lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
LIPIEC 2005
nr 7/2005

Z dużej chmury mały deszcz

Z końcem maja rozkrzyczały się polskie media niemożebnie głośno w jednym temacie. Poszło mianowicie o rzekomy gwałt zadany demokracji przez prezydenta Warszawy. Zresztą gwałt w zasadzie miał okazać się - w pewnym sensie- zbiorowy, jako że w ramach gwałconej demokracji, gwałcone były również i obywatelskie prawa, związane ze swobodą wyrażania siebie z tytułu... no właśnie. Tutaj jakby leżał przysłowiowy pies pogrzebany. Chodziło o prawo do wyrażania dumy z tytułu bycia homoseksualistą. Tylko tyle. Faktycznie, że nietypowy to tytuł do chwały. Jak świat światem, ludzie wyrażali dumę z osiągnięć politycznych, militarnych, społecznych, ekonomicznych, pedagogicznych, naukowych, technicznych, sportowych, artystycznych. Dumni byli z sukcesów swoich bliskich i swoich rodaków; chlubili się dobrze przeżytym życiem, tym, że udało się uniknąć wpadnięcia w moralne bagno etc. itd. itp. Generalnie, żeby mieć tytuł do chwały - czy to przed całym światem, czy jedynie w gronie rodzinnym i w kręgu znajomych- trzeba było się nieźle natrudzić. A tu - patrzcie Państwo - trzeba tylko uprawiać seks z osobą tej samej płci i już jest się czym chlubić! To ci dopiero osiągnięcie, wystarczy, żeby facet nadstawiał....daruję sobie dosłowność, bo Redakcja i tak by tego nie puściła - i może dumnie kroczyć z podobnymi sobie ulicami stolicy. No ale jeśli oni rzeczywiście nie mają się czym chlubić?

W każdym razie warszawski prezydent, za pomocą kruczków prawnych, zgwałcił demokrację i swobody, gdyż zabronił manifestacji. Wesołkowie i wesołeczki ("gay" w języku Szekspira oznacza "wesoły") czuli jednak nieodpartą swobodę wykrzyczenia Polsce w twarz swojej dumy z tytułu sposobu kopulacji. Przy ogromnej życzliwości mediów przywoływali jakieś dziwnie wysokie liczby, mające świadczyć o tym, że kochających i kopulujących nietypowo, są nad Wisłą miliony. Z dumą przywoływano wielkie nazwiska z historii, zapominając, że ci ludzie zaistnieli w dziejach świata nie z powodu nietypowego spółkowania, lecz z racji osiągnięć zupełnie z seksem niezwiązanych.(Ot choćby prosty przykład, dosłownie pierwszy z brzegu. W Rzymie znajduje się forum Trajana, nazwane tak na cześć cesarza-wodza, za którego Imperium Romanum osiągnęło apogeum swej wielkości terytorialnej. Źródła podają, że był homoseksualistą, ale chyba żaden wesołek nie będzie twierdził że ten właśnie powód zadecydował o nazwaniu forum imieniem cesarza.). Uaktywniła się międzynarodówka homoseksualna i prohomoseksualna, której listy otwarte skwapliwie drukowała "Gazeta Wyborcza".

Wreszcie nadszedł dzień ów szumnie zapowiadany. Wesołkowe środowiska (prawda, że "wesołkowe" ładniej brzmi niż "gejowskie?) zadeklarowały, że ze swej strony też pogwałcą - tym razem zakaz prezydenta stolicy - i ruszą w miasto. Przyjechali goście zagraniczni, przyszli lewicowi politycy no i oczywiście ci wszyscy dyskryminowani i nietolerowani wesołkowie i zapewne tak samo nietolerowane i dyskryminowane wesołeczki. Mogłoby się wydawać, że po takiej wrzawie medialnej i w tak rozbuchanej atmosferze równości i dumy, dziesiątki tysięcy dyskryminowanych ale dumnych wesołków, zademonstrują wszelkim homofobom i faszystom, co o nich myślą. Tymczasem w paradzie wzięło udział około... 2,5 tysiąca osób (tak, tylko tyle!) Byli wśród nich goście zagraniczni, polscy lewicowcy, a nawet nastolatkowie otumanieni przez propagandę (niepełnoletnie dziewczę idące w manifestacji wstydziło się powiedzieć czym jest homoseksualizm). Żałosny cyrk zorganizowany przez krzykliwy margines marginesu. Nie należy jednak tego lekceważyć. Trzeba walczyć z tym zjawiskiem (tylko nie kamieniami i obelgami!). Mamy do czynienia z konfrontacją między cywilizacją a barbarią, która jeśli urośnie w siłę czyni to, co we Francji czy w Szwecji. Chyba nie chcemy w Polsce żadnego gejstapo.

ks. Marek Czech