lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
STYCZEŃ 2006
nr 1/2006

Egipcjanie z krwi i kości (II)

Wadi el-Natrun leży niespełna 100?km od Kairu w kierunku Aleksandrii. Teren jest tu pustynny jak wszędzie w Egipcie poza najbliższym sąsiedztwem Nilu. Z racji na depresję, dokładnie 25 metrów poniżej poziomu morza, zimą w piaskowych nieckach zbiera się woda, tworząc prawdziwe jeziora. Kiedy z nadejściem upałów wyparowuje, pozostaje saletra, używana od najdawniejszych czasów do balsamowania zwłok i wybielania lnu.

Wadi el-Natrun jest dobrze znane badaczom chrześcijańskiej starożytności, a także co bardziej wyrafinowanym turystom, którzy nie zadawalają się obejrzeniem piramid, czy plażowaniem w Sharm el-Sheikh. Na tym pustynnym bezludziu znajdują się liczące sobie ponad 16 wieków klasztory: Deir Abu Maqar, Deir el-Baramus, Deir Amba Bishoi i Deir es-Surian. Są one w jednakowej mierze najwyższej klasy zabytkami, a zarazem prawdziwą duszą koptyjskiego Kościoła ortodoksyjnego.

Z racji na niebezpieczeństwo ataków terrorystycznych, u wejścia do każdego klasztoru władze ustawiły posterunki wojskowe. Żołnierze przeglądają dokładnie moje dokumenty, naradzają się, wreszcie gdzieś dzwonią. "Wielu z nich jest analfabetami i nawet trzy lata służby wojskowej to zbyt mało, żeby nabrali ogłady", tłumaczy mi kierowca. Po kilku minutach możemy jechać dalej. Ta sama scena powtórzy się w innych miejscach.

Początki klasztorów związane są ze św. Makarym Egipskim, który żył w tych stronach otoczony rzeszą naśladowców i uczniów. W młodości zajmował się transportem saletry wydobywanej z buforowych jezior. Kiedy codziennie przemierzał pustynię, powożąc wielbłądami swego ojca, spotykał żyjących na niej eremitów. Niektórzy schronili się tu w okresie prześladowań chrześcijaństwa, inni już po edykcie tolerancyjnym Konstantyna. Paradoksalnie sami szukali nowej formy męczeństwa poprzez bezwzględną walkę z własnymi zmysłami oraz Szatanem. Pustynia stanowiła bowiem tradycyjnie domenę złego ducha i to nie tyko według Biblii. Także mitologia egipska łączyła ją z królestwem negatywnych mocy, którym przewodził demoniczny bóg Seth. Wybór pustyni jako miejsca chrześcijańskiego życia oznaczał więc wtargnięcie na terytorium diabła, aby podporządkować je Chrystusowi.

Makary postanowił zostać pustelnikiem w wieku 30 lat. Początkowo osiedlił się pobliżu trudnej do zidentyfikowania dzisiaj wioski, co było o tyle istotne, że wyplatane przez niego kosze i maty, znajdowały bez problemu rynek zbytu. Nie chciał być bowiem dla nikogo ciężarem. Miejscowi nakłonili go z czasem do przyjęcia święceń diakońskich, żeby skuteczniej wypraszał u Boga potrzebne łaski. Egipcjanie to przecież, jak pisze Herodot, "najbardziej religijny naród pod słońcem". Lecz pewnego dnia wybuchła prawdziwa bomba. Jedna z dziewczyn oświadczyła publicznie, że będzie miała z Makarym dziecko. Chociaż było tu wierutne kłamstwo, oburzeni wieśniacy dotkliwie pobili eremitę, przy czym zmuszono go do zapewnienia bytu brzemiennej. Makary nie protestował, nie usiłował dochodzić sprawiedliwości lecz ze zdwojoną gorliwością wyplatał koszyki i wysyłał je oszustce. Kiedy jednak nadszedł dla niej czas rozwiązania, nie mogła wydać na świat dziecka, tylko wiła się całymi dniami w bólach porodowych. Rozwiązanie nastąpiło dopiero wtedy, gdy wyznała imię prawdziwego uwodziciela. Mieszkańcy wioski pobiegli zaraz do eremity z przeprosinami, ale on zabrał swoje rzeczy i powędrował na pustynię w miejsce nazywane Sketis. Według tradycji koptyjskiej, podczas pobytu św. Rodziny w Egipcie, Dzieciątko Jezus miało pobłogosławić te strony, przepowiadając rozkwit życia monastycznego "na wzór i podobieństwo aniołów". Można w to wierzyć bądź nie, lecz w momencie śmierci Makarego około 390 r., żyło w Sketis ponad 4 tysięcy mnichów różnych narodowości.

W wywiadach ze sławnymi ludźmi, jakich pełno jest w środkach masowego przekazu, powtarza się często pytanie o receptę na sukces. Trzeba zacząć od tego, że Makary wręcz uciekał od aplauzów. Jego przykład był jednak zaraźliwy, bo "nie może się ukryć miasto położone na górze" (Mt 5,14). Wielu chciało pościć, modlić się i walczyć z pokusami jak on. Osiedlali się więc w pobliżu, dzięki czemu mogli liczyć na kompetentną pomoc. Niełatwo jest przecież realizować samemu tak ambitny program, w dodatku jeszcze na pustyni. Można by długo cytować przypisywane mu maksymy, nazywane fachowo apoftegmatami. Postawę Makarego najlepiej charakteryzuje zachęta do unikania gniewnych uniesień nawet wtedy gdy chodzi o słuszną sprawę. "Nie gub samego siebie, ratując innych", mówi święty i nakazuje trzymać zawsze nerwy na uwięzi.

Jego autorytet, a zarazem odpowiedzialność za drugich, wzrosła jeszcze bardziej po przyjęciu święceń kapłańskich. Przede wszystkim mógł teraz sprawować Eucharystię dla żyjących w okolicy eremitów. Schodzili się oni razem w sobotę po południu. Ponieważ wędrówka przez pustynię jest wyczerpująca nawet dla najbardziej wytrwałych, zgromadzenie zaczynało się od wspólnej agapy. Na menu składały się zazwyczaj podpłomyki, sałata, daktyle lub inne owoce, do tego dochodziło wino i naturalnie woda. Makary nie chciał nikogo krępować swoimi ascetycznymi przyzwyczajeniami, dlatego jadł i pił to co wszyscy. Dopiero później zauważono, że odmawia sobie przez tyle dni wody ile wypił kubków wina, i odtąd nikt mu go więcej nie nalewał.

Zakonnicy z Deir es-Surian odtworzyli nawet scenę agapy, tak jak wyglądała ona około X wieku. Przy długiej kamiennej ławie usadzono manekiny mnichów: u szczytu ojciec duchowny klasztoru, dalej pozostali według wieku i godności. Podczas agapy umacniały się braterskie więzy. Wiadomo, że jeśli ktoś żyje przez cały tydzień w samotności, odczuwa naturalną potrzebę kontaktu z drugim człowiekiem. Była to także doskonała okazja, żeby porozmawiać o aktualnych problemach, czy zasięgnąć rady.

W klasztorach Wadi el-Natrun refektarz połączony jest bezpośrednio z kościołem i nie trudno dopatrzyć się w tym pewnej symboliki. Po pokrzepieniu ciała, mnisi przechodzili bowiem z uczty ziemskiej na ucztę Niebieską. Przez całą noc śpiewano psalmy i hymny, czytano i rozważano Pismo Święte. Momentem kulminacyjnym była odprawiana o świcie Eucharystia, coś w rodzaju naszej Rezurekcji. Niedziela jest przecież par excellence pamiątką zmartwychwstania. Przed powrotem do eremów spożywano raz jeszcze wspólny posiłek i dzielono się tym co pozostało, żeby jakoś przetrwać tydzień.

Obecnie tylko nieliczni zakonnicy żyją samotnie na pustyni. Jednak również w obrębie klasztornych murów nawiązują do dawnej tradycji. Trzeba zacząć od tego, że większą część dnia spędzają w swoich celach. To jest ich doczesny świat. "Jedz, pij i wypoczywaj do woli lecz nie wychodź z twojej pustelni", nauczał pewien starożytny anachoreta, kiedy pustynia była już pełna ludzi. No bo i po co narażać się niepotrzebnie na rozproszenia, czy wręcz ryzykować grzech. Współczesne eremy w klasztorze el-Maqar przypominają bloki mieszkaniowe. W środku każdy mnich ma po dwa pokoje, kuchnię, łazienkę i balkon. Tam w samotności modli się, rozmyśla, pracuje. Wszyscy spotykają się razem podczas modlitwy o czwartej rano i szóstej po południu, oraz na obiedzie. Eucharystia odprawiana jest raz na tydzień w niedzielę rano.

W długiej historii Wadi el-Natrun bywały lata "tłuste" i "chude". Po śmierci św. Makarego w 390 r. jego dzieło z rozmachem kontynuowali uczniowie. Pojedyńcze eremy stopniowo łączyły się w system ławrowy, dając początek klasztorom w dzisiejszym kształcie. Znaczenie tego miejsca wzrosło raptownie po odrzuceniu przez Kościół egipski nauki Soboru Chalcedońskiego o naturach Chrystusa. Wobec mianowania przez cesarza nowych biskupów uznających sobór, jego przeciwnicy skupili się właśnie w Wadi el-Natrun. Na długie wieki tutejsze klasztory stały się koptyjskim Awinionem, gdzie rezydował patriarcha ze swoją kurią. W samym tylko Abu Maqar jest szesnaście grobów patriarszych, przy czym kolejnych zwierzchników Kościoła wybierano zazwyczaj spośród mnichów. W klasztorach kształtowała się także teologia i liturgia koptyjska.

Od XIV wieku życie monastyczne w Egipcie zaczęło chylić się ku upadkowi. Miało to związek z postępującym procesem islamizacji, a także z presją finansową wywieraną na Kościół przez dynastię Mameluków. Przysłowiowym gwoździem do trumny stały się epidemie czarnej ospy. Monastycyzm pozostał w głębokim kryzysie nawet po uzyskaniu przez chrześcijan równouprawnienia. Jeszcze pół wieku temu było w Egipcie zaledwie 200 mnichów koptyjskich, do tego większość z nich pracowała w parafiach i szkołach. Ci, którzy pozostali w zaniedbanych i walących się z braku remontów klasztorach odprawiali okazjonalne nabożeństwa dla pielgrzymów ale i oni zatracili ideały ojców pustyni. Ta sytuacja odbijała się niekorzystnie na całym Kościele koptyjskim. Wiadomo bowiem, że na Wschodzie, gdzie kler diecezjalny jest w większości żonaty, mnisi są przysłowiowym spiritus movens, albo jak ktoś woli "kołem napędowym".

W sierpniu 1960 r., ówczesny papież aleksandryjski Cyryl VI postanowił zreformować życie monastyczne i pod groźbą kar kościelnych nakazał wszystkim zakonnikom powrót do rodzimych klasztorów. Spotkało się to ze zdecydowanym oporem. W celu wyeliminowania Cyrla, przeciwnicy reformy sfabrykowali nawet list z którego wynikało, że papież spiskuje z Izraelem przeciwko Egiptowi. Ostatecznie jednak się udało. Obok Cyryla, decydującą rolę odegrał w tym dziele mnich Matta el-Maskin. Jeszcze zanim rozpoczęła się reforma osiadł on z kilkunastu uczniami na Pustyni Zachodniej, gdzie prowadzili życie na wzór starożytnych pustelników. Po wielokrotnych naleganiach papieża przeniósł się do klasztoru Abu Maqar. Jego doświadczenie, a zarazem charyzmat przyniosły efekty. Wystarczy powiedzieć, że we wspomnianym klasztorze żyje obecnie 112 mnichów, czyli dziesięciokrotnie więcej niż w 1960 r. Równie liczne są wspólnoty zakonne w trzech sąsiednich monastyrach.

Większość z mnichów to ludzie po wyższych studiach. "Jestem z wykształcenia farmaceutą, podobnie jak ojciec Matta", mówi oprowadzający mnie mnich Ireneusz. Dodaje, że w Abu Maqar żyje dziewięciu przedstawicieli tego zawodu, są także lekarze, architekci, filolodzy, jednym słowem specjaliści z różnych dziedzin. Praktykując ascezę, służą wspólnocie swoimi umiejętnościami, na przykład ojciec Ireneusz przygotowuje maści na choroby skóry.

Mnisi z Wadi el-Natrun uczestniczą aktywnie w procesie odnowy Kościoła koptyjskiego jaki prowadzi z rozmachem Szenuda III. Papież wie doskonale o tym, że aby chrześcijaństwo mogło się ostać w morzu Islamu musi być mocne i żywotne. Chodzi także o większy udział Koptów w życiu publicznym. Chociaż posiadają oni w swych rękach prawie 40% bogactwa narodowego, tylko nieliczni zasiadają w parlamencie, czy sprawują wysokie urzędy państwowe. Postawiono więc na formację nowych elit koptyjskich. Przy klasztorach Deir Amba Bishoi i Deir el-Baramus odbywają się kursy dla świeckich oraz sympozja. Prowadzona jest jednocześnie działalność wydawnicza.

Na tym tle istnieje rozbieżność pomiędzy Szenudą III i charyzmatycznym ojcem Matta el-Maskin, który występuje zdecydowanie przeciwko angażowaniu się Kościoła w życie publiczne. Na skutek tego Deir Abu Maqar jest mniej otwarty na świat zewnętrzny niż inne klasztory, chociaż i tutaj przyszło nowe. W 1978 r. prezydent Sadat podarował mnichom ponad tysiąc hektarów ziemi. Przy pomocy państwa wykopano głębokie na 100 metrów studnie, nawodniono pustynię i wszystko zakwitło. Droga dojazdowa do klasztoru prowadzi przez kilku kilometrowy sad, gdzie rosną palmy daktylowe, bananowce, mango; na łąkach pasą się krowy. Wrażenie jest tym większe, że wokół tej oazy zieleni rozciąga się pustynia. W sytuacji gdy Egipt musi importować 75% żywności z zagranicy, to niebagatelna sprawa.

"Jak wy sobie z tym wszystkim radzicie?", pytam ojca Ireneusza, bo przecież św. Makary często żniwował razem ze swoim uczniami w delcie Nilu. Okazuje się, że klasztor zatrudnia bez mała 700 robotników. Obok zarobku daje im mieszkanie, a także możliwość wyuczenia zawodu. Ponieważ jedną ze współczesnych plag egipskich jest bezrobocie chętnych do pracy nigdy nie brakuje.

Klasztory w Wadi el-Natrum są jednak przede wszystkim miejscem świętym, do którego ciągną rzesze pielgrzymów. Sądząc po wyglądzie i zachowaniu napotkanych ludzi, stanowią oni przekrój egipskiej społeczności, nie wyłączając muzułmanów. Podobnie jak w naszych sanktuariach oblegają krany z wodą o cudownych właściwościach, robią zakupy w sklepie z dewocjonaliami, różnica polega na tym, że przed wejściem do klasztornych kościółków ściągają buty, co w świecie zdominowanym przez Islam musi być czymś zupełnie naturalnym.

Największe zainteresowanie wzbudzają relikwie. Są owinięte w duże czerwone rulony z wizerunkiem świętego na wierzchu. Ludzie głaszczą je delikatnie dłonią, czasami wręcz przytulają się do nich, jak gdyby mieli do czynienia z kimś żywym.

Ojciec Ireneusz uchyla przede mną drewnianą klapę w posadzce kościółka pod wezwaniem św. Makarego. Widzę podświetlone kamienne schody, prowadzące do podziemi. "Na podstawie rękopisów z XVII wieku znaleźliśmy w piwnicach relikwie proroka Eliasza i św. Jana Chrzciciela", mówi zakonnik. Nie wiem, co mu odpowiedzieć, bo przecież ich posiadaniem szczycą się także inne miejsca, choćby Rzym. Jednak tradycja, która opowiada w szczegółach wędrówkę relikwii z Ziemi Świętej, brzmi całkiem przekonywująco. Jeszcze bardziej wiarygodna jest autentyczność relikwii św. Makarego Egipskiego, który umarł przecież o niecały kilometr stąd. Umieszczono je w niszy po lewej stronie kościoła razem ze szczątkami dwóch innych Makarych: Aleksandryjskiego oraz Biskupa Tkow.

Mój przewodnik dwoi się i troi, żeby mi wszystko dokładnie pokazać. Jak z rękawa sypie informacjami dotyczącymi historii i teraźniejszości wspólnoty zakonnej. Opowiada o jej zaangażowaniu ekumenicznym. Równie serdecznego przyjęcia doświadczam w innych klasztorach. Za każdym razem kiedy chcę złożyć ofiarę mnisi zdecydowanie odmawiają przyjęcia pieniędzy. Wiedzieli dobrze, że jestem księdzem, w dodatku jeszcze z Rzymu, więc pewnie dlatego - tłumaczę sobie w drodze powrotnej do Kairu. Jednak nawet gdyby tak było, można dostrzec w ich gościnności ducha św. Makarego, który przekształcił pustynne Wadi el-Natrun w kwitnącą oazę. c.d.n

K. N.