lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
PAŹDZIERNIK 2005
nr 10/2005

Wspomnienie o Księdzu Antonim Sasinowskim

Ks. Antoni SasinowskiW dniu 12 września, we wspomnienie Imienia Maryi, zmarł w Białostockim Domu dla Księży Emerytów Ksiądz Kanonik Antoni Sasinowski. Przeżył na tym świecie lat 94, w kapłaństwie lat 62.

Przez wiele lat był proboszczem parafii w Wasilkowie, następcą i kontynuatorem dzieła Księdza Wacława Rabczyńskiego.

Gdy pracowałem w Parafii Matki Bożej Miłosierdzia w Wasilkowie, a była to moja pierwsza parafia, spotkałem się z wielką osobowością Księdza Dziekana Sasinowskiego. Był już od kilku lat emerytem, ale ciągle starał się być przydatny w różnych sytuacjach. Można było Go zobaczyć nie tylko przy ołtarzu, w konfesjonale, ale bardzo często w bereciku, w roboczym ubraniu, konserwującego organy, dłubiącego przy naprawie wzmacniacza. Miał jeszcze takie dwa wzmacniacze lampowe, które działały na zmianę w zakrystii. Gdy jeden się zepsuł, przynosił drugi, a tamten naprawiał.

Pewnego razu mówi do mnie: "Dzidziuś, idziemy na wieżę!" (Tak się do mnie zwracał, a ja czasami mówiłem do Niego "dziadziuś"). Poszliśmy na tę wieżę i mówi do mnie: "Musimy pomalować linki od dzwonów." Wszedł po drabinie i usiadł okrakiem na dzwon, i zaczął malować farbą linkę. Ja stałem niżej, trzymając się drżącą ręką drabiny i próbowałem też malować, a On - tak wysoko, bez lęku, a miał już wtedy osiemdziesiąt lat na karku.

Mieszkanie Księdza Dziekana przypominało warsztat pracy, ale wszystko miało swoje miejsce. Kiedy trzeba było coś znaleźć, śrubokręt czy obcęgi, on bezbłędnie wskazywał, gdzie to powinno leżeć. Pojawił się problem, gdy zbliżała się wizytacja Księdza Biskupa w parafii. Ksiądz Dziekan zastanawiał się, jak by tu godnie przyjąć tak zacnego gościa w swoim mieszkaniu. W końcu wpadł na genialny pomysł: znalazł w zakrystii duży, błękitny materiał i rozwiesił go na regale w swoim pokoju. Warsztat był zasłonięty.

Ksiądz Antoni odznaczał się doskonałym słuchem, jeszcze przed wojną grał na skrzypcach. Pamiętam Jego reakcje, gdy słyszał w głośniku śpiew scholi. Pytał wtedy: "A co to za miauczenie?" A mnie było wstyd, że dziewczyny znowu nie nastroiły gitary. Oczywiście poza tymi humorystycznymi sytuacjami, a było ich wiele, Ksiądz Kanonik był dla mnie wzorem wspaniałego kapłana. Wzruszałem się, gdy w Wielki Czwartek On przewodniczył Mszy Wieczerzy Pańskiej, gdy swoimi drżącymi dłońmi unosił w górę białą Hostię. Pamiętam, z jakim namaszczeniem sprawował każdą Eucharystię.

14 września 2005 r. - Święto Podwyższenia Krzyża Świętego. Właśnie wróciłem z Domu Emeryta w Białymstoku, gdzie zostały wystawione doczesne szczątki Księdza Antoniego Sasinowskiego. Musiałem tam pojechać w przeddzień pogrzebu w kościele wasilkowskim, akurat we wspomnienie Matki Bożej Bolesnej, której był wielkim czcicielem. Miałem wewnętrzną potrzebę, aby napisać tych kilka słów jako hołd złożony Wielkiemu Człowiekowi.

ks. Jerzy Sokołowski