lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
LUTY 2006
nr 2/2006

Obraz Jezusa

Zbliża się 15 lutego. Tu w Białymstoku to bardzo ważna data i przez wszystkich znana. Przynajmniej takie odnoszę wrażenie. Białystok jest przecież nazywany Miastem Miłosierdzia. Gdy mówi się tu o Miłosierdziu Bożym, to niemożliwe jest, by nie usłyszeć o Słudze Bożym ks. Michale Sopoćce. W innych częściach Polski ks. Sopoćko jest mniej znaną postacią. Jeżeli już ktoś kojarzy jego nazwisko, to jedynie potrafi o nim powiedzieć, że był spowiednikiem św. s. Faustyny Kowalskiej.

Od prawie 10 lat należę do Zgromadzenia założonego przez Sługę Bożego. Wertuję i wczytuję się w jego pisma, ale wciąż tak mało o nim wiem. W Białymstoku mieszkam od kilku miesięcy i jestem ciągle onieśmielona, gdyż mam wrażenie, że każdy napotkany mieszkaniec tego miasta lepiej zna Założyciela mojego Zgromadzenia niż ja. Próbuję w wolnych chwilach (których można szukać z lupą) doczytywać książki ks. Strzeleckiego i ks. Ciereszki. Ale czy tak naprawdę można kogoś poznać czytając książkę?

Jednak w sercu mam przekonanie, że ks. Sopoćko wolałby się ukryć w cieniu, aby jeszcze więcej mówiono o Jezusie Miłosiernym, o Jego dobroci i przebaczeniu. Aby jak najwięcej ludzi przyciągnąć do Miłosierdzia Bożego. Przecież całe życie temu poświęcił.

Dlatego chciałabym przypomnieć jeszcze jedną ważną datę z lutego, mniej znaną, ale dla nas Sióstr Jezusa Miłosiernego istotną.

22 lutego 1931r. Jezus objawił się s. Faustynie i prosił o namalowanie obrazu z podpisem "Jezu, ufam Tobie!". Święta opisała ten moment w ten sposób: "Wieczorem, kiedy byłam w celi, ujrzałam Pana Jezusa ubranego w szacie białej. Jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, a druga dotykała szaty na piersiach. Z uchylenia szaty na piersiach wychodziły dwa wielkie promienie, jeden czerwony, a drugi blady. W milczeniu wpatrywałam się w Pana, dusza moja była przejęta bojaźnią, ale i radością wielką. Po chwili powiedział mi Jezus: Wymaluj obraz według rysunku, który widzisz, z podpisem: Jezu, ufam Tobie. Pragnę, aby ten obraz czczono najpierw w kaplicy waszej i na całym świecie" (Dz. 47).

Wpatrując się w Jezusa na obrazie uświadamiam sobie, że Faustyna go rzeczywiście takiego widziała. I dzięki temu, że ona nie zrezygnowała z wysiłków zrealizowania polecenia Bożego i dzięki ks. Sopoćce, który postarał się o namalowanie obrazu, ja też mogę widzieć Jezusa. Ale celem tego wizerunku nie jest pokazanie tego, jak wygląda Zbawiciel, ale przede wszystkim przekazanie jaki On jest. Jaki jest dla każdego człowieka, jaki jest dla mnie.

Klęczę przed obrazem Jezusa Miłosiernego, mam w sercu pokój. Czuję się akceptowana i przyjęta taką jaką jestem. Jezus mi nie grozi, nie potępia. Promienieje dobrocią, promienieje miłosierdziem.

Dlaczego Jezus stanął przed Faustyną w taki, a nie inny sposób? Dlaczego akurat wykonuje takie gesty, a nie inne? - Chciał być właśnie tak namalowany. Dlatego też każdy szczegół tego obrazu ma swoje znaczenie. A zwłaszcza tego, przy którego malowaniu była s. Faustyna, gdyż ona na bieżąco poprawiała malarza i uściślała w jaki sposób widziała Zbawiciela1. Wpatrując się w ten pierwszy obraz mamy pewność jak największej wierności, tego co chciał przekazać nam sam Chrystus.

W jaki sposób odczytać to bezsłowne przesłanie Jezusa? Pomocą nam w tym mogą być dzieła ks. Sopoćki, który zostawił w nich teologiczną wymowę obrazu Jezusa Miłosiernego i tyle wysiłku włożył w walkę o poprawność wizerunku. Gdyż namalować "po swojemu" obraz Jezusa Miłosiernego nie znając jego prawidłowego znaczenia, to tak jakby ktoś chciał napisać po swojemu Ewangelię. Dlatego też nasze następne rozważania będą dalszym przyglądaniem się Jezusowi na obrazie.

Jezu, pomóż mi budować w sercu Twój prawdziwy obraz. Abym nie bała się do Ciebie zbliżać. Bym potrafiła zawsze z głębi serca powiedzieć: Jezu, ufam Tobie!

s. Estera Rudź, ZSJM

1 Pierwszy obraz Jezusa Miłosiernego namalowany został w Wilnie w 1934 r. przez Eugeniusza Kazimirowskiego. Obecnie znajduje się w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Wilnie. Natomiast jego kopie można znaleźć w kaplicach Sióstr Jezusa Miłosiernego. Niestety w żadnym kościele jeszcze nie widziałam wizerunku wzorowanego na obrazie wileńskim. Możliwe, że gdzieś się taki znajduje. Ale jest to na pewno rzadki przypadek. A szkoda.