lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
SIERPIEŃ 2005
nr 8/2005

Ks. Adam Abramowicz - człowiek wielkiej odwagi

W stulecie kapłaństwa

Starsi mieszkańcy Białegostoku dobrze pamiętają przygarbioną z lekka sylwetkę zawsze pogodnego kapłana, który z nieodłącznym brewiarzem przechadzał się wokół kościoła św. Rocha. Dopiero na dwa lata przed śmiercią obłożna choroba nie pozwoliła mu na to. Ale i wtedy z wózka inwalidzkiego spoglądał od strony figury Dobrego Pasterza na tak bliskie mu miasto i jego mieszkańców. W swoich wspomnieniach tak pisze:

"Opatrzność Boża pokierowała losami memi tak, że ponad 50 lat mego życia w kapłaństwie musiałem przebywać na niewielkiej przestrzeni ziemi białostockiej nad rzeką Narwią z zachodu a Białymstokiem ze wschodu. (...) Gdy teraz z wózka inwalidzkiego ortopedycznego spoglądam na dzieło, jakiego dokonałem, mam możność podziwiać Dobro i Łaskę Opatrzności Wszechmocnego, który dał mi siły i wytrwanie w pracy ku Jego Chwale."

Ksiądz Adam Abramowicz urodził się 2 lutego 1881 roku pod Wilnem w miejscowości Zośle "z rodziny kolejarzy" - jak mawiał. Początkowo nauki pobierał w Szkole Cerkiewnej, bo innej tam nie było. W 1899 roku wstąpił do Seminarium Duchownego w Wilnie, które ukończył w 1905 r. W tym też roku został wyświęcony na kapłana przez Arcybiskupa Edwarda Roppa.

Życie nie szczędziło młodemu księdzu trudów i udręk. Opisując swoją pierwszą pracę w Słonimie, opowiada o napadzie dokonanym na niego w pewnej wsi, odległej o 20 kilometrów od tego miasta powiatowego. Cudem uszedł z życiem. A gdy zażądał od władz carskich ukarania napastników, został sam postawiony przed sądem za "Chułu na Gospoda Boha i Matier Bożuju", czyli za bluźnierstwo. Tak wspomina o tym w pamiętniku:

"Sąd odbył się w Kobryniu w 1910 roku, gdy byłem już proboszczem w Dereczynie, pow. słonimskiego. Zostałem wprawdzie uniewinniony - ale przez długie lata spadały na mnie represje administracyjne. Pozbawiony zostałem probostwa w Dereczynie i skazany na tułaczkę, która trwała do 1917 roku, kiedy to zostałem proboszczem w Uhowie pod Łapami".

Owa "tułaczka", o której wspomina ksiądz Abramowicz, to wyjazd do Włoch i studia na Uniwersytecie Angelicum w Rzymie. Młody kapłan uzupełnia swoją wiedzę teologiczną i humanistyczną, zwiedza wspaniałe zabytki biblioteki i muzea watykańskie oraz zabytki "Wiecznego Miasta".

Praca w Uhowie zaowocowała dokończeniem budowy kościoła, rozpoczętej przez poprzednika, postawieniem plebanii i założeniem dużego sadu owocowego. Ten światły kapłan do końca życia nie mógł sobie darować, że w nawale prac nad wznoszeniem tej świątyni zaniedbał przerobienia "niewielkim sumptem" ogrodzenia kościelnego i przyłączenia w ten sposób zabytkowej kaplicy modrzewiowej z 1753 roku do zespołu budowli sakralnych. Następcy bowiem rozebrali tę kaplicę, a materiał z niej został użyty do budowy domu w Łapach.

Przeniesiony z Uhowa do Goniądza w 1923 roku, ksiądz Abramowicz podjął się wznoszenia nowego murowanego kościoła na miejscu spalonego, drewnianego. W rekordowo krótkim czasie, bo zaledwie w przeciągu 2 lat stanął na goniądzkim wzgórzu okazały, nawiązujący swoją architekturą do baroku, kościół.

Rzecz oczywista, że budowniczy świątyń nie mógł pozostać dłużej w tym małym, nadbiebrzańskim miasteczku. Władze kościelne widząc w księdzu Abramowiczu talenty organizacyjne i niespożytą energię, postanowiły przenieść go do Białegostoku, do mającej dopiero powstać nowej parafii, nieposiadającej jeszcze świątyni. Tu w całej pełni mógł rozwinąć swoje uzdolnienia i wykorzystać doświadczenia w tej dziedzinie. Ambicją księdza było tym razem nie wybudowanie zwykłego kościoła, lecz postawienie świątyni - pomnika jako wotum za odzyskaną niepodległość.

Zaraz po przybyciu do Białegostoku i objęciu, nowej parafii, ks. Abramowicz wzniósł skromną, drewnianą kaplicę i pełen zapału rozpisał ogólnokrajowy konkurs na kościół - pomnik.

Nadesłano 74 projekty, z których jury wyróżniło i odznaczyło 9. Inwestor wybrał projekt odznaczony II nagrodą, sporządzony przez prof. Oskara Sosnowskiego. Była to ambitna próba stworzenia nowego stylu w architekturze sakralnej. Zamysł budowli tak monumentalnej wydawał się dla wielu niemożliwy do zrealizowania. Kraj po początkowych sukcesach gospodarczych zaczęła obejmować rozwijająca się na świecie recesja. Ale ksiądz Abramowicz z raz powziętego zamiaru nie rezygnował. Jeździł po całym kraju gromadząc fundusze, zyskując przyjaciół i pomocników. Organizował loterie fantowe, drukował cegiełki z projektem świątyni - pomnika, skłaniał instytucje państwowe i ich pracowników (np. PKP)do stałych, comiesięcznych datków, uzyskiwał od magistratu dotacje na zatrudnianie bezrobotnych. Założył wreszcie miesięcznik Jutrzenka Białostocka. Pismo to obok artykułów o charakterze społeczno-religijnym i politycznym, zamieszczało utwory literackie oraz ciekawostki ze świata nauki i kultury. Było też miejsce na humor i satyrę w rubryce zatytułowanej "Trochę śmiechu bez grzechu".

Oto, co sam założyciel pisze o swym periodyku: "Muszę tu podkreślić, że niezwykle pomocny w moim działaniu organizowania funduszów na budowę i pobudzania do ofiarności był miesięcznik informacyjno - literacki Jutrzenka Białostocka.

Redagowałem go - przez długie lata budowy świątyni do wybuchu II wojny światowej,

W Jutrzence umieszczałem płomienne zachęty do ofiarności na rzecz budowy kościoła, wyszczególniałem wszystkie ofiary i wymieniałem nazwiska ofiarodawców, wzywałem w niej wszystkich - 'pomóżcie', tym wiele mówiącym hasłem, które umieściłem na rusztowaniu przyszłej wysokiej wieży kościelnej."

Wybuch II wojny światowej przerwał działalność wydawniczą ks. Adama Abramowicza. Ale budowa świątyni była kontynuowana. Pomimo represji władz okupacyjnych (dwukrotne osadzanie w więzieniu w charakterze zakładnika oczekującego na śmierć) budowniczy kościoła św. Rocha nie załamał się. Wierzył, że świątynia - pomnik wcześniej czy później zostanie oddana do użytku wiernym i Bogu na chwałę.

Tymczasem bliskiej ukończenia budowli zagroziło śmiertelne niebezpieczeństwo, szczególnie w ostatnich dniach pobytu Niemców w Białymstoku. Okupant widząc swoją zbliżającą się porażkę, zaczął niszczyć wszystkie obiekty strategiczne w mieście nad Białą. Palił także dom po domu w centrum miasta. Pożar na ulicy Lipowej i Rynku Kościuszki strawił zabytkowe kamieniczki. Płonęła bliska świątyni ulica Dąbrowskiego. Ksiądz Abramowicz truchlał na myśl o zagładzie dzieła swego życia. Wysoka na 83?m wieża kościoła św. Rocha była ewidentnym punktem strategicznym. Modlił się wraz z wiernymi o ocalenie świątyni. Uciekający Niemcy na szczęście nie zdążyli jej zniszczyć. W dwa lata później wystrój wewnętrzny kościoła - pomnika był gotowy do konsekracji, 18 sierpnia 1946 roku, w dwadzieścia lat po dokonaniu aktu erekcyjnego, ks. Arcybiskup Romuald Jałbrzykowski dokonał poświęcenia głównego ołtarza, nadając mu miano "Chrystusa Króla". W uroczystości wzięli udział przedstawiciele Episkopatu, duchowieństwo i liczni wierni.

Po latach wizytując parafię św. Rocha w Białymstoku Ks. Kardynał Stefan Wyszyński, Prymas Tysiąclecia powiedział: "Trzeba było mieć wielką odwagę, by podjąć się takiej budowy".

Ksiądz Prałat Adam Abramowicz jeszcze przez wiele lat upiększał i ubogacał świątynię; porządkował otoczenie kościoła, budował sale katechetyczne pod słynnymi "Wałami", na których postawił monumentalną figurę Chrystusa Dobrego Pasterza. Miał wiele innych ciekawych pomysłów, jak stworzenie domu opieki dla starców i chorych, sierocińca oraz przedszkola w gmachu parafialnym. Niestety, czasy nie sprzyjały realizacji tych zamierzeń. Wydawały się one władzom komunistycznym wielce podejrzane.

Zasłużony duszpasterz i społecznik zmarł po długiej chorobie w nocy z 3 na 4 czerwca 1969 roku. Jego pogrzeb stał się wielką manifestacją religijną i patriotyczną.

W roku ubiegłym minęła 125 rocznica urodzin ks. Prałata Adama Abramowicza oraz 35 rocznica jego śmierci. Dla tych, którzy zetknęli się kiedykolwiek z tą wspaniałą postacią warto ją przypomnieć. Dla pozostałych niech będzie świadectwem, że nawet w trudnych czasach można, zrobić wiele dla dobra wszystkich.

Mieczysław Czajkowski