lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
WRZESIEŃ 2005
nr 9/2005

Nowa ewangelizacja

Albania - ziemia ponownie misyjna

Odprawa na lotnisku w Tiranie trwała przeszło godzinę. Może z powodu zagrożenia terroryzmem, bo Albania wdzięczna Ameryce za obronę swojej mniejszości na Bałkanach, należy do grona jej sojuszników. A może po prostu albańscy pogranicznicy są bardziej ospali niż inni. Najgorsze było to, że kiedy dotarłem wreszcie do głównej hali dworca lotniczego nikt na mnie nie czekał. Biskupa Hila Kabashiego, z którym miałem spędzić najbliższe dni spotkałem dopiero na zewnątrz, bo zwykłych śmiertelników policja do środka nie wpuszcza. "Sporo zostało jeszcze po starym systemie, ale powoli zmienia się na lepsze", zapewnił mnie ksiądz biskup, "nawet lotnisko nazwano ostatnio imieniem Matki Teresy z Kalkuty".

Sytuacja materialna kraju jest jednak nadal tragiczna, zaś bezrobocie sięga prawie 40 %. Jeszcze większym problemem są szkody wyrządzone przez komunistów w sercach i umysłach Albańczyków. Nie ma się zresztą czemu dziwić, jeśli dyktator Enver Hoxha powtarzał z dumą, iż uczynił z Albanii pierwszy ateistyczny kraj na świecie. Już w 1967 roku zakazano jakiegokolwiek kultu publicznego, natomiast konstytucja uchwalona po V Zjeździe Partii Komunistycznej nie pozostawiała cienia wątpliwości, mówiąc : "Państwo nie uznaje żadnej religii, jednocześnie popiera i prowadzi propagandę ateistyczną w celu zakorzenienia w ludziach materialistyczno-naukowej koncepcji świata". Jakby tego było za mało, artykuł 55 Kodeksu Karnego z 1977 roku przewidywał karę śmierci dla osób przechowujących materiały religijne. Zasady te konsekwentnie wprowadzano w życie. W obozach koncentracyjnych znaleźli w pierwszej kolejności duchowni katoliccy, prawosławni i muzułmańscy, a zaraz potem wszyscy, którzy próbowali myśleć inaczej niż władze. Na początku lat 80-tych przetrzymywano w nich około 40 tysięcy dysydentów, reszta społeczeństwa wzrastała w duchowej pustce, poddana bezlitosnej indoktrynacji. Skutki tego przejawiają się dzisiaj w dużej liczbie zabójstw, handlu kobietami i dziećmi, czy masowym przemycie narkotyków oraz broni. Znacznie bardziej niż w Polsce odczuwa się stan apatii, bo nikt nie wierzy, że można zmienić cokolwiek na lepsze.

Po około 40 minutach jazdy, dotarliśmy do rozległej doliny rzeki Skhumbi. "Uwaga", powiedział biskup, "tu zaczyna się moja władza. Odpowiadam za niemal połowę kraju". W pierwszym tysiącleciu biegła w tym miejscu symboliczna granica wpływów Rzymu i Bizancjum. O ile misjonarze łacińscy głosili Ewangelię na północy Albanii, Grecy byli aktywni na południu. Z czasem wpływy obydwu Kościołów zaczęły się wzajemnie przenikać. Dzisiaj w położonej powyżej rzeki Skhumbi Tiranie urzęduje zarówno metropolita katolicki Rrok Mirdita jak i zwierzchnik albańskiego prawosławia metropolita Anastas Yannulatos, zaś biskup Kabashi pasterzuje na południu.

Niestety najazd Turków zniszczył w równej mierze lokalne chrześcijaństwo i cywilizację. Na niewiele się zdały bohaterskie zrywy powstańcze Gjergija Skanderbega, nazywanego atletą Chrystusa. Wspierany przez Papieża oraz państwa Półwyspu Apenińskiego stawiał skutecznie opór najeźdźcom przez prawie ćwierć wieku, jednak w 1479 roku kraj znalazł się w niewoli osmańskiej. Z obawy przed prześladowaniami tysiące ludzi postanowiło emigrować do Italii. Tu założyli swoje kolonie w Piana degli Albanesi (Sycylia) i w Lungro (Kalabria), zachowując do dzisiaj język albański i obrządek wschodni. Właśnie z uchodźców albańskich wywodził się słynny włoski ród Albani. Należał doń papież Klemens XI, który zezwolił na koronację obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej oraz kilku kardynałów będących protektorami Polski przy Stolicy Apostolskiej.

W Albanii rozpoczęła się natomiast islamizacja. Podobnie jak w innych częściach Bałkanów objęła ona przede wszystkim warstwę szlachecką i mieszkańców miast. Kto chciał ocalić swą wiarę uciekał na wieś lub w góry. Tam panowała względna swoboda religijna i franciszkanie (OFM), jedyni duchowni katoliccy tolerowani przez Turków, prowadzili działalność duszpasterską. Sytuacja zaczęła się poprawiać dopiero od połowy XVIII wieku dzięki interwencjom Cesarstwa Austro-Węgierskiego. Jednak również po odzyskaniu przez Albanię niepodległości (1912 r.) problemów nie brakowało. Najpierw pozbawiono Kościół opieki państwa, a następnie zamknięto prywatne szkoły katolickie. O tym, co się działo w okresie rządów komunistycznych była już mowa wcześniej.

Kiedy w kwietniu 1993 roku Ojciec Święty Jan Paweł II stanął na tej ziemi męcznników, mając u swego boku Matkę Teresę z Kalkuty (Albankę urodzoną w Macedonii) i wyświęcił na oczach tłumu czterech biskupów dla wakujących od dziesięcioleci diecezji, ocalonym z prześladowania wydawało się, że śnią. Ojciec Anton Luli i kreowany następnie kardynałem ksiądz Mikel Koliqi, spędzili przecież w więzieniu ponad 40 lat swego kapłańskiego życia, a tu nagle taka odmiana.

Ponieważ niewielu albańskich duchownych przeżyło prześladowania, z pomocą lokalnemu Kościołowi pośpieszyły głównie zgromadzenia zakonne z Włoch. W szybkim tempie zaczęły powstawać ośrodki duszpasterskie i szkoły. "Prowadzimy kursy krawieckie dla kobiet", mówi siostra zakonna z Fier. "Tu nie chodzi tylko o nauczenie ich jakiegoś zawodu, ale w ten sposób będą mogły skuteczniej uchronić się przed miejscową mafią, która werbuje dziewczyny do prostytucji". Chłopcy zdobywają najczęściej przygotowanie komputerowe, elektrotechniczne, czy budowlane. To także sposób na uchronienie młodych ludzi przed pokusą emigracji. Każdy bez względu na wyznanie może zapisać się do szkoły albo skorzystać z opieki medycznej w prowadzonych przez zakony ambulatoriach. Kiedy wiosną 1997 roku wybuchły zamieszki we Vlorze, siostry zakonne udzielały pierwszej pomocy rannym ze wszystkich walczących stron. Musiały uważać, żeby członkowie rywalizujących ze sobą band nie spotkali się razem w ambulatorium, ale na szczęście do żadnego incydentu nie doszło.

W Albanii nie mogło zabraknąć Misjonarek Miłości założonych przez Matkę Teresę. W mieście Elbasan zajmują się one małymi dziećmi, pozbawionymi opieki rodziców. Moją przewodniczką po prowadzonym przez nie przytułku jest Polka siostra Katarzyna. Zaraz jednak przyłącza się zakonnica rodem ze Słowacji, i mówi, że "miło spotkać swojego". W międzynarodowej wspólnocie siostry rozmawiają z reguły po angielsku, natomiast z dziećmi po albańsku. Wszystko przypomina inne domy Misjonarek Miłości: ten sam duch modlitwy i ubóstwa, to samo poświęcenie, a jednak praca wśród rodaków założycielki stanowi szczególne wyzwanie.

Ponieważ w okresie komunizmu zburzono wiele kościołów, Msza Święta odprawiana jest w różnych, nietypowych czasami miejscach. Najważniejsze jednak, że ludzie mają możliwość uczestniczenia w Eucharystii. Niedzielnym popołudniem jedziemy z biskupem Kabashim do niewielkiej miejscowości Jaru. Kierowca musi bardzo uważać , bo dziur nie brakuje, asfalt miejscami jest pozrywany, a ponadto pełno tu żółwi. W charakterystycznym dla siebie tempie podążają do płynącej w pobliżu rzeki, nie zważając wcale na pędzące samochody. Zabieramy dwa żółwie, żeby umieścić je w kurialnym ogrodzie, który biskup osobiście kosi i podlewa, ale uciekną jeszcze tej samej nocy. Piękno przyrody oraz krajobrazu kontrastuje dramatycznie z brzydotą walących się domów. Szkoła podstawowa zapadła się w ziemię niemal po okna parteru lecz nadal funkcjonuje. Biednie ubrane dzieci bawią się przy studni głębinowej. Atrakcja nie lada, bo w wioskach brakuje nawet wody, chociaż kraj obfituje w rzeki, strumienie, jeziora.

O ile każda Msza Święta jest sama w sobie czymś niezwykłym, to nadzwyczajne było także miejsce celebracji: ogromny betonowy bunkier połączony podziemnym korytarzem z siecią innych umocnień. W celu obrony kraju przed rzekomym zagrożeniem ze strony Włochów i Greków wybudowano w Albanii ponad 800 tysięcy bunkrów. Widać je dosłownie na każdym kroku: małe, jednoosobowe z obrotową wieżyczką strzelniczą, większe na cały pluton oraz ogromne na działa i czołgi. Jest paradoksem, że Albańczycy uciekają dzisiaj w poszukiwaniu pracy właśnie do Italii i Grecji.

Ludzie powoli wypełniali bunkier. Starsze kobiety i mężczyźni ubrani na ciemno, młodzi w koszulkach zachodniego pochodzenia, dzieci jak wszędzie hałaśliwe. Było także kilku katechumenów przygotowujących się do przyjęcia chrztu. Są świadomi swoich chrześcijańskich korzeni, więc trudno tu mówić o jakimś prozelityźmie. Zresztą nie ma żadnego przymusu. Na przykład organistka, która gra i prowadzi chór przy kościele parafialnym w Fier pozostała muzułmanką. Za swoją pracę nie chce żadnego wynagrodzenia, bo jak mówi "to na chwałę Bożą". Jest w Albańczykach jakaś naturalna religijność, której nie wymazały lata przymusowej ateizacji. Na ruinach zburzonych świątyń, często zarośniętych już trawą, ludzie palą świeczki, duchowni są powszechnie szanowani, podczas liturgii można zobaczyć wzruszone twarze.

Kościół katolicki w Albanii Południowej powoli rośnie, chociaż daleko mu jeszcze do stanu sprzed II wojny światowej. Wówczas istniała na przykład znacznie liczniejsza wspólnota obrządku wschodniego. Wśród prawosławnych w Albanii zawsze żywe było pragnienie przywrócenia jedności z Następcą św. Piotra. Obok motywów teologicznych, historycznych i geograficznych, duże znaczenie miała troska Papieża o los chrześcijan pod panowaniem tureckim. W rezultacie tego doszło do trzech częściowych unii kościelnych z Rzymem w latach 1657, 1660 i 1895. Idea nowej, całkowitej unii, była żywo dyskutowana w latach 30-40 tych XX wieku. Synod Kościoła prawosławnego opowiedział się nawet za nią większością głosów, ale ostatecznie nie została ona sfinalizowana.

Prześladowania okresu komunistycznego osłabiły poważnie katolicką wspólnotę obrządku wschodniego. W Elbasanie Siostry Bazylianki od św. Makryny, wszystkie rodowite Albanki, opiekują się zespołem klasztorno-kościelnym prowadzonym niegdyś przez mnichów z podrzymskiej Grattaferraty. Tu pracował Sługa Boży Ojciec Josif Papamihali (1912-1948). Skazany na ciężkie roboty, został zakopany żywcem podczas osuszania bagien.

Stosunki katolicko-prawosławne układają się poprawnie. W Korczy rezyduje jedyny biskup prawosławny pochodzenia albańskiego, pozostali to Grecy. Księża są natomiast w większości miejscowi. W pierwszych latach po upadku komunizmu niektórzy politycy próbowali skłócić na tym tle duchowieństwo lecz obecnie akceptują bliskie związki albańskiego prawosławia z siostrzanym Kościołem w Grecji. Zresztą wyznawcy islamu, z którym identyfikuje się większość ministrów rządu albańskiego też otrzymują wsparcie z krajów arabskich, dzięki czemu meczety rosną jak przysłowiowe grzyby po deszczu.

"Terra missionis" zwykliśmy mawiać o niektórych krajach Afryki, Ameryki, czy Azji, podziwiając misjonarzy trudzących się z narażeniem życia wśród pogańskich plemion. Albania poznała chrześcijaństwo już na samym jego początku, jednak bieg historii uczynił z niej ponownie ziemię misyjną. Ci którzy udali się tam, aby głosić Ewangelię, odbudowują Kościół zniszczony wiekami prześladowań oraz europejską cywilizację, bo ona przecież ma chrześcijańskie korzenie.

K. N.