lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
LISTOPAD 2005
nr 11/2005

Cardinalis Ruthenus (2)

W maju 1452 r. papież wysłał Izydora do Konstantynopola, by tam ogłosił oficjalnie unię Kościoła rzymskiego i greckiego. Jechał z radością do miasta swojej młodości, zresztą liczącego wówczas niespełna 50 tysięcy mieszkańców Rzym ustępował pod wieloma względami stolicy Bizancjum. W związku z obchodami Roku Świętego 1450, papież Mikołaj V zmodernizował i upiększył co prawda Wieczne Miasto, sprowadzając najlepszym architektów i artystów tamtej epoki. Długo jednak trzeba było jeszcze nadrabiać zaniedbania, jakie nagromadziły się od czasu najazdów barbarzyńców. Konstantynopol zachwycał natomiast nie tyle swą wielkością, co harmonijnym współistnieniem wielu kultur, narodowości i wyznań, które stanowiły o jego duchowym oraz materialnym bogactwie.

Z ogłoszeniem unii sprawa nie była wcale prosta. Jej główny rzecznik patriarcha Grzegorz III Mammas przebywał wówczas z racji na swe bezpieczeństwo w Italii. Do zwolenników przywrócenia jedności należał także cesarz Konstantyn XI, ten z kolei nie chciał ryzykować utraty popularności wśród ludu i niższego duchowieństwa. W Konstantynopolu pamiętano jeszcze wojska IV Krucjaty, które w 1204 r. najechały miasto, siejąc śmierć i spustoszenie. Ludzie nie wiedzieli jednak o tym, że stało się to wbrew woli papieża Innocentego III, zaś na winnych spadły papieskie ekskomuniki. Izydor musiał się więc sporo natrudzić nim 12 grudnia 1452 r. proklamował unię w kościele św. Mądrości (Haghia Sophia). Jej przeciwnicy ostro zaprotestowali lecz wobec nadciągającej nieuchronnie armii sułtana Mahometa II trzeba było odłożyć na bok teologiczne spory i zająć się wspólnie obroną stolicy. Kardynał Izydor zebrał z własnej inicjatywy dwustu rycerzy, którzy zasilili szeregi załogi wojskowej. Na skutek jego zabiegów, obrońcy otrzymali także do swej dyspozycji okręty Wenecji i Genui cumujące w porcie. Choć ilościowo przeważyła później flota turecka, wielu cywilom udało się dzięki temu uchronić przed niewolą, czy nawet śmiercią. Sam Izydor objął dowodzenie jednym z odcinków obrony, dokładnie na przeciw klasztoru św. Dymitra, którego był niegdyś archimandrytą. Około trzeciej nad ranem 29 maja 1453 r. rozpoczął się szturm Turków. Nie trwał długo, bo pomimo waleczności obrońców miasto padło jeszcze przed południem. Cesarz Konstantyn poniósł bohaterską śmierć na polu bitwy, natomiast kardynał Izydor został ugodzony w głowę nieprzyjacielską strzałą. W rezultacie uratowało mu to życie, bo pod bandażami opasującymi głowę twarz była prawie niewidoczna. Kiedy sułtan zarządził poszukiwania Izydora, dworzanie chcąc spełnić jak najszybciej żądania niecierpliwego władcy, przynieśli mu głowę jakiegoś mnicha, który poległ w czasie ataku. Włożyli na nią kardynalski kapelusz, więc wszystko się zgadzało. Nikt nie rozpoznał Izydora wśród tysięcy jeńców; dzięki temu pozostawił on potomnym wstrząsające świadectwo o tragedii mieszkańców Konstantynopola. Mężczyźni ze szlachetnych rodów zabijani na oczach swoich żon i córek, te przywiązane jedna do drugiej za szyję pędzone były w jasyr razem z młodymi chłopcami, bezczeszczone kościoły i klasztory, pijaństwo i orgie zwycięzców. W listach, które Izydor wyśle papieżowi oraz Besarionowi, nie mówi ani słowa o swojej roli w obronie miasta i odniesionych ranach. Dowiadujemy się o tym z opowiadań innych osób. On po prostu wypełniał swój wewnętrzny obowiązek, w myśl ewangelicznej zasady: "słudzy nieużyteczni jesteśmy, wypełniliśmy wszystko co do nas należało". Udaje mu się dostać na okręt turecki i dotrzeć do Krety, gdzie może nareszcie czuć się bezpieczny. Stąd będzie ostrzegał świat chrześcijański przed zagrożeniem muzułmańskim.

Pośród wielu konsekwencji upadku Konstatynopola jedna miała charakter szczególny. Już naoczny świadek tego wydarzenia Nestor Iskinder, roztaczał w swojej Powieści o Carogrodzie, profetyczną wizję narodu ruskiego jako spadkobiercy Bizancjum. Nie wiadomo czy takie były oczekiwania społeczne, czy raczej wola cara rosyjskiego, lecz bardzo szybko wypracowana została teoria według której Moskwa stała się "trzecim Rzymem". Po upadku dwóch pierwszych, nad Tybrem i Bosforem, do niej miała należeć teraz obrona prawowitej doktryny.

Kardynał Izydor wybrał pierwszy Rzym, choć przecież mógł zrobić inaczej. W Wiecznym Mieście zajęć mu nie brakowało. Obok diecezji św. Sabiny, kierował teraz Kamerą Apostolską (coś w rodzaju ministerstwa finansów Kościoła); z czasem przyszła jeszcze godność dziekana Kolegium Kardynalskiego i patriarchy Konstantynopola. Ta ostatnia była jednak w praktyce czysto honorowa. Na podstawie zachowanych zapisków można sądzić, że cieszył się w Kurii Rzymskiej powszechnym szacunkiem zarówno wśród kardynałów jak i notabli papieskich niższej rangi. Musiał być więc jak to mówią Włosi ineccepibile (czytaj: nie można mu było niczego zarzucić).

Chociaż w Rzymie każdy katolik ma prawo czuć się jak u siebie w domu, co w większej jeszcze mierze odnosi się do Watykanu, nazywano go powszechnie Cardinalis Ruthenus (Ruski Kardynał). Przymiotnik ruthenus oznaczał w tym przypadku bardziej obrządek, niż narodowość. Wszyscy bowiem wiedzieli, że z pochodzenia był Grekiem. Izydor mógł z powodzeniem poprosić papieża o pozwolenie na odprawianie Mszy Świętej w rycie łacińskim. Wiadomo przecież, że Rzym z natury swojej jest łaciński (stąd rzymskokatolicki) dlatego niełatwo tu o wschodnie księgi, czy szaty liturgiczne. Owszem wśród papieży było kilku Greków i Syryjczyków, nawet Bessarion, przyjaciel Izydora miał dużą szansę na Tron Piotrowy. Od najdawniejszych czasów istniały ponadto nad Tybrem klasztory i świątynie rytu wschodniego: S. Saba, S. Prassede, S. Maria Antiqua, nie mówiąc już greckim klasztorze w Grottaferracie. Niewiele to jednak zmieniało w praktyce i duchowni Kościołów wschodnich musieli nosić ze sobą własne szaty liturgiczne oraz księgi. Zupełnie tak samo jak obecnie. Trochę to uciążliwe jeśli pomyśleć że greckie paramenty są znaczenie bogatsze niż łacińskie, a pękata bizantyjska mitra żadną miarą nie zmieści się w walizce. Ruski kardynał nie uległ jednak pokusie ułatwienia sobie życia i do końca odprawiał wyłącznie w rycie greckim. Co więcej, napisał kilka traktatów o liturgii natomiast Bazylice św. Piotra podarował cenny biskupi sakkos, jaki na Wschodzie odpowiada z grubsza łacińskiemu ornatowi. Chociaż w zbiorach watykańskich nazywany on jest nieraz "dalmatyką Karola Wielkiego", naukowcy nie mają wątpliwości, że należał właśnie do Izydora. Utkany z błękitnego jedwabiu, dzisiaj nieco pociemniałego, zachwyca bogactwem złotych i srebrnych haftów. Wyrażają one w artystyczny sposób to co dzieje się w celebrowanej przez kapłana Eucharystii. Z przodu Chrystus Pantokrator siedzący na tronie w otoczeniu Archaniołów i Świętych, sprawuje niebieską liturgię. Z tyłu scena Przemienienia Pańskiego (we Mszy Świętej chleb i wino przemieniają się w Ciało i Krew Pańską), zaś na wysokości ramion Pan Jezus rozdający apostołom Komunię Świętą.

W Bazylice św. Piotra przechowywana była przez pięć wieków jeszcze jedna pamiątka szczególnie droga Izydorowi: przednia część czaszki św. Andrzeja Apostoła. Podczas gdy reszta jego relikwii już w 1208 r. znalazła się w Amalfi za sprawą kardynała Pietro Capuano, czaszka pozostała w Patrasie, miejscu męczeńskiej śmierci Apostoła. Do Rzymu przywiózł ją książę bizantyjski Tomasz Paleolog, który uciekając przed Turkami zabrał ze sobą to, co uważał za najcenniejsze. Izydor był szczególnie wrażliwy na los uchodźców z ojczyzny. Wszystkich serdecznie przyjmował, udzielał pomocy, a jednocześnie starał się zorganizować nową wyprawę przeciwko Turkom. Uroczyste przekazanie relikwii św. Andrzeja papieżowi Piusowi II miało więc dla sędziwego już wtedy kardynała wymiar religijny i patriotyczny. Umieszczone w pobliżu konfesji św. Piotra, pozostały w Rzymie do 26 września 1964 r. kiedy to z woli papieża Pawła VI zwrócono je prawosławnemu metropolicie Patrasu.

Tymczasem w renesansowym Rzymie zapanowała moda na wszystko co greckie. Zbiegli z Bizancjum pisarze, uczeni i artyści znajdowali bez problemu możnych mecenasów. Papież zakupił do swej biblioteki sporo starożytnych manuskryptów uratowanych z pożogi wojennej. Zdarzało się nawet, że łacinnicy przechodzili pod pretekstem unii na obrządek wschodni. Jednak poza Italią unia florencka zachowała się tylko w części metropolii kijowskiej, by później zniknąć zupełnie. Przetrwała jednak jej idea, niczym rzucone w ziemię ziarno. W 1595 r. prawosławna Metropolia Kijowska poprosiła papieża Klemensa VIII o zawarcie unii na warunkach określonych przez Sobór Florencki. Została ona nazwana "brzeską" (od miejsca synodów unijnych), natomiast wywodzący się z niej ukraiński Kościół greckokatolicki liczy obecnie ponad 6 milionów wiernych. Dzieło Izydora, który 27 kwietnia 1463 r. zakończył swą ziemską wędrówkę nie poszło więc na marne.

A w rzymskim kościele św. Błażeja przy via Giulia podobnie jak w czasach rusińskiego Kardynała rozdają pszenne bułeczki. Czasy się zmieniły lecz zwyczaje pozostały.

K. N.