do religii ojca bez możliwości jej zmiany nawet po uzyskaniu pełnoletności.

W przypadku małżeństw chrześcijańskich państwo respektuje prawo poszczególnych Kościołów i decyzje ich zwierzchników. Dzieci wychowywane są w wierze rodziców, zaś w szkole mają zagwarantowane nauczanie katechizmu. Jeśli jednak któreś z małżonków stanie się muzułmaninem, Kościół traci kompetencje w stosunku do tego związku. Nie przez przypadek wielu przechodzących na islam koptów, robi to w celu uzyskania rozwodu.

Przytoczone tu w skrócie reguły obowiązują w większości krajów muzułmańskich. Formują one mentalność i klimat społeczny. Podczas ramadanu żaden chrześcijanin nie odważy się zapalić publicznie papierosa, czy zjeść kanapki przed 17-tą. Podobnie kobiety. Nie noszą one co prawda chust, czy burki, jak muzułmanki, ale na plaży ubrane są szczelnie od góry do dołu. Zasady Szarii obowiązują nawet w nowoczesnym kairskim metrze: kobiety i mężczyźni podróżują w oddzielnych wagonach, więc, żeby mieć święty spokój lepiej zachowywać się jak większość.

Generalnie wyznawcy obu religii żyją w zgodzie: są dobrymi sąsiadami, pracują i uczą się razem. Co pewien czas daje jednak o sobie znać walcząca część islamu, który nie akceptuje obecności innowierców. Według danych kościelnych, w latach 1994-1999 odnotowano w Egipcie 591 aktów przemocy wobec chrześcijan. Grabieże, dewastacje i podpalanie świątyń, klasztorów, czy nawet sklepów należących do koptów oraz zabójstwa na tle religijnym, wszystko to odbywa się za cichym przyzwoleniu notabli niższego szczebla, przy czym winni nie ponoszą zazwyczaj żadnej odpowiedzialności.

Najwyższe władze państwowe, powiązane licznymi kontaktami z Zachodem, gdzie żyje wpływowa diaspora koptyjska, oficjalnie potępiają wszelką przemoc i podejmują środki zapobiegawcze. Ponadto, Boże Narodzenie jest od niedawna dniem świątecznym w całym kraju. Ekipa prezydenta Mubaraka stara się jednak unikać podejrzeń o sprzyjanie społeczności chrześcijańskiej. Przykładem tego może być niedopuszczanie koptów do centralnych organów państwowych, czy do dowódczych stanowisk w wojsku. Przypadek byłego sekretarza ONZ Butrosa Ghali, który był wcześniej wiceministrem spraw zagranicznych, stanowi tu przysłowiowy wyjątek, który potwierdza regułę.

Również trudności z budową nowych kościołów są niewątpliwym "ukłonem" w stronę muzułmanów. Wydanie pozwolenia zarezerwowane jest każdorazowo prezydentowi kraju, a kiedy on podpisze już wymagany dokument, zaczynają się problemy z władzami lokalnymi. Ponieważ nie można wznosić kościoła obok meczetu, bywa i tak, że muzułmanie wiedząc o udzielonych pozwoleniach pierwsi rozpoczynają prace budowlane i trzeba od nowa prosić prezydenta o zgodę. W rezultacie, są regiony, gdzie od dziesiątków lat nie wydano zezwolenia na budowę żadnego kościoła. Na przykład erygowana w 1981 r. katolicka eparchia Sohag nie doczekała się do dzisiaj swojej katedry.

Trudno jest dokonywać tutaj jakiegoś bilansu, tym bardziej, że znani mi Egipcjanie mają podzielone zdanie odnośnie sytuacji chrześcijan w ich kraju. Sam papież Szenuda protestuje zdecydowanie przeciwko najmniejszym nawet aktom przemocy wobec swojego Kościoła, a jednocześnie nie szczędzi przyjacielskich gestów w stosunku do prezydenta. Może po prostu Mubarak nie jest w stanie zrobić niczego więcej.

Niegdyś Święta Rodzina znalazła w Egipcie schronienie przed Herodem, doświadczając przez prawie trzy lata życzliwego przyjęcia ze strony przodków współczesnych koptów. Trzeba mieć nadzieję, że oni także będą mogli czuć się w swojej ojczyźnie jak u siebie.

K. N.